W poruszjącym wywiadzie przeprowadzonym przez portal wPolityce.pl redaktor Ewa Stankiewicz przywołuje istotny szczegół zajścia ze Stefanem Won Niesiołowskim przed budynkiem parlamentu w dniu 11 maja 2012.
Otóż kiedy ten nieparlamentarny parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej zaczął grozić dziennikarce i odepchnął jej kamerę - będący na miejscu zdarzenia kamerzysta TVP... opuścił kamerę i przestał filmować.
Bardzo chętnie poznałbym personalia tej "nadzieji" nowego dziennikarstwa. Może to przyszły redaktor prowadzący?
Byłem przekonany, że w normalnym świecie "dziennikarz nie klaszcze", media mają władzy patrzeć na ręce, a nie przymykać oko na jej arogancję.
A tu okazuje się, że w neo-bolszewickiej mentalności nie potrzeba już "ober redaktorów", usłużnie przyjmujących telefoniczne dyspozycje z centrali. Już nie trzeba pilnować nowoczesnych "media workers" (nie umiem takiego operatora nazwać dziennikarzem...).
Sami wiedzą co jest "po linii" i za co partia władzy pochwali, a za co zmarszczy brew...
Biją koleżankę dziennikarkę? No to dziewczyna ma kłopot.
Myślicie Państwo, że ów operator jest wyjątkiem, czy raczej wyznacza regułę? A może powie, że mu się bateria skończyła, prawda?
Myślę, że w krajach o normalnym rynku mediów materiał z posłem szarpiącym dziennikarkę przed parlamentem obiegłby wszystkie serwisy. Każdy dziennikarz dałby świadectwo takiej sytuacji.
Ale nie taki produkt neo-polityki.
Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.
Słuszną linię ma nasza władza!


Komentarze
Pokaż komentarze (30)