z pamiętnika Teutonicka...
it's a new sheriff in town
10 obserwujących
160 notek
114k odsłon
261 odsłon

Imigranci i faszyści, pederaści, terroryści… oraz pewien dzban (końca) roku

Wykop Skomentuj4

   Tak się jakoś dziwnie składa, że ilekroć ostatnim czasem niezwykle szczujnie nadstawiający uszu (i nie tylko uszu) „pracownicy mediów” (bo trudno byłoby w owym towarzystwie wyłowić choćby jednego szanującego się dziennikarza), w reakcji na kolejny mający miejsce w naszym kraju „nożowniczy incydent” zakrzykną tryumfalnie: „Jeeeest! Ha! I co – nadal miejscowi prawacy śmiecie nam wmawiać, że nośnikiem ulicznego terroryzmu i szlachtowania ludzi niczym rzeźne mięso mogą być tylko i wyłącznie przybyli skądinąd imigranci, a nie tutejsze byczki wychowywane zgodnie z wzorcami tradycyjnej, polsko-katolickiej, patriarchalno-pokręconej rodziny?!”, tylekroć po bliższym przyjrzeniu się zaistniałym okolicznościom są zmuszani do przyjęcia postawy z podkulonym ogonkiem pt. „może już nie rozdmuchujmy tej sprawy, w końcu nie ma co żerować na ludzkiej tragedii”, a w ogóle to „ciszej nad tą trumną” bo oto nagle okazuje się, że albo sprawcą jednak był imigrant, czy to ze Wschodu (jak na dworcu we Wrocławiu), czy to dla odmiany z Zachodu (jak w multipleksie w Szczecinie), występujący jeszcze do tego w roli oszalałego z zazdrości zwyrola, w taki właśnie oto perwersyjny sposób starającego się o względy innego pederasty. No jak pech, to pech. Sami państwo nożownicy wytrącają tym samym różnorakiemu, oderwanemu od rzeczywistości postępactwu nomen omen żelazne argumenty z rąk. W związku z powyższym pozostaje im nadal katowanie zgranej do imentu nuty o polskim tradycyjnym antysemityzmie, nietolerancji, ksenofobii i nazistach ostrzących swoje pordzewiałe bagnety w śląskiej kniei w oczekiwaniu na sygnał do działania, który miałby im chyba w domyśle wydać sam nienawistny satrapa-uzurpator z kaczego rodu.

   Tymczasem jednak w obozie tegoż właśnie okrutnika wiele tęgich głów zdaje się z całych swych wątłych sił pracować na przyszłoroczną, z taką niecierpliwością wyczekiwaną przez niektórych, a w poszczególnych przypadkach – jak się w ostatnich dniach, śledząc poszczególne szczekaczki medialne, mieliśmy okazję na każdym niemalże kroku przekonać – już nawet zawczasu otrąbioną, wraz z rozdzieleniem spodziewanych do obsadzenia stanowisk pomiędzy wyłonionych spośród siebie, murowanych kandydatów, porażką wyborczą. Aktualnie na czoło tego peletonu zjednoczeniowo-prawicowych dzbanów, z uporem godnym lepszej sprawy pchanych usilnie przed mikrofony aby tam z wdziękiem właściwym etatowym wręcz niedojdom móc bez przeszkód kompromitować rzekomo prezentowane poglądy, wysunął się mój osobisty – obok koleżanki joanki (TUTAJ) – faworyt w postaci nieocenionego Cymy. Pan poseł zwrócił moją baczną uwagę już stosunkowo dawno, w czasach kiedy goszcząc regularnie w pewnym kawowo-ławowym programie publicystycznym zwykł się z lubością wzajemnie poklepywać po pleckach z niejakim Ryśkiem Kaliszem, tym słynnym prawnikiem od tłumaczenia niedomagań goleni prawej i – ujmując rzecz oględnie – kontrowersyjnych ułaskawień w wykonaniu człowieczka, który ostatnim czasem z braku lepszego zajęcia robi karierę w roli najsłynniejszego alkoholowego mema w historii III i IV Rzeczpospolitej. Wspomniany polityk Solidarnej Polski wraz z Grubym Rychem stanowili tam niezwykle dobrany, prezentujący się niczym Flip i Flap, cotygodniowy tandem, namiętnie spijając sobie przy tym wzajemnie z dzióbków i w sposób całkowicie niewinny i beztroski przekomarzając się przy każdej nadarzającej się okazji ze sobą nawzajem.

   Od tego czasu wspomniany Cyma w nieomal każdej ze swych medialnych wypowiedzi, których udziela nad wyraz chętnie i często, jawi mi się w roli, przedstawiającego się jako w każdych niemalże okolicznościach koncyliacyjnie usposobiony, zwykłego – modne obecnie słowo – dzbana, zgodnie z filozofią ying-yang z uporem godnym lepszej sprawy doszukującego się w każdej materii za wszelką cenę drugiego dna, jednocześnie zaś przy tym dobrych intencji występujących – jak wszyscy dobrze wiemy – w sposób nieodzowny po stronie totalniacko-targowickiej opozycji, stosującego przy tym niezwykle pokrętne i niezbyt zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy tłumaczenia i wykładnie polityki uprawianej przez ugrupowania rządzące. Jednym słowem: szkodnik uprawiający w mediach przeciwskuteczną krecią robotę, co zaś tym gorzej może o jego własnych możliwościach intelektualnych świadczyć - chyba na swoje własne, dzbanowskie zlecenie. Jednak pan poseł w ostatnich dniach zechciał popisać się kolejnym wyczynem, którym raczył przebić wszystkie swoje dotychczasowe szkodnicze wystąpienia. Oto wspomniani, szczujnie wzmożeni państwo żurnaliści, idąc swym śledczym tropem przy okazji przerabiania na wszystkie możliwe sposoby kwestii niedoszłych-zaprzeszłych podwyżek cen za energię, wykryli niebywały skandal, a mianowicie zatrudnienie jednej z przedstawicielek rozlicznej progenitury rzeczonego pana posła w jednej ze spółek skarbu państwa na stanowisku głównego przedstawiciela do spraw relacji z klientem czy też innych spraw załatwionych, sam już nie pomnę. Oddajmy jednak głos samemu zainteresowanemu:

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka