Słowo „demokracja” jest zlepkiem dwu greckich słów "demos + kratos", czyli w wolnym tłumaczeniu "rządy ludu”. Mamy obecnie na świecie kilkadziesiąt państw powszechnie zwanymi "demokratycznymi" z tym, że jedne z nich uważają się za bardziej demokratyczne niż inne. Warto tu zwrócić uwagę, że nawet tak niejednoznacznie rozumiana „demokracja” występuje w ok. 20 państw a wszystkich jest ok. 200. Można też powiedzieć, że w systemach "demokratycznych" żyje mniejsza część ludzkości. "Demokracja" to bynajmniej nie norma światowa a raczej aberracja.
Demokracja w takim znaczeniu, jak my to dziś rozumiemy (my - czyli Europa + Ameryka) powstawała 100-150 lat temu, zależnie od miejsca. Opierała się na dwu najważniejszych fundamentach:
1. wolny rozkład poglądów obywateli
2. system wyborów przedstawicielskich
Patrząc na te punkty warto zastanowić się, jak to wygląda dziś, w czasach istnienia telewizji.
Telewizja, po raz pierwszy w dziejach ludzkości, dociera do wszystkich w tym samym czasie z tym samym przesłaniem (trochę wcześniej było radio ale zanim osiągnęło taką siłę jak dziś ma telewizja - pojawiła się telewizja). Telewizja zabiła punkt 1 a zabijając go - zniszczyła też punkt 2.
Jakie wspólne poglądy polityczne może mieć rolnik na 5 ha spod Suwałk uprawiający zboże i dyrektor banku w Warszawie ? Żadnych. A rzemieślnik i urzędnik ? Żadnych. Ci ludzie żyją w kompletnie różnych warunkach, więc poglądy powinni mieć zgodne ze swoim interesem, czyli różne. Na tym polega siła prawdziwej demokracji, że jeśli każdy głosuje zgodnie ze swoim interesem, to wynik wyborczy mówi rzetelnie, jakie są interesy społeczeństwa. Wspólnota interesów w wymienionych parach jest żadna a jak przychodzi do głosowania, to okazuje się, że głosują tak samo ! A głosują tak, bo tak im wmawia telewizja, głosują wbrew swojemu interesowi.
Telewizja na zawsze zabiła wolny rozkład poglądów. Ludzie głosują nie tak, jak powinni, czyli adekwatnie do swojej osobistej sytuacji, ludzie głosują tak, jak im wmawia telewizja. Kto ma głos decydujący w kwestii, do czego przekonuje telewizja – ten decyduje o wyniku wyborczym.
Głosowanie na skutek propagandy telewizyjnej zaprzeczyło też drugiej z wymienionych zasad demokracji, czyli że „władza jest przedstawicielem wyborców”. Otóż nie jest, bo ludzie nie głosują w sposób wolny, zwycięzca w wyborach nie reprezentuje głównych interesów społeczeństwa. Wystarczy porównać badania nad poglądami Polaków w różnych kwestiach z poczynaniami rządu Tuska by zobaczyć, że zachodzi między nimi duża sprzeczność. Od razu narzuca się pytanie – no to czemu ludzie głosowali na Tuska ? Bo ulegli kampanii telewizyjnej.
Wystarczy raz na 4 lata przez 2-3 tygodnie dobrze rozegrać kampanię telewizyjną i można mieć władzę na lata. Władza zmienia się dopiero wtedy, gdy telewizja zmieni swoich faworytów a to zależy oczywiście od właściciela stacji telewizyjnej, nawet nie od dziennikarzy. Dlatego tak dużą (choć starannie ukrywaną) władzę w Polsce ma Solorz czy Walter. Ta siła telewizji jest też głównym powodem dla którego każda kolejna ekipa zaciekle walczy o posiadanie telewizji tzw. „publicznej” (kocham to określenie !). Dzięki tej „publicznej” rząd w wyborach może szachować Polsat czy TVN, bo oczywiście w tej „publicznej” mamy nieustający festiwal propagandy sukcesu rządu (prezydenta zresztą też).
Należy też pamiętać, jak wygląda wielomilionowa masa wyborcza. Większość to ludzie prości, mający trudności z samodzielnym myśleniem a więc podatni na przekaz telewizyjny. Ci, co myślą samodzielnie, giną w masie i ich głos się nie liczy. Dlatego kampania telewizyjna odwołuje się do prostego rozumu a nie do wyrafinowanego. Gdy telewizji nie było, ludzie prości rzadziej głosowali, więc głos tych mądrzejszych więcej znaczył. Ale „to se ne vrati, pane Havranek”.
Jaki jest wniosek ? Demokracji nie ma. Stalin mawiał „nie jest ważne, jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”. To powiedzenie można przenieść na dzisiejsze czasy – „nie jest ważne, kto kim jest, jakie ma interesy, ważne, co mówi telewizja”.


Komentarze
Pokaż komentarze