tkwtkw
Moje słuszne poglądy na wszystko
1 obserwujący
25 notek
15k odsłon
1235 odsłon

Moje boje sądowe.

Wykop Skomentuj25

 Postanowiłem opisać kilka z moich doświadczeń z sądami, sędziami. Należę do nie tak znowu licznej grupy ludzi w Polsce, którzy mieli ileś tam spraw w sądzie jako klient (zaliczyłem chyba wszystkie wydziały sądu z wyjątkiem gospodarczego – nawet wydział karny w stanie wojennym) a jednocześnie przez kilka lat pracowałem z sędziami dla Min. Sprawiedliwości, więc miałem okazję przyjrzeć się im od „wewnątrz”, jako pracownik.

 Intuicja podpowiada mi, że wiele osób nie uwierzy w to co napiszę, ale to już ich problem ….. Spraw w sądzie jako klient miałem chyba ze 20, przegrałem tylko jedną, a i to w kuriozalnych okolicznościach, o czym dalej. Chyba więc nie jestem zaślepionym pieniaczem.

1. Sprawa o działkę.

 Miałem działkę, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo okazało się że były problemy formalne z nią. Chciałem to „wyprostować”, więc złożyłem do sądu wniosek o potwierdzenie, iż jestem właścicielem działki (piszę nie używając określeń prawniczych, by było to zrozumiałe dla laików). Sprawa toczyła się kilka lat, od rozprawy do rozprawy zazwyczaj mijało pół roku, ale że w sprawie nie było sporu, nie było drugiej strony która walczy o to bym przegrał, wydawało się, że będzie to czysta formalność – dostarczyć kilka dokumentów których sąd zażądał i już.

 Gdy przyszedłem na kolejną rozprawę, na której miało być ogłoszone orzeczenie (tak na poprzedniej rozprawie zapowiedziała sędzia) – zaskoczenie ! Sędzia poinformowała „proszę pana, pańska działka została zasiedziana przez sąsiadów” ! Sędzia podała numer sprawy o zasiedzenie i oczywiście nie ogłosiła orzeczenia w mojej sprawie. Okazało się, że sprawa o zasiedzenie toczyła się nie tylko w tym samym sądzie, wręcz w tym samym wydziale i przez lata nikt mnie o tym nie zawiadomił ! Przez kilka lat, w jednym wydziale, gdzie pracuje 6 sędziów, nie zorientowali się, że dwoje z nich zajmuje się tą samą nieruchomością ! Przynajmniej tak to wyglądało …...

Oczywiście natychmiast pobiegłem do sekretariatu i zażądałem wglądu do akt sprawy o zasiedzenie. I tu się zaczęło:

sekretariat - nie może pan zajrzeć do akt sprawy bo nie był pan jej uczestnikiem

ja – ale to przecież sprawa była o moją działkę !

sekretariat – ale my nie sprawdzamy kto jest właścicielem działki tylko czy był pan uczestnikiem sprawy, a nie był pan

ja – proszę pani, ja muszę w ciągu 7 dni złożyć wniosek o wznowienie tej sprawy (takie jest prawo – można wznowić sprawę nawet jak wyrok jest już prawomocny – patrz np. przypadek Tomasza Komendy - ale wnioskodawca ma 7 dni od daty gdy dowiedział się o istotnej dla sprawy okoliczności) i muszę podać powody dla których sprawę należy wznowić, jak mam to zrobić, skoro nie wiem na jakiej podstawie sąd wydał orzeczenie o zasiedzeniu ! Coś tam jest nakłamane, ale ja muszę podać co konkretnie.

 I tu okazało się, że trafiłem na życzliwą osobę w sekretariacie. Gdy wytłumaczyłem jaka jest sytuacja, powiedziała mi „nie mogę panu udostępnić akt, ale ja sama mogę do nich zajrzeć. Proszę zaczekać”. Przyszła po 15 minutach i powiedziała „fałszywe zeznania świadków, sfałszowany wypis z rejestru gruntów”. Podziękowałem jej bardzo i na drugi dzień złożyłem w sądzie wniosek o wznowienie postępowania w sprawie o zasiedzenie. Moja sprawa została zawieszona do czasu rozstrzygnięcia tego wniosku.

 Tak zaczął się „chocholi taniec”. Sąd wyznaczył termin rozprawy, wezwał sąsiadów, ale oczywiście oni byli zainteresowani tym, by sprawy nie wznawiać. Co więcej, mieli przecież prawomocny wyrok że działka jest ich i co miesiąc składali do hipoteki wniosek o założeniem Księgi Wieczystej. Gdyby im się udało – sprzedali by działkę w ciągu kilku dni i szukaj wiatru w polu, pozostałoby mi tylko zaskarżyć ich o odszkodowanie, ale każdy wie jaka jest szansa uzyskania odszkodowania prywatnego w Polsce …… Oczywiście natychmiast zawiadomiłem hipotekę, że jest złożony wniosek o wznowienie sprawy i żeby Księgi nie zakładali. Na szczęście hipoteka zrobiła o co poprosiłem i założenia Księgi odmawiała do czasu, aż sprawa wznowienia zostanie rozstrzygnięta.

 Tak mijały lata. Kolejna rozprawa, sąsiedzi oczywiście nie stawiali się, więc odroczenie …. i tak w kółko. Sędziowie się zmieniali (normalny proces – awansują, przeprowadzają się, przechodzą do innych wydziałów, więc jak sprawa trwa dłużej niż rok to jest duża szansa, że zmieni się sędzia). Aż w końcu sprawę przejął kolejny sędzia, przychodzę na rozprawę – i szok ! Sędzia powiedział, że przejrzał akta i sprawdził, że każdy uczestnik sprawy przynajmniej jedno wezwanie odebrał, nie będzie mógł więc skarżyć wyroku bo nie wiedział o sprawie. I że on za nos wodzić się nie pozwoli i sprawę kończy. Szok ! Co się zmieniło w sprawie przez te lata ? NIC, kompletnie NIC, po prostu temu sędziemu chciało się zajrzeć do akt, poprzedni sędziowie kompletnie sprawę olali, odroczenie trwa 5 minut, przejrzenie akt trwa godziny, po co się wysilać ? I nie ma żadnego mechanizmu wyciągnięcia konsekwencji od tych sędziów, którzy przez lata nawet nie zajrzeli do akt tylko odraczali, bo tak łatwiej dla nich. Ten sędzia zajrzał i zakończył sprawę – orzekł, że wyrok o zasiedzeniu zostaje uchylony, sprawa zostaje połączona z moją sprawą (chodziło przecież o tę samą działkę) i wyznaczył kolejną rozprawę, otworzył przy tym nową sprawę która była połączeniem dwu wcześniejszych spraw – mojej i sąsiadów o zasiedzenie.

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości