Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
165
BLOG

Afganistan niemal jak Polska!

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Polityka Obserwuj notkę 1
 
Dzisiejsze „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” mnie zelektryzowały. Doprawdy. W „Rzepie” artykuł Jacka Przybylskiego ogłosił już na wstępie, że „Talibowie wystraszyli wyborców”, a „ataki rebeliantów i korupcja urzędników sprawiły, że do urn poszło tylko 40 proc. uprawnionych” (podkreślenie moje). Natomiast artykuł red. Mariusza Zawadzkiego w „GW” stwierdza: „w sobotnich wyborach parlamentarnych głosowało 40 proc. Afgańczyków. Pozostali wystraszyli się talibów albo uznali, że nie ma sensu głosować, bo wynik i tak będzie sfałszowany”.
 
No to ładnie. No to nieźle.
 
Taka słaba frekwencja, „tylko” 40% głosujących?
 
Rozumiem, że gdyby napisał to dziennikarz francuski, niemiecki, angielski czy luksemburski.
 
Ale polski? To podkreślone słowo „tylko” w tym świecie horroru, korupcji, zbrodni, niewoli, wojny, terroru, zawstydza, a przynajmniej powinno zawstydzać polskie społeczeństwo tzw. obywatelskie (tzw. obywatelskie, bo rządzone przez obywatelską platformę „demokracji” i „samorządności”).
 
Ci pozostali (ci co pozostali w domach), wystraszyli się lub uznali, że wynik będzie i tak sfałszowany. W takim razie kto nas, Polaków zatrzymuje w domach podczas wyborów? Talibowie?
 
W przypadku obu artykułów, można by pomyśleć, można by wywnioskować, że Polska niewiele różni się od zacofanego demokratycznie Afganistanu, w którym za udział w głosowaniu grozi śmierć, w najlepszym przypadku odcięcie palców ze śladami tuszu.
 
W polskich wyborach parlamentarnych w 2005 r. wzięło udział 40,57% Polaków.
 
A więc lekko ponad pół procent różniło nas od owego „tylko” pana redaktora Przybylskiego w Afganistanie. W 2007 r. było nieco lepiej, polskie społeczeństwo obywatelskie nie zawiodło i wynik przekroczył AŻ połowę uprawnionych do głosowania, ledwo, ale jednak (przypomnę 53,88%).
 
Można zatem być zadowolonym, dostrzegam tendencję rosnącą, idziemy w górę, dzielnie pnie się nasza demokracja obywatelska, w 2007 r. oddaliła się ona nawet „znacząco” od poziomu demokracji w Afganistanie.
 
Ale kiedy byliśmy na poziomie Afganistanu w 2005 r., to kto wówczas zawinił? Samobójcy obwieszeni ładunkami wybuchowymi oczekującymi nas przy urnach? Watahy zbirów z maczetami, ukrywający się pod zielonymi stoliczkami? Uznaliśmy, że wybory zostaną i tak sfałszowane?
 
A jeszcze smutniejszy obraz rysuje się w przededniu wyborów samorządowych, jeśli wspomnieć frekwencję wyborczą z 2006 r.; wówczas demokrację polską przegonił nawet Afganistan, pomimo tego, że nikt nie groził, nikt nie przekupywał do zostania w domu Polaków w wyborach wzięło udział 39,56% uprawnionych wyborców.
 
Tylko czy aż 39,56%? Przekonamy się w listopadzie.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka