Przy okazji sprawy Polanskiego padlo na Salonie24 sporo zachwytow nad praworządnością w USA i wiele słów uznania dla skutecznosci amerykanskiego wymiaru sprawiedliwosci.
W sumie – to koń by się uśmiał.
Nasi tu wszyscy, niemal bez wyjatku, moralisci i znawcy amerykanskiego prawa, wypuszczeni na lotnisku w USA, z prawem pobytu, nostryfikowanymi dyplomami wszelakimi i 10 tys. dolarow w kieszeni, przezyliby tydzien, moze dwa – potem w najlepszym przypadku getto, a w najgorszym wiezienie, albo i nawet niebyt, gdyz kazdy, kogo spotkaliby na swojej drodze, bedzie myslal tylko o jednym: jak uszczknąć z tych 10 tys. jak najwiecej, jak najmniejszym kosztem – i uszczkną.
Nie mowie tu oczywiscie o wyjazdach „na gotowe“ – mowie o tym, ze wychodzi facet z lotniska i nie wie: w lewo, czy w prawo. Zreszta ci, co wyjezdzaja na to „gotowe“ i tak maja marne szanse by zostac nastojaszczim Amerykaninem.
Czy zastanawiales sie kiedys, drogi znawco, dlaczego pomimo tak wielomilionowej Polonii w USA, Polacy nie tylko, ze nic tam nie znacza, ale sa wdziecznym obiektem żartów, a nawet kpin?
Ano wlasnie dlatego, ze Polacy doskonale wiedza co to jest Ameryka, znaja sie na wszystkim, co amerykanskie – tyle, ze ta cholerna Ameryka nie chce wyglądać tak, jak Polacy wiedza, ze wygląda. No złośliwa menda taka... Znaczy: parafrazując Piłsudskiego – Ameryka jest OK, tylko te Amerykany....
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze Polacy, ponoć naród bitny i przebiegly, hej-ha z szabelka w dłoni, a nawet bez szabelki, gotowi wojowac z calym swiatem, absolutnie nie sprawdzaja sie w kraju, w ktorym owo wojowanie i przebiegłość jest zyciowym standardem. Czyzby ta „bitność“ to tylko przechwałki? – Ja nie wiem, ja tylko pytam. Chociaz, troche wiem i o tym ponizej.
W USA bylem ze dwadziesia razy, tak mniej wiecej po 7-10 dni, ale zawsze uzbrojony w solidny szwajcarski paszport i pare innych papierowych gadżetów, łącznie z aktualnym wyciagiem bankowym mojej szwajcarskiej firmy, znaczy: bywam tam jako solidny szwajcarski biznesmen, co doskonale pozwala uniknąć wszystkich klopotow, na jakie trafi np. polski turysta – i to poczawszy od stosunkow z hotelowym cieciem, a na bliskich spotkaniach z amerykanskim wymiarem sprawiedliwosci konczywszy.
Tak, moj szanowny znawco: w USA to, jak ciebie traktuja, zalezy od tego, kim jestes i ile masz w portfelu – prosze zwrocic uwage, nie: kim jestes lub ile masz w portfelu, tylko: kim jestes i ile masz w portfelu.
Jezeli wiec jestes w miare bogatym Polakiem, to np. w jakiejs sprawie karnej nawet lekkiego kalibru masz szanse byc wycykany i przez prokuratora (ten bedzie oskarżał o najgorsze) i przez adwokata (ten bedzie doił do konca). Kazdy zrobi i zarobi swoje, a ty pojdziesz do pierdla bezwarunkowo, a twoj przyjaciel, bogaty Amerykanin z dziada pradziada, za to samo zaplaci jakas smieszną grzywne. Prosze popytac znajomych w Chicago na przyklad.
A wszystko bierze sie stąd, ze w amerykanskiej mentalnosci (u tych prawdziwych, starych amerykanow) tkwi zasada i przekonanie, ze słaby lub obcy musi zawsze przegrać. I to bezwarunkowo. Oni to maja w genach, bo tak powstala Ameryka, tylko tak myślący i tak działający przeżyli. I konsekwencją tego jest, ze prawo w USA ma za zadanie chronić Amerykę i Amerykanów, a nie wymierzać sprawiedliwość w naszym europejskim tego słowa znaczeniu i pojęciu.
Kto tego nie wie, ten kiep. I Polacy, w przeciwienstwie do wielu innych nacji, tego nie wiedzą.
49
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (18)