0 obserwujących
12 notek
1602 odsłony
  54   0

Norwidowi się to należy...

W lutym 1882 roku, na łamach warszawskiego "Przeglądu Tygodniowego" ukazał się artykulik o paryskim Domu Ṡw.Kazimierza, a w nim przerażające słowa: "...tu mieszkał i umarł Olizarowski, tu dogorywa Cyprian Norwid.".

Jak wynika z nadzwyczaj skromnej bibliografii - jedna to z kilku zaledwie lakonicznych wzmianek o wielkim poecie, jakie ukazały się w prasie polskiej od chwili jego wstąpienia w roku 1887 do owego zakładu, a zarazem znakomita egzemplifikacja tych zarzutów, które on sam wysnuwał pod adresem ojczystego dziennikarstwa pokrywającego grubym milczeniem życie i pracę wielu wybitnych i zasłużonych rodaków. Tę pogardliwą obojętność wyrzucał zresztą Norwid całemu społeczeństwu polskiemu.

Dzisiaj w jakimś sensie, przynajmniej tym ogólniejszym - ubiegłowieczny stan rzeczy uległ pewnej poprawie, chociaż nadal jego biografia nie doczekała się staranniejszego opracowania, w przeciwieństwie do biografii tylu współczesnych mu pisarzy i poetów, którzy zupełnie giną w cieniu jego niezwykłej osobowości i genialnej twórczości poetycko-filozoficznej.

Jego twórczość - może ktoś stwierdzić - to właśnie wszystko na czym nam zależy. Cóż nam po Norwidzie "osobistym"...             

Jest to jednak postawa z gruntu fałszywa. Jeśli bowiem ciągle jeszcze podziwiamy i chyba zawsze będziemy podziwiać - że użyję słów jego - "Jako bogatym jest dramatem życie tego lichego zlepka, który doczesny jest co chwila, a wieczny zawsze..." - to ileż zainteresowania budzić musi życie genialnego poety, na tle burzliwej epoki i splecione z żywotami wielu innych wybitnych pisarzy, artystów i myślicieli.

W testamentowym wierszu "Klaskaniem mając obrzękłe prawice" mówił:

"...piszę pamiętnik artysty,                                                                                                                                                                                      Ogryzmolony i w siebie pochylon -                                                                                                                                                                         Obłędny !...ależ wielce rzeczywisty! "

W tym sensie odczytana twórczość Norwida cała jest pamiętnikiem artysty, którego wyobraźnia, w stopniu wyjątkowo silnym żywiła się doświadczeniem życiowym.

Cyprian Kamil Norwid urodził się w zubożałej rodzinie szlacheckiej we wsi Laskowo-Głuchy pod Radzyminem 24 września 1821 roku.  

 Ojciec poety, Jan Norwid, najpierw asesor sądu, później sędzia i plenipotent Michała Radziwiłła, wreszcie kasjer Dyrekcji Generalnej Poczt i Komisarz Obwodu Stanisławowskiego - osierocił syna, gdy ten dobiegał czternastego roku życia.                                     

Matka, Ludwika ze Zdzieborskich - w kilka lat później.                                                                                                                                       

Cyprian wraz z braćmi, starszym Ludwikiem, młodszym Ksawerym i siostrą Pauliną pozostał pod opieką rodziny, w imieniu której konstytuuje się rada opiekuńcza mająca zajęć się sprawami czworga dzieci.                                                                                         

Głównym kuratorem jest Ksawery Dybowski, obok którego czynnie występuje Jan Sobieski, cioteczny dziad Norwidów.                        

Cyprian i Ludwik podejmują na jesieni 1835 roku naukę w czwartej klasie Gimnazjum na Lesznie. Poznaje ich w tym czasie Aleksander Niewiarowski, młodszy kolega szkolny, który pobierał korepetycje na pensji, na której mieszkali bracia: "...nie wyglądali zbyt pokaźnie w ubogim mieszkaniu, jakie wraz z korepetytorem swoim zajmowali...Cyprian już wtedy ze wszystkich poetów dawniejszych upodobał sobie Jana Kochanowskiego, którego poezje polskie na pamięć prawie umiał," - już wtedy również - "ujawniał talent rysowniczy, chociaż główną cechą onego była nadzwyczajna zdolność do odtwarzania karykatur, często arcydowcipnych nawet."

W roku 1837 opuszcza szkołę nie ukończywszy klasy piątej, i wstępuje do szkoły malarskiej - najpierw Aleksandra Kokulara, potem Minasowicza. W marcu 1838 roku mocno przeżywa aresztowanie młodego poety Gustawa Ehrenberga, jednego z głównych działaczy warszawskiego "zboru" Stowarzyszenia Ludu Polskiego, którego Cyprian znał osobiście.

W 1840 roku w "Piśmiennictwie Krajowym" ogłasza swój pierwszy utwór poetycki. Jest to wiersz "Dumanie", opatrzony podobnie jak późniejszy o tym samym tytule - mottem z Kochanowskiego. To jego wejście do literatury pod auspicjami Jana Kochanowskiego jest znamiennym.

Na początku roku 1841 Norwid nawiązuje bliższe kontakty z redakcją nowo założonej "Biblioteki Warszawskiej", której przekazuje kilka swoich utworów. Towarzyszy temu zbliżenie do słynnego salonu literackiego Wacławowstwa Łuszczewskich, którego gospodyni, pani Magdalena, staje się gorącą protektorką młodego poety, narażając się nawet z tego powodu na przykrości ze strony dawnych przyjaciół. Norwid zyskuje wielkie powodzenie w najlepszym towarzystwie warszawskim, szczególnie zaś w tych jego kręgach, w których interesowano się literaturą i sztuką. Zyskuje mu to wielu przyjaciół i wielbicieli, ale jednocześnie przysparza wielu niechętnych: "...twarze żółkły z zawiści, poglądając za nim..."                                                                                                               

Ówczesny "portret" Cypriana Kamila Norwida: "Był to człowiek młody, fizjonomii ujmującej, pozoru zimnego i flegmatycznego, niezwykle umysłowo i towarzysko wykształcony. Bliżsi jego przyjaciele nazywali go "Anglikiem", literaci nadwiślańscy (cyganeria), pomiędzy których czasem zachodził, dawali mu przezwisko "Wykwintnisia", a kobiety tytułowały go "Poetą" i zdaje mi się, że kobiety miały rację, bo chociaż nikt go obdartym ani zabrudzonym nie widział, chociaż włosy miał zawsze starannie wyczesane, chociaż wedle potrzeby ubierał frak i cienką, a czystą bieliznę i - o zgrozo - dopuszczał się tego nie do darowania zbytku, iż nos chustką wycierał, to jednak pod stębnowanymi zakładkami jego koszuli z irlandzkiego płótna - biło poetyczne serce. Natura nader hojnie go obdarzyła, bo do wszystkiego miał zdolność, a nawet niepomierną zdolność. Mówił bardzo niewiele i rzadko kiedy rozgadał się na dobre, ale gdy to już miało miejsce, to warto go było słuchać. Zdania, z którymi się odzywał, opierały się zawsze na gruntownej posadzie szczerego przekonania i rozumnego poglądu. Mając wielką łatwość do języków, kilkoma z nich wyrażał się płynnie i znał je z gruntu; encyklopedyczne jego wykształcenie czyniło rozmowę jego bardzo zajmującą. Oprócz poezji miał jeszcze talent malarstwa. Celował szczególnie w robieniu szkiców. Tu pozwalał swojej fantazji czasem weselej pohulać, bo szkice jego nierzadko były wesołymi szarżami i wielkim się cieszyły powodzeniem. Zabierał się jednak nieraz do obrazów poważnej treści, ale brakło mu zwykle cierpliwości do wykończenia. Miał także talent do rzeźbiarstwa i bodaj czy nie do muzyki. I tak przerzucał się od jednego do drugiego, co miesiąc nad czym innam pracując. A kiedy już brał się do czego, to brał się z całym zapałem duszy młodej, z całą siłą ognistej myśli. Niedługo jednak trwało w nim to wyprężenie usiłowań nad jednym przedmiotem. Niestałość charakteru nie dozwalała mu zwykle kończyć; ustawał w środku drogi i brał się znowuż do czego innego..."

Ṡrodowisko warszawskie nie mogło mu dać wiele jako poecie i plastykowi. Toteż Norwid po pierwszych triumfach, przesadnych w stosunku do milczenia, które później otoczyło jego dojrzałą twórczość, wyjeżdża za granicę, odbywszy wpierw dłuższą wędrówkę po kraju.                                                                                                                                                                                                                          Wyjeżdża na początku lipca 1842 roku jako artysta poszukujący własnego wyrazu, świadomy już, że przeznaczeniem jego jest odkrycie nowych światów sztuki w oparciu o tradycję: "Jak Kolumb świat odkryłem, ufając tradycji" - powie później w "Rozmowie umarłych".    

Ciąg dalszy ( w miarę zainteresowania) nastąpi.                                                                                                                                                                                                       

                                                                                                                                                                                                   




Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale