0 obserwujących
12 notek
1675 odsłon
  66   1

Norwidowi się to należy... cz. 3

        Po powrocie do Polski i krótkim w niej pobycie, jedzie do Berlina w trop za swoją nieosiągalną miłością. Krótko przed wyjazdem z Polski udziela pomocy uciekinierowi z Królestwa Polskiego - Maksymilianowi Jatowttowi, któremu nie tylko ofiaruje pieniądze, ale również własny paszport mogący ułatwić dalszą podróż (do Francji). Ten głęboko patriotyczny uczynek również zaważy w jakiś sposób na losach poety. Oto bowiem w połowie czerwca 1846 roku do ambasady rosyjskiej w Berlinie nadchodzi depesza Pawła Kisielewa, ambasadora rosyjskiego w Paryżu, który donosi między innymi, że Norwid brał udział w przygotowaniach do powstania w Polsce, i że jego stary paszport z 1844 roku (przekazany przez poetę we wrześniu 1845 Jatowttowi) znajduje się obecnie Paryżu.      Bezpośrednim adresatem listu Kisielewa był Félix Fontan, który wzywa do siebie Norwida, wymawiając mu jego działalność konspiracyjną, namawiając żeby dla starcia z siebie owej "plamy" pojechał do Petersburga i wszedł w służbę u Rosjan, - a w końcu obiecując: "Une carrière brillante". Poeta stanowczo odmawia, co naraża go Fontanowi i przyczynia się wkrótce do jego aresztowania przez władze pruskie.

Po porozumieniu się władz pruskich z ambasadą rosyjską - uwięziony zostaje w Hausvogtei - więzieniu śledczym do którego kierowano podejrzanych o przestępstwa polityczne. Trzymany w osobnej celi, "na słomie i w wilgoci", przez całe siedem dni; wreszcie za wstawiennictwem zaalarmowanego przez przyjaciół poety dra Diffenbacha, przeniesiony został do kliniki więziennej. Przyjaciele Berlińscy (Włodzimierz Łubieński, Jan Koźmian i inni) rozpoczynają gorączkowe starania o jego uwolnienie, zwracając się o protekcję to do księcia Fryderyka Wilhelma Radziwiłła, generała wojsk pruskich, to nawet za pośrednictwem Zygmunta Krasińskiego i Delfiny Potockiej.

Zostaje oficjalnie zwolniony 26 lipca 1846 roku. Pozostaje jednak jeszcze w klinice, gdzie leczy nabyte w więzieniu dolegliwości, głównie zaś zapalny stan uszu - przyczynę jego późniejszej głuchoty.

Przenosi się do Belgii i mieszka kilka miesięcy w Brukseli, ustawicznie studiując.

W roku 1847 znów jest w Rzymie. Wykorzystując pośrednictwo Koźmiana, przesyła Zygmuntowi Krasińskiemu z prośbą o ocenę, swoje próbki przekładów "Boskiej Komedii", i tą samą drogą otrzymuje od niego pozdrowienia oraz opinię, że Krasiński ma go "za mistrza w robocie zewnętrznej wiersza, ale że mniema, iż nieraz zanadto tej robocie poświęca wewnętrzną treść, która nie dość jasno wygląda spod tej dźwięcznej i ślicznie utoczonej powłoki".

W 1848 roku - dalszy pobyt w Rzymie, gdzie dużo czasu spędza w towarzystwie Edwarda Jałowickiego i razem z nim urządza w swojej pracowni cosobotnie herbaty literacko-artystyczne, zapoczątkowane jeszcze przez Stanisława Koźmiana, a z czasem zobrazowane przez poetę na kartach "Promethidiona".

W pierwszy piątek stycznia odwiedza go przybyły do Wiecznego Miasta Zygmunt Krasiński, relacjonując zaraz to spotkanie w listach do swoich najbliższych: "Na Sistina, przez korytarze i schody labiryntowe, dostałem się do Norwida. Zapukałem. Drzwi się otwarły. Szeroka, jakby pracownia. Lampa zasłonięta, gdyby iskra konająca jedna wśród ciemności. Kilka ram. Płótno jedno wielkie ("Wizja nakolizejska"). Dwie gipsowe głowy - a w tym zmierzchu człowiek młody - pół Słowackiego, pół Jerzego (Lubomirskiego) - ni to, ni owo, ale z obu coś - bo i fantazji ogrom, i tkliwości. Nerwowa natura, zagmatwana, siebie sama niedokładnie pojmująca, ale prześliczna - nie tytańska, ale prześliczna ! Ogień w alabastrowym naczyniu - sto luciolek skupionych razem na duszę jedną. Choroba, nędza, a wszystko to w tęczy ! Uprzejmość, grzeczność, wdzięczność i wdzięk - meble nie demokratyczne - woń jakaś arystokratyczna ! Z godzinęm siedział" (do D. Potockiej)

"Z Norwidem zapoznałem się - to nie z kaleczących ni raniących - owszem: skarb mu wielki dan od Boga - byle go umiał użyć - to najtrudniejsze. Kolory i światło - to nic - ale tęcza uwita, rozpostarta na niebie z nich, foremna, rytmiczna, istna przepaska niebios - to wszystkim - to trudnym - i w każdej sferze ludzkiej, nie tylko w arystokratycznej ! Miły i uprzejmy duch ten Norwidowy - ale zdaje mi się, że jeszcze sam siebie nie stworzył ! Nie wyrzekł w głębiach swych własnych: fiat lux ! - ale przyjdzie ta chwila i stanie się on potęgą !" (do St. Koźmiana)

W lutym Norwid kontaktuje się z Krasińskim, od którego dowiaduje się o Andrzeju Towiańskim i jego wyznawcach, oraz o przyjeździe do Rzymu Adama Mickiewicza.

Ciąg dalszy ( w miarę zainteresowania) nastąpi.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura