0 obserwujących
12 notek
1552 odsłony
  128   0

Tylko opium ?...

Nie ukrywam, że jest to zapis moich dość luźnych przemyśleń związanych z bardzo często pojawiającym się w publicystyce wątkiem religii chrześcijańskiej i jej instytucji, oraz roli jaką odgrywają one w społeczeństwach ogólnie - a w polskim, w szczególności.

Biblia, które jest w gruncie rzeczy zapisem kryminalnej historii narodu żydowskiego – jest również (podobnie jak Koran) tak napisaną, że dopuszcza wszelkie możliwe interpretacje; nawet te wzajemnie się znoszące.

Stąd między innymi stanowi doskonały fundament dla wszystkich sekt religilnych (również tej katolickiej) do podnoszenia własnej jej interpretacji jako jedynej właściwej.

Jezus z Nazaretu był trybunem proletariatu swoich czasów. To co o Jego życiu i działalności wiemy, podane jest w ocenzurowanych przez instytucję kościelną ewangeliach.

Są też naturalnie inne zapiski (starsze nawet niż ewangelie) tzw. apokryfy; wolą kościelnej arystokracji wykluczono je jednak z kanonu ksiąg świętych, ponieważ odbiegają od przyjętego i najwygodniejszego dla niej dogmatu.

No tak, ale dyskutować można tylko o wiedzy i z wiedzą za pan brat. Tam bowiem gdzie zaczyna się wiara, tam kończy się wiedza, a tam gdzie zaczyna wiedza – kończy wiara. Bowiem kiedy się coś wie, to nie trzeba w to wierzyć.

Innymi słowy przyznanie się do wiary jest jednoczesnym potwierdzeniem swojej niewiedzy. Co samo w sobie nie musi być jeszcze niczym złym, stanowi jednak manifest dobrowolnego poddania się przekazowi informacji, która przecież może być manipulowaną. Ci co interesują się historią, wiedzą że na przestrzeni lat tysięcy informacje prawie zawsze były manipulowane…

Jednak na tym właśnie polega fenomen Kościoła Katolickiego.
Na nieścisłych (często wręcz niespójnych wzajemnie) dogmatach z jednej strony,
i niczym nieograniczonym prawie Papieża do ich wykładni.
To pozwala z powodzeniem przez tysiące lat na lawirowanie watykańskiej hierarchii pomiędzy co i rusz pojawiającymi się rafami zmian politycznych.
Ma on też niestety swoje słabości; wiernych którzy z natury rzeczy przedkładają bezmyślne podążanie za pasterzem nad samodzielnym myśleniem - irytują coraz częściej po sobie następujące zmiany kursu.
Zaczynają myśleć - i to może dla KK stanowić zagrożenie.

Zdrowy organizm posiada na tyle mocne siły odpornościowe, że nie groźnie są mu ataki z zewnątrz. Problemy zaczynąją się wraz z atakiem od wewnątrz, tzn. ze strony najmniej strzeżonej - od strony własnego systemu immunologicznego. Kościół to taki organizm, który od zawsze był obiektem ataków. Pół biedy, gdy okazywało się że parchem był wróg z zewnątrz np. Turowski. O wiele większe szkody w tkance powodował wewnętrzny capino np. biskup (do dzisiaj) Kowalczyk. Kościół jest silnie zainfekowany. Brakuje mu sił by pozbyć się wrogów wewnętrznych. Wszelkie próby wydobycia się z tego stanu są skutecznie blokowane przez różnych dziwiszów, których pozycja w kościele ugruntowana została na bliskich kontaktach z Papieżem Polakiem. Niektórzy hierarchowie wydają się być świadomymi szerzącej się gangreny - nie znajdują jednak wystarczającego wsparcia w stadach powierzonych owieczek (a czasami baranów). Setki lat dystansu jaki oddzielał wiernych od hierarchii; Traktowanie wspólnoty parafialnej (o diecezjalnej nawet nie wspominam) jak podwładnego w armii owocuje kompletnym brakiem orientacji już nie tylko w sprawach własnej wiary (sic!) ale również rozgrywek politycznych mających nieprzerwanie miejsce w przegniłym łonie świętej instytucji.


Upadek religijności w krajach, które przez stulecia uchodziły za bastiony katolicyzmu jest bolesny, ale przecież nie niezrozumiały.
Wraz z poszerzającym się dostępem do szeroko rozumianeuj wiedzy, ludzie stają się coraz bardziej krytyczni, również w obszarach uchodzących za niedyskusyjne.
Człowiek posiada wprawdzie głęboko zakorzenioną potrzebę mistycyzmu, i poddaje się chętnie oddziaływaniu na jego duchowe ego, ale tylko do momentu gdy odczuwać zaczyna dotkliwie jawne oszustwo.
Bóg i Boskość odbierana jest przez zwykłych śmiertelników głównie za pośrednitwem osób, których określanie jako osoby duchowne - do niedawna jeszcze nie trącało takim dysonansem poznawczym jak obecnie.

"Religie to opium..." - autor miał absolutną rację. Skoro jednak już do tego doszło, że Europejczycy uzależnili się  - to nie należy im odbierać tego, czego odstawienie może prowadzić do egzystencjalnego niebezpieczeństwa, a czego symptomy widzimy już na przykładzie np. Francji.
Zwłaszcza, że zza węgła czycha już konkurencja z potężną pałą...

Kościół Katolicki to - mimo rozpaczliwych prób odwrócenia faktów przez żarliwych katolików - przede wszystkim hierarchia. Przez ocenę tej hierarchii jest też wartościowany. Hierachia kościoła obecnie - to dno. Zresztą już w czasach świętego imiennika obecnego papieża - kościół był ostoją dla szatana. Jest jakimś tragicznym paradoksem, że kierujący instytucją imiennik tak moralnego świętego jak Franciszek z Asyżu - kieruje navę piotrową w kierunku katastrofy. Trzeba być bardzo naiwnym, lub głupim, by wierzyć iż czyni to nieświadomie.

Kościół jako instytucja, wraz z jej funkcjonariuszami musi stać się znowu absolutnie elitarną. Musi odejść od strategii politycznego kuktatorstwa na międzynarodowej arenie, albowiem strategia taka mogła święcić triumfy tylko wśród ciemnych mas.
Kościół musi zawstydzać i zmuszać do refleksji ortodoksyjnym idealizmem i moralnym przykładem. Obecnie Kościół to międzynarodowa organizacja o dość nieprzejrzystych (by nie powiedzieć - mrocznych) proweniencjach, zachowująca się jak polityczny gracz na międzynarodowej giełdzie handlującej ludzkimi losami.
Jeżeli Kościół nie zmieni diametralnie swojego image -  to przeobrazi się w organizatora masowych happeningów na targowiska próżności i dziwactw, i straci jakikolwiek wpływ na ludzkie postawy - co przecież jest jego najważniejszym powołaniem.

Nadzwyczajna rola Polskiego Kościoła Katolickiego polega na tym, że choć jako instytucja jest gruntownie przegniłą i zrakowaciałą tkanką - to jednocześnie niesie jedyną rzeczywiście zakorzenioną w polskiej świadomości ideę mogącą rozstrzygnąć o sanacji narodu. Polacy zostali skazani (również na własne życzenie) na narodowe skundlenie. Ten proces trwa od co najmniej dwustu lat. Idea katolickiego chrześcijaństwa jest jedyną, która była i ciągle jeszcze jest w stanie być przeciwwagą dla wrogich narodowej egzystencji trendów śmierdzących czosnkiem. Amerykanie powiedzieliby: "Sukinsyn, ale nasz sukinsyn"




Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale