Wróg Ludu
GazetaPolska
286 obserwujących
846 notek
1688k odsłon
  1264   1

Jedna wojna i dwie strony medali

Przez ostatnie siedem lat rosyjska piąta kolumna w Polsce atakowała mnie za medal, jaki otrzymałem od Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy za pomoc humanitarną w czasie wojny 2014–2015. Nazywano mnie z tego powodu banderowcem, chociaż po prostu ratowaliśmy ludzkie życie, rannych żołnierzy, kobiety i dzieci. Było to dla mnie o tyle przykre, że moja rodzina, pochodząca z Kresów, była kiedyś ofiarą mordów nacjonalistów ukraińskich. Najbardziej znana z tych ofiar – brat mojej babci, ksiądz Walerian Raba – mogłaby być symbolem pojednania między naszymi narodami, bo człowiek, który pozbawił go życia, przeprosił na łożu śmierci, publicznie, za swój czyn. Pojednanie dzisiaj odbywa się na wielką skalę, kiedy Polacy przyjmują do swoich domów uciekających z wojny Ukraińców, wysyłają broń, organizują taką pomoc, jaką tylko mogą. Ukraińcy giną za swój kraj, ale też za naszą wolność. To dzisiaj najdzielniejszy naród świata. Waleczność i poświęcenie tych ludzi przejdą do historii. Los wojny nie jest przesądzony, ale jestem głęboko przekonany, że w nieodległym okresie oznacza koniec takiej Rosji, jaką znamy. Nienawiść, jaką wywołał Putin do swojego państwa i swoich rodaków, uniemożliwi Rosji normalne funkcjonowanie, a to zablokuje ją na pokolenia. Być może światowe rządy chętnie by zapomniały, ale nie zapomną rozlani po świecie Ukraińcy. Nie zapomną Polacy i inne narody zagrożone rosyjskim atakiem. Póki istnieje Rosja imperialna, póty będzie wszędzie potykać się o własne zbrodnie. A po wojnie i tak będzie dużo słabsza ze względu na poniesione straty. Świat się zmienia na naszych oczach i zawdzięczamy to ofierze Ukraińców. Dlatego to odznaczenie uważam za szczególny powód do dumy dla mnie jako Polaka.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie mnie atakował dzisiaj za przyznane odznaczenie od Ukraińców. To dyżurni hejterzy opłacani przez lobby niemieckie właśnie przypomnieli sobie, że mam medal od Węgrów. Przyjaźń polsko-węgierska istnieje od tysiąca lat. Jej wspaniałym dowodem był rok 1920, kiedy węgierska amunicja i ukraińskie oddziały pomogły nam pokonać bolszewickie hordy. Tylko te dwa narody realnie nas wsparły. W 1939 roku Węgrzy zagrozili wysadzeniem torów, gdy Hitler chciał przepuścić wojska idące na Polskę przez ich terytorium. Przyjęli wtedy dziesiątki tysięcy Polaków uciekających przed Sowietami i Niemcami, mimo że byli politycznie po innej stronie barykady.

Oczywiście Orbán popełnił błąd, nie ściągając obecnie wojsk amerykańskich i w rezultacie boi się oficjalnie przepuścić broń dla Ukrainy. Pamiętajmy jednak, że niewielkie Węgry są drugim krajem pod względem liczby uchodźców z Ukrainy. Polska potrzebuje wolnej Ukrainy, ale też wolnych Węgier. W kluczowym momencie, kiedy Morawiecki lądował w Berlinie, oświadczenie Węgrów było naprawdę istotne dla nałożenia silnych sankcji na Rosję (coś tam wiem na ten temat).

Węgrzy pogratulowali nam pomysłu przekazania naszego pociągu – pierwotnie zarezerwowanego na Wielki Wyjazd na Węgry – na pomoc dla Ukraińców. Nie jedziemy tam jak co roku, bo pomagamy Ukrainie. Ale nie dajmy się rozgrywać lobbystom państwa, które uzbroiło armię Putina i chce zepchnąć winę na innych


Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika " Gazeta Polska" nr. 10; data: 09.03.2022.

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka