Czy Polacy dojrzeli do odpowiedzi na tytułowe pytanie?
Kwantyzacja czasu postępowała.
Na początku była noc i był dzień.
Potem była noc, świt, brzask, przedpołudnie, południe (środek dnia), popołudnie, wieczór, zmierzch.
Potem pojawiły się godziny: pierwsza, po pierwszej, przed drugą, druga, ..., dwunasta, po dwunastej.
Potem wprowadzono wyrażenie: w pół do ... (pierwszej, drugiej, itd.)
Potem wprowadzono kwadranse (np. kwadras po pierwszej, za kwadrans druga, itp.)
Do tego czasu język polski dawał sobie radę.
Problem zaczął się po wprowadzeniu minut.
Co prawda nie od razu był ten problem widoczny bo rozdzielczość i dokładność zegarów analogowych wymuszała i pozwalała na kwantyzację co-pięcio-minutową.
I tak określaliśmy momenty czasowe jako na przykład:
pięć po ósmej lub
za dwadzieścia dziewiąta.
Ale z chwilą pojawienia się zegarów podających czas za pomocą zapisu liczbowego problem się ujawnił w całej okazałości.
No bo jak tu sobie poradzić z odczytaniem napisu na takim zegarze.
Jesteśmy przyzwyczajeni do czytania od lewej do prawej.
Pół biedy gdy na zegarze widnieje:
08:35 ósma (i) trzydzieści pięć (minut).
Jak jednak przeczytać że jest ... 08:32 albo jeszcze gorzej, że jest 08:01 ?
Jeszcze trudniej będzie przeczytać te wskazania zmieniając przypadek deklinacyjny (a więc nie "która godzina?" a "o której godzinie?").
O 08:32 ?
O 08:01 ?
Do napisania tej notki skłoniła mnie niedawna bytność na jednej z warszawskich stacji kolejowych, gdzie damski głos oznajmiał podróżnym czasy odjazdu pociągów. Zdania wypowiedane przez głośniki były komputerowo budowane (składane) z części uprzednio nagranych.
I tak, dało się słyszeć, że:
"Planowany odjazd pociągu | ... | jest o godzinie | ósmej | trzydzieści | dwa"
No i to "dwa" zamiast "dwie" mnie ubodło.
Czy Sz. Czytelników również to razi?


Komentarze
Pokaż komentarze