Pewien człowiek chciał przewieźć swój piękny, stojący zegar wahadłowy ze swojego miejskiego mieszkania do domu na wsi.
Zegar był duży i mimo, że był stojący to jednak chodził. Chodził punktualnie z czego właściciel był również zadowolony (piszę również, bo właściciel był głównie zadowolony z tego, że jego zegar był piękny).
Mieszkanie znajdowało się w jedenastokondygnacyjnym bloku na ostatnim, dziesiątym piętrze (rzecz jasna - blok nie był w Nowym Jorku).
Zataszczył więc zegar do windy, nacisnął przycisk z literą P (P od Parter) i w tym momencie stała się rzecz straszna. Winda się urwała, a że nie miała systemu zabezpieczającego, pomknęła z przyspieszeniem ziemskim.
Dla właściciela czas stanął w miejscu. Zegar również przestał chodzić bo spadał.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)