Wczorajsza deklaracja premiera Tuska o chęci przyjazdu na kongres PiS byla dla mnie zaskakująca.Pomysł premiera ze względów marketigowo - sondażowych uważam za słuszny. Tusk kolejny raz promuje swoją politykę miłości, w postaci otwartch ramion do prezesa Kaczyńskiego. Szef rządu chce wspólnie z PiS - em zwalczyć kryzys gospodarczy. Nasuwa się pytanie co na to PSL? Przecież to ludowcy są wspókoalicjantem. Wytłumaczenie jest banalnie proste. Tuska chce pokazać, wuborcom PiS , że ma wolę współpracy z największą partią opozycjną. Poprzez ten krok chce przyciągnąc do siebie wyborców PiS. Zabieg jak najbardziej trafny w końcu w 2010 premier będzie walczył i najwyższy urząd w państwie.
Odniosę sie do tytułu mojego postu. Politycy PiS z kilku względów nie chcieli by Tusk uczestniczył w kongresie. Niewątpliwie byli oni zaskoczeni deklaracją premiera.Nie zdażyli by się odpowiednio merytoryczie przygotować do wystąoienia Tuska. Co wpłynęło by niekorzystnie na wizerunek partii i pozycję Kaczyńskiego. Można by się zastanawiać czy PiS postaił słusznie? Można na tą sytuacje spojrzeć dwojako . Kaczyński nie chciał by jeden z jego największych oponentów politycznych mieszał na przedstawieniu w którym główna rola należy do jednego aktora. Z drugiej strony Kaczyński mógł by z podniesioną głową słuchać Tuska, a później w sposób rzeczowy skonfrontować pomysły Tuska z własnymi założeniami. Jeśli w konfrontacji tej wygrał by Kaczyński - PiS byłby na fali wznoszącej. Dla PO , słowna przegrana Tuska z Kaczyńskim nie miała by większego znaczenia.
Chyba najlepszym podsumowaniem tytułu postu będzie przysłowie
KTO NIE RYZYKUJE TEN PRZEGRYWA



Komentarze
Pokaż komentarze (7)