Dotąd o atakach na niebronione obiekty niewojskowe i strzelaniu do cywilów - czyli po prostu zbrodniach wojennych w Gazie - mówili tylko dziennikarze, obrońcy praw człowieka i Palestyńczycy. Teraz potwierdzają to żołnierze, którzy brali udział w operacji "Płynny ołów". To styczniowa ofensywa izraelskiej armii w Strefie Gazy wymierzona - przynajmniej oficjalnie - w rządzących tam bojowników Hamasu.
Żołnierze opowiedzieli o tym, jak wyglądała pacyfikacja Gazy, podczas spotkania ze studentami biorącymi udział w kursie
przysposobienia obronnego prowadzonym przez Oranim College. Uczelnia opublikowała ich zeznania w swoim newsletterze, ich fragmenty przedrukował też dziennik "Haaretz". Są przerażające.
Czytamy w nich m.in. jak izraelski snajper zastrzelił palestyńską matkę i jej dwójkę dzieci. Była to - według podoficera izraelskiej piechoty - pomyłka, bo żołnierze zagwarantowali całej trójce, że bezpiecznie opuszczą zagrożony teren. Kazali Palestyńce iść w prawo, ona poszła w lewo i trafiła prosto pod ogień snajpera, którego nikt nie uprzedził, że powinien przepuścić cywilów.
Nikt mu nie powiedział, że ma wstrzymać ogień, więc postąpił zgodnie z rozkazami. Nie sądzę, żeby później źle się z tym czuł. Jego rolą było przecież wykonywanie rozkazów. Poza tym atmosfera była - trudno to opisać - że życie Palestyńczyków jest dużo, dużo mniej ważne od życia naszych żołnierzy.
O tym, że zasady użycia siły podczas operacji w Gazie były bardzo liberalne, mówili też inni uczestnicy tej ofensywy. Żołnierze podczas oczyszczania budynków mogli otwierać ogień bez wcześniejszego ostrzeżenia mieszkańców. O tym, jak to wyglądało, czytamy w londyńskim "Timesie":
Kiedy zajmowaliśmy dom, armia oczekiwała od nas, że wysadzimy drzwi i zaczniemy strzelać do środka, a potem będziemy się posuwać piętro po piętrze. Na każdym z nich, jeśli znaleźliśmy jakąś osobę, mieliśmy ją zabić. To były morderstwa.
To słowa kolejnego podoficera izraelskiej piechoty. Opowiada on także o tym, jak jeden z oficerów rozkazał żołnierzom stojącym na dachu jednego z budynków zastrzelić palestyńską staruszkę, która przechodziła w odległości około 100 metrów od tego domu. "Haaretz":
Nie wiem, czy ona wyglądała podejrzanie, czy nie. Nie wiedziałem też, że moi żołnierze zostali wysłani na dach, by ją zdjąć. Ale to było popełnione z zimną krwią morderstwo.
Izraelscy generałowie chcieli za wszelką cenę ograniczyć liczbę strat wśród swoich żołnierzy. Stąd takie postępowanie. Podczas operacji "Płynny ołów" zginęło co najmniej 1300 Palestyńczyków, w tym 440 dzieci i 110 kobiet. Po drugiej stronie było trzynaście ofiar, w tym trzy cywilne.
Żołnierze nie tylko zabijali, niszczyli także dobytek mieszkańców Gazy. BBC:
Wyrzucaliśmy wszystko przez okna; dosłownie wszystko - lodówki, talerze, meble. Rozkazy były jasne - to co było w mieszkaniach, miało się znaleźć na zewnątrz.
Do tego, by nie okazywać Palestyńczykom żadnej litości, żołnierzy zachęcali także rabini, którzy zresztą służą w izraelskich siłach zbrojnych. Ich ulotki było kolportowane w zdobywających Gazę jednostkach. Przedstawiały one konflikt jako wojnę religijną. BBC:
- Wszystkie te teksty miały jasne przesłanie - opowiada jeden z żołnierzy. - Jesteśmy ludem Izraela, dotarliśmy do tego kraju prawie cudem i teraz musimy wysiedlić plemię, które przeszkadza w ponownym podboju Ziemi Świętej. Wielu żołnierzy czuło, że to wojna religijna.
Nic dziwnego, że gdy zasady wejścia do walki wreszcie zostały zmienione, wielu z nich mówiło tak ("Haaretz):
Powiniśmy byli zabić wszystkich w Gazie. Każdy z nich to terrorysta. (...) Nie potrafię zrozumieć, jak etyka Israel Defense Forces [armia izraelska - BK} mogła tak nisko upaść.
Ehud Barak, ciągle jeszcze minister obrony Izraela, któremu wojna w Gazie nie pomogła wygrać wyborów, jest przekonany, że IDF to "najbardziej moralna armia świata". Zapowiada też śledztwo, które ma wyjaśnić, ile prawdy jest w zeznaniach żołnierzy opowiadających o represjach i zbrodniach wojennych.
Na południe Izraela od zakończenia operacji w Gazie rzeczywiście spada mniej rakiet. Co więcej, bojownicy Hamasu czasem nawet aresztują tych, którzy je wystrzeliwują - na przykład terrorystów z organizacji Islamski Dżihad. To tylko połowiczny sukces. Do tego okupiony śmiercią setek palestyńskich cywilów. Wielu z nich zabito z zimną krwią.



Komentarze
Pokaż komentarze