Polski Parlament sklada sie z dwoch izb, tworzacych w sumie 560 osobowy, niekontrolowany tlumek, sowicie oplacanych z naszych podatkow leniuchow, wybieranych w pozornie wolnych wyborach. Wolnosc wyborow jest ograniczona z powodu patogennej ordynacji proporcjonalnej, ktora sprawia ze popularne lokomotywy wyborcze ciagna za soba cale wagony poselskiego chlamu.
Pelnienie funkcji parlamentarzysty jest bardzo lukratywne. Nieopodatkowane diety, podroze zagraniczne, latwy dostep do koryta dla rodziny i znajomych. Za skuteczne lobbowanie czekaja po zakonczeniu kadencji sowicie oplacane stanowiska w firmach, na rzecz ktorych sie "pracowalo". Zjawisko to promuje partie zbudowane na zasadzie sfory z nieomylnym przewodnikiem stada gotowym bez litosci zagryzc kazdego innego pretendenta do przewodnictwa. Porzadane cechy osobowe to lojalnosc wobec stada, wiernosc i prawomyslnosc, wazeliniarstwo, hipokryzja a przede wszystkim ukierunkowanie na dzialanie w imie dobra partii.
W efekcie otrzymujemy dwa typy rzadow:
1) stabilny a'la poprzednie LSD, gwarantujacy bezkarna dzialalnosc (nawet aferalna) przynjmniej do nastepnych wyborow
2) niestablilny, na lasce na lasce malych, pazernych koalicjantow (obecnie PiSSamoobronaLPR), majacy znikome szanse, nawet mimo szczerych checi, na zdzialanie czegos pozytywnego ale takze majacy mniejsze pole do generowania afer.
Teraz konstruktywnie.
Czy nie lepiej ograniczyc ilosc senatorow np. do 16? Aby kazdy w wojewodztwie wiedzial kto jest kto?
Czy stu poslow by nie wystarczylo?
Czy ordynacja wiekszosciowa nie bylaby lepsza?
Czy parlamentarzysci nie mogliby wykonywac swojej sluzby dla kraju spolecznie?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)