W wyborach w 2007 roku głosowało prawie 16,5 miliona obywateli Polski. Posłów jest 460, więc z prostego dzielenia wynika, że na jeden mandat przypada ok. 36 tysięcy głosujących. Przy stuprocentowej frekwencji na jeden mandat przypadałoby 65 tysięcy głosów. Oczywiście jest to bardzo uproszczony model, nie biorący pod uwagę różnic w wielkości okręgów wyborczych, głosowania poza miejscem zamieszkania etc.
Teoretycznie każdy poseł jest odpowiedzialny przed średniej wielkości miastem i powienien głosować tak jak się umówił z tymi ludźmi. W praktyce nie jest tak różowo - poseł nie jest bezpośrednio uzależniony od głosujących na niego ludzi, tylko od szefa partii i partyjnego Schetyny, który ma duży wpływ na obsadę miejsc na listach. Lojalność względem wyborców nie jest do niczego potrzebna, bo nikt nie ma ochoty, ani czasu, ani możliwości swoich wybrańców z tego jak głosowali w Sejmie. Ktoś potrafi wymienić wszystkich posłów ze swojego okręgu wyborczego z pamięci?
Wszystko to jest wadą istniejącej obecnie ordynacji wyborczej. Nie ma związku między jakością pracy na rzecz społeczności lokalnej (w końcu poseł X jest teoretycznie przedstawicielem ludności z okręgu wyborczego Y), a jedynie swojego prezesa. To od niego zależy to czy dostanie dobre imnejsce na liście i zostanie posłem na następną kadencję. Oczywiście nie jest to jedyny czynnik, ale jesli przyjmiemy, że nie ma wielkich wahań poparcia między kolejnymi wyborami (wiem, że jeszcze się w Polsce nie zdarzyło), to nasz poseł jest lojalny względem szefa partii, a nie względem ludności.
Jak by było, gdyby z każdego okręgu na Wiejską trafiał tylko jeden poseł? O wiele prościej - skoro w okręgu jest 65 tysięcy wyborców to koszty kampanii drastycznie spadają. O wiele łatwiej dotrzeć do takiej liczby wyborców niż do kilkuset tysięcy obywateli w większym okręgu. Przyjmijmy frekwencję taką jak w 2007 (zapewne byłaby większa, ale to dla wywodu niezbyt istotne) i na jednego posła przypadałoby 36500 głosujących. Przyjmijmy, że 60% z nich to tzw. beton, którzy głosują zawsze na tę samą partię. Pozostaje czternaście i pół tysiąca wyborców centrowych, o których głosy będą zabiegać kandydaci (oczywiście tsak, by nie stracić poparcia betonu). Taki poseł nie mógłby sprzeniewierzyć się swoim przyrzeczeniom wyborczym, bo następnym razem wyborcy zagłosowaliby na kogoś innego. A sprawdzić jak w danej sprawie głosował poseł nie jest trudno - stworzenie bloga monitorującego głosowanie posła nie jest trudne.
Wniosek: jednomandatowe okręgi wyborcze są lepsze dlatego, że poseł jest zmuszony do lojalności względem wyborców. Inna postawa mu się nie opłaca. W związku z tym jest przedstawicielem tej ludności, a nie szefa swojej partii.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)