Dnia 17. września 1939 roku bez wypowiedzenia wojny wojska ZSRR wkroczyły do Polski. Polskie wojska nie były sobie w stanie poradzić z agrsją jednego mocarstwa, a co dopiero dwóch. 17. września to data dla mnie szczególna.
Jak większość szczecinian moi pradziadkowie żyli na Kresach. Mój świętej pamięci dziadek i babcia się tam urodzili. Ich ojców bezpośrednio dotknęła II wojna światowa - jeden był oficerem wojska polskiego i trafił do oflagu, drugi - policjantem i trafił do Ostaszkowa. Póżniej został zamordowany przez siepaczy z NKWD.
II wojna światowa to dla mnie bardziej opowieści moich dziadków niż książki. Informację o kolczykowaniu świń, by je polski chłop podtuczył a następnie niemiecki inspektor zabrał, żeby po przerobieniu na szynkę trafił jako jedzenie dla niemieckiego żołnierza mozna pewnie gdzieś na marginesie książek o II WŚ znaleźć. A dla mnie informacja o tym, że rolnicy nauczyli się przekładać kolczyki z jednej świni na inną i za każdym razem jak przyjeżdżał Niemiec by ją zabrać widział cały czas małego prosiaka nie spełniającego norm i w efekcie zostawiał ją jest ważna. Po prostu opowieść mojego drugiego dziadka jest dla mnie więcej warta i stosik makulatury - poza tym znam autora i mu wierzę. Śmiałem się, gdy opowiadał o wizycie niemieckiego weterynarza, który narzekał na "cholerne polskie świnie". Tak samo jak historia o tym, że mojego pradziadka (inżyniera budownictwa, który przed wojną jeździł po całej Polsce i pracował przy budowie mostów) zesłano na roboty do Niemiec, ale miał szczęście trafić do Łużyc, gdzie traktowano go dobrze, a on się dogadywał z autochtonami mimo nieznajomości niemieckiego.
II WŚ to dla mnie historie babci, np. o tym jak w '44 miała dom na froncie i w nocy przychodzili Ruscy, a w dzień Niemcy i strzelali z różnych okien. O tym jak jeden wujek tej babci bojąc się niemieckich tortur trzymał w domu granat, żeby w razie czego wysadzić całą rodzinę.
To jest historia mojego zmarłego dziadka, o tym jak jego matka podrobiła w '46 roku dokumenty, żeby wynikało z nich, że ma 16 lat - bo pełnoletni nie mieli prawa powrotu do ojczyzny. Na szczęście dziadek był niedożywiony i nie wyglądał na swój wiek. W dokumentach już tak zostało - mimo, że dziadek urodził się w 1928 roku na krzyżu pogrzebowym miał napisane, że stało się to w 1930. Urzędnicy wierzą papierom... Na nagrobku ten błąd został naprawiony.
To wszystko jest tzw. "historia mówiona", ale czy stałaby się bardziej wartościowa gdyby została spisana? Wątpię.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)