Profesor Wojciech Sadurski napisał dzisiaj tekst , w którym skarży się na brak zainteresowania jego tekstem z Gazety Wyborczej nt. chamstwa w internecie. Raptem trzy komentarze na tamtejszym forum. No cóż myślę, że status czerwonego, których teksty - a nawet zdjęcia kotów - zawsze przyciągają mniejszą czy większą uwagę trochę profesora rozpieściły. Dla czytelników forum GW jest on kolejnym ekspertem z tytułem profesora, który się wypowiada dla dla gazety - a tutaj każdy potrafiłby kilka zdań o profesorze Sadurskim powiedzieć.
Inną sprawą jest fakt, że merytorycnze teksty, które mają dużą wartość rzadko mają dużo komentarzy. Trudno jest komentować to komuś, kto potrafi się ograniczyć tylko do "Kaczory kompromitują Polskę". Proszę zerknąć np. do świetnych tekstów Tomasza Węgielnika.
Oczywiście mitem jest, że to akurat prawa strona komentatorów internetowych jest chamska i wynika raczej z lewicowych poglądów prof. Sadurskiego - a może tylko ogranizcenia się do Salonu24. Pamiętam komentarze na Onecie, gdy prezydent Kaczyński odwołał coś z powodu choroby matki, życzące jej rychłej śmierci. O tym, jak Wojciech Orliński nazywa naszą platformę blogerską miłościwie nie wspomnę. Albo o pewnym pośle w Lublina...
Tyle technikaliów - a teraz do meritum. Po pierwsze: to mit, że akurat internet jest ostoją chamstwa. Sam Żakowski zamiast narzekać na komentarze w sieci powinien najpierw sprawdzić co się dzieje w realu. Czy jego goście przeprosili Joannę Lichocką albo Jerzego Buzka? Jeśli tak, to zrobili to bardzo prywatnymi kanałami, tak, żeby broń Boże nikt postronny się nie dowiedział. Ale osobiście sądzę, że tego nie zrobili.
Ze słowami powszechnie uznanymi za obelżywe można się spotkać codziennie - wystarczy, że człowiek porusza się komunikacją miejską. Raz na kilka przejazdów pojawia się ktoś, kto z kumplami wymienia się uwagami na jakiś temat, a do wymiany tych uwag słowo na k jest niezbędne. To, że ich słownictwo może razić innych jakoś ich nie martwi.
Krucjata przeciwko internetowemu chamstwu ma tak naprawdę zupełnie inny cel: nie chodzi o to, by nie było agresji słownej w tym najbardziej demokratycznym medium, chodzi o to, by pewne poglądy nie miały miejsca. Dla większości naszych lewicowych dziennikarzy wolność słowa polega na tym, że można bezcześcić polską flagę, czy naśmiewać się z PiS-u. Napisanie, że Okrągły Stół był zdradą jest dla nich nie do przyjęcia i najchętniej by tego zakazali - albo skazali na marginalicję, jak to robili, gdy jedynym znaczącym medium była w Polsce Gazeta Wyborcza, a wszystko inne powtarzalo co tam zostało napisane.
Słowem: zgadzam się z profesorem Sadurskim, że chamstwo w internecie to po prostu efekt uboczny wolności słowa. A osoby walczące z nim powinni najpierw spojrzeć na siebie i swoje zachowanie w realu - a nie pouczać innych.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)