Konsewatywnyliberał napisał wczoraj notkę Fatalna kampania PiSu. Zaciekawiony przeczytałem ją i byłem dosyć zdziwiony - liczyłem, że autor opisze jakieś fatalne potknięcia partii Jarosława Kaczyńskiego, a tymczasem wpis to tylko mocno emocjanalne narzekanie, że osoba o poglądach określanych jako liberalny konserwatyzm (czy też konserwatywny liberalizm), którą jest autor, nie skreśli 9. października krzyżyka na kandydata z listy nr 1.Dodał do tego standardowe narzekanie na to wysyłanie na pierwszą linię frontu "młodych, bezideowych i bezprogramowych [...] młodych działaczek", oraz sprawę "Starucha". No i oczywiście socjalizm.
Takie postawienie sprawy oznacza, że autor nie rozumie czym jest kampania wyborcza i do czego ma służyć. Otóż w demokracji decyduje większość - a większość osób nie ma czasu, żeby dokładnie badać programy partii. Zresztą - czy znacie kogoś, kto przeczytał program PiSu (236 stron)? Albo program PO (194 strony, większą czcionką)? A obydwa? Ja nie - jestem zbyt leniwy, poza tym jak czytałem o osiągnięciach PO to mnie brzuch rozbolał ze śmiechu i przestałem. A przecież to tylko dwie partie na 7 ogólnopolskich, do tego dochodzą kanapy, które się nie wszędzie zarejestrowały. Gazety czyta w Polsce około półtora miliona osób (podaję za Ziemkiewiczem), a głosuje dziesięć razy tyle. Celem kampanii wyborczej jest więc takie oddziaływanie na emocje, by większość głosujących uważała, że dana partia będzie najlepiej rządzić krajem.
Demokracja ma to do siebie, że głos profesora prawa i przestępcy jest tyle samo wart - a jak wykazałem wyżej w Polsce racjonalnie zagłosuje najwyżej co dziesiąty wyborca (a to i tak jest naciągane). Reszta głosuje emocjonalnie - tak jak moja koleżanka ze studiów, która w zeszłym roku żałowała, że nie może głosować w Szczecinie, bo jeden z kandydatów do rady miasta jest przystojny i gdyby mogła to by na niego oddała głos (z grzeczności tego nie skomentowałem).
Kampania prowadzona przez Prawo i Sprawiedliwość pokazała, że Jarosław Kaczyński nauczył i się czegoś z poprzednich kampanii wyborczych - teraz zamiast narzekać na to, że media są antypisowskie po prostu dostosował się do tego. I przez cały czas nie daje im powodu by pokazywały, że gdy będzie rządzić atmosfera stanie się tak duszna, że krowy przestaną się cielić. I dzięki temu nie ma (i najprawdopodobniej nie będzie - ale coś jeszcze w ciągu najbliższych 12 dni może się stać) wielkiej mobilizacji przeciwko temu "strasznemu Kaczorowi" - przez co tzw. "niezdecydowani" raczej zostaną w domu. A oni wspomogliby swoimi głosami PO. Zresztą dotychczasowi zwolenni PO też mogą zostać w domu - wystarczy, że mają dziecko w przedszkolu.
Druga sprawa to narzekanie na plakat "Idźcie z nami". Ten plakat akurat świetnie rozwala tradycyjną narrację, że na PiS głosują "starsi, gorzej wykształceni", oraz frustraci. Jeśli ktoś jest o tym przekonany i zobaczy taki plakat - to nawet jeśłi nie zmieni zdania to może to zachwiać jego pewnością siebie. A jeśli ktoś dopiero się z tym zetknie - to szansa, że uwierzy, że młode piękne kobiety są straszne i oddanie im włądzy grozi faszyzmem, zamordyzmem i kokluszem - mała szansa, że uwierzy.
Epatowanie Smoleńskiem, mówienie o troszczenie się przez rząd PO o interesy niemieckie a nie polskie byłoby dobre, gdyby celem kampanii wyborczej miał być opis rzeczywistości. Ale celem kampanii jest wygranie wyborów - to jak wygląda sytuacja powinny opisywać media. Z nimi jest źle (jest pluralizm na rynku gazet, nie ma go wśród telewizji), ale z tym w kampanii wyborczej walczyć się nie da. PiS w tych niesprzyjających okolicznościach wyjątkowo dobrze sobie radzi - i jest spora szansa, że za dwa tygodnie odniesie sukces.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)