Kiedy w czasie poprzedniej kadencji Sejmu kolejni mędrkowie pisali lub mówili o zagrożeniu demokracji w Polsce na moich ustach gościł u śmiech. Trudno się nie uśmiechnąć, skoro sytuację w której minister krytykuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a wszyscy z oburzeniem mówią o zagrożeniu demokracji. Albo sugeruje, że sędziowie tego Trybunału mogą być stronniczy. Zresztą takich sytuacji było mnóstwo.
Nowy Sejm ledwo zaczął działać już w PiS-ie znalazła się osoba, która mówi, że złamane zostały podstawowe zasady demokracji. Bo PiS nie dostał w komisji ds. służb specjalnych tylu miejsc ilu by chciał. Rozumiem, że chcieliby mieć więcej, ale to, że zwycięskie partie dyktują warunki nie jest jakimś złamaniem reguł demokratycznych.
Tyle. że tym razem nie jest to śmieszne, a smutne - politycy Prawa i Sprawiedliwości dostosowują się do niskich standardów do jakich przyzwyczaiły nas media i politycy opozycyjni w poprzedniej kadencji. Tylko co politycy PiS-u powiedzą, gdy z powodu przedłużających się kontroli zamkną Gazetę Polską? Jak Jarosława Kaczyńskiego Trybunał Stanu skaże za zdradę? Czy w sytuacji, w której wojsko dokona w Polsce puczu i wprowadzi rządy monopartii?
Dlaczego w Polsce te same idiotyzmu muszą powtarzać różni ludzie w zależności od miejsca siedzenia? Czy naprawdę nie da się szanować trochę naszego ojczystego języka? Dlaczego my takich ludzi wybieramy do Parlamentu?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)