Muszę przyznać, że nie rozumiem pewnej rzeczy. Igor Janke opisał berlińską dyskusję "Polska po wyborach" w której brał udział. Stwierdził, że rząd Tuska ma teraz na Zachodzie kredyt zaufania,na którym będzie mógł wiele ugrać, jeśli tylko szybko go wykorzysta. Co jest wielką zasługą PiS-u.
Zaraz pod wpisem pojawiły się komentarze, które można określić skrócić jako "no tak Tusk jest chwalony przez niemieckie media, bo im odda wszystko za darmo". Widać ze nikt z nich jakoś nie pamięta (lub nie chce pamiętać), że to PO naciskała na rząd w sprawie pierwiastka. Bronisław Komorowski krytykował politykę PiS-u w sprawie roszczeń tzw. wypędzonych jako zbyt miękką.
Proszę mi wytłumaczyć w jakiś logiczny sposób, dlaczego deklaracje niemieckiej prasy są dla was ważniejsze niż słowa wierchuszki PO? Dlaczego to, że prasa niemiecka stara się wpłynąć na polski rząd tak, żeby działał zgodnie z niemiecką racją stanu (polscy dziennikarze w większości mają kompleks Zachodu i ważniejsze od dbania o nasze interesy jest to, czy "nie będą się musieli wstydzić na Jamajce") jest dla wielu ludzi równoznaczne z tym, że Tusk tak postępuje? Powiedział coś o gazociągu? O oddaniu majątku "wypędzonym"? O czymś innym, na czym Niemcom zależy?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)