Jeszcze w 2007 roku Sejm przegłosował przyznanie 30 mln złotych na Świątynię Opatrzności Bożej. Wiele osób to oburzyło. Uznali to za zamach na neutralność światopoglądową państwa. Niesłusznie.
W Polsce ponad 90% ludzi uważa się za katolików (pomijam kwestię, ilu z nim tylko tak się wydaje). Państwo w formie podatków i parapodatków (np. abonament telewizyjny) zabiera obywatelom 70% ich dochodów.
Powiedzmy, że połowy z tych katolików przekaże 3 zł na budowę tej Świątyni (nie jest to jakaś zawrotna suma). 3*1/2*9/10*37 000 000 (38mln-1 mln, który wyjechał by poprawić swoją sytuację materialną)=49 950 000 zł. Jak widać skromny datek od połowy osób, które w naszej ojczyźnie deklarują się jako katolicy dałby prawie 50mln zł na budowę tej Świątyni.
Nic prostszego niż zrobić taką zbiórkę, prawda? Problemem jest nasze zachłanne państwo - zabierając większość dochodów wytwarza u obywateli przekonanie, że za wszystko odpowiada. Skoro państwo zabiera większość moich dochodów, a ja chcę, żeby moje pieniądze wsparły jakąś inicjatywę to domagam się od państwa, żeby pieniądze przekazało. Oczywiście o wiele prościej by było, gdyby państwo nie zabierało tych pieniędzy, tylko pozwalało obywatelom decydować na co je wydać.


Komentarze
Pokaż komentarze