Dawno temu (jeszcze w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej) poseł Kurski miał powiedzieć, że "z tym Wehrmachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi." Teraz minister w rządzie Donalda Tuska stwierdził, że "kampania rządzi się swoimi prawami" co oznacza, że nie uważa tego co mówił w okresie przedwyborczym za ważne.
Z tych dwóch wypowiedzi przedstawicieli dwóch największych partii w polskim parlamencie wynika jedno: wielka pogarda dla wyborców. Zarówno przedstawiciele PiS-u jak i PO uważają nas za durniów, którym można wmówić wszystko, ale nikt ich nie pociągnie do odpowiedzialności. Najgorsze, że mają rację.
Czy ktokolwiek wątpi w to, że jeśli minister Grad będzie kandydatem w najbliższych wyborach to wejdzie do Parlamentu? O Kurskiego nie ma nawet sensu pytać, bo nadal jest posiadaczem legitymacji poselskiej.
Ciekawi mnie dlaczego Polacy tak łatwo dają się robić w konia? Dlaczego nie powiedzą kłamiącym co chwilę politykom ("nie będę premierem jeśli mój brat będzie prezydentem") "na drzewo" ? Dlaczego jak ktoś obiecuje mieszkania dla młodych małżeństw, mimo faktu, że nie ma do spełnienia swojej obietnicy żadnych uprawnień zostaje prezydentem w pierwszej turze?
Nie wiem, czemu w nas tkwi wielkie upodobanie kłamstwa. Dlaczego jak nachalnie mija się z prawdą przedstawiciel partii na którą głosujemy to jesteśmy mu w stanie wybaczyć. Czy chodzi o to, żeby móc potem czuć moralną wyższość nad tą zgrają siedzącą w Sejmie? Czy dlatego, że i tak od polityków nikt nie wymaga wysokich ( a nawet średnich) standardów? Czy wreszcie z tego powszechnego w Polsce cwaniactwa, gdzie na osoby przestrzegające ZASAD patrzy się jak na frajerów do ogolenia?
Przepraszam wszystkich, którzy komentowali mój poprzedni wpis za brak odpowiedzi - nie miałem wtedy czasu na prowadzenie dyskusji.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)