Torvik Torvik
158
BLOG

Tu nie będzie rewolucji

Torvik Torvik Polityka Obserwuj notkę 1

"Widzę to co widzę i w ogóle się nie wstydzę/Niech się wstydi ten co robi nie ten co widzi" - tak śpiewa w jednym utworze Kazik Staszewski. Kiedy przetoczyła się przez Salon24 dyskusja na temat donosicielstwa profesora Witolda Kieżuna przecierałem oczy ze zdumienia. Głównym problemem nie była agenturalna przeszłość kreowanego na postać bez skazy ni zmazy weterana Powstania Warszawskiego i powojennych zmagań z komunistycznym okupantem tylko fakt, że została ona ujawniona. Jak czytałem argumentację obrońców donosiciela to przecierałem oczy ze zdumienia.

Jeden argument wydał mi się szczególnie idiotyczny: ujawnienienie brzydkiej przeszłości osoby przedstawianej jako uosobienie bohaterstwa powstańców warszawskich jest tak naprawdę atakiem na samą ideę walki powstańczej. Tymczasem jest zupełnie inaczej: to obrońcy Powstania Warszawskiego wybrali sobie na jego ikonę osobę, która 30 lat później okazała się być nieodporna na perswazję tajnej policji. Możliwe, że gdyby chodziło o jakieś jedno-dwa spotkania dałoby się to jakoś obronić. Ale profesor spotykał się z sbekami przez 9 lat. Taki "Bolek" o trzy mniej. Fakt braku przyjmowania pieniędzy za współpracę niewiele znaczy, tutaj odpłatą było poczucie ważności: w końcu profesor  - chyba, że uznamy Witolda Kieżuna za idiotę, który nie wiedział czym było SB. W każdym razie to kreowanie na autorytet osoby, która nie spełnia wymogów moralnych by takim być jest dywersją wymierzoną w pamięć o Powstaniu.

Ale to nie jest główny problem jaki ujawniła sprawa profesora Kieżuna. Jest to kwestia braku zasad, które prezentuje spora część prawicowców - na czele z braćmi Karnowskimi. Otóż jest to typowe myślenie plemienne: "nasi to same anioły", niemoralne zachowania pojawiają się tylko u innych. A ja jak fakty nie pasują do teorii? Cóż, tym gorzej dla faktów. Walczmy z tymi co je ujawniają - na pewno mają nieczyste intencje.

Jeszcze miesiąc temu, gdybym miał przedstawić przewagę prawicy nad salonem to byłaby to dbałość o czystość życia publicznego. Jednym z jej głównych fundamentów jest jawność. Tadeusz Mazowiecki w latach pięćdziesiątych pisał paszkwile na Kościół demaskując biskupa Kaczmarka jako agenta amerykańskiego imperializmu? Lech Wałęsa donosił SB? Brat Adama Michnika był stalinowskim prokuratorem? Mamy prawo o tym wiedzieć, nie ma świętych krów, o których wstydliwej przeszłości się nie mówi nie istnieją. Cóż, jedno złudzenie straciłem.

Zaraz potem pojawiła się smutna refleksja: przy takim podejściu Polski nie da się naprawić. Nie da się, jeśłi "naszym" będzie się wybaczało mniej niż drugiej stronie. Wyobraźmy sobie, że PiS wygrywa wybory. I jakiś czas potem wychodzi na jaw jakaś afera korupcyjn. Już widzę te nagłówki "W Sieci": atak na nasz najlepszy rząd w historii!. I przekonywanie, że to pikuś, bo tak naprawdę to wielkie afery były za Tuska, że to przy zegarkach Sławomira Nowaka to pikuś. I próba bagatelizowania problemu. Bo rząd jest świetny, chce dobrze i tylko Ci wredni dziennikarze chcą go obalić

Torvik
O mnie Torvik

Czasem coś napiszę, chociaż wolę czytać.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka