Ufka napisała przed chwilą tekst, w którym narzeka na Łukasza Warzechę. Konkretnie na tekst, który ten zamieścił na portalu wpolityce.pl dotyczący wad prawicy i nieefektywności PiSu w zdobywaniu poparcia. Wzorem "prawicy luksemburskiej" uznała, że podanie linku do tekstu jest w złym tonie, ale ja nie mam takich zahamowań. W każdym razie znana blogerka absolutnie się z nim nie zgadza. PiS ma dbać o "żelazny elektorat" i basta!
Nie rozumiem takiego podejścia. Jako potencjalny wyborca PiS-u młody (w końcu jak wykazały ostatnie wybory termin "młodzi, wykształceni z wielkich miast" już nie odnosi się do wyborców PO. Przynajmniej nie pierwsza jego część), o poglądach konserwatywnych, uznający, że państwo jest nam potrzebne. No i mający problemu z połączenie faktu, że moja nienajlepsza sytuacja wiąże się ze złym rządzeniem, a rządzi nami od 7 lat PO (chociaż lepszy określeniem byłby chyba "bezrząd"). Tylko, że z tych wszystkich faktów nie wynika jedno - czemu właściwie ja miałbym oddać mój głos na PiS?
Z samego faktu, że PO rządzi beznadziejnie nie wynika jednoznacznie, że PiS będzie rewelacyjny. Lepszy na pewno będzie, ale to jak wyścig z sześćdziesięciolatkiem z nadwagą - trudno przegrać. Bo co PiS i pisowcy robią, żeby mnie przekonać? Kmpletnie nic. Nie wiem jakie są dokładnie pisowskie plany gospodarcze (głosowanie przeciw ubojowi rytualnemu i tym samym wyeksportowanie kilkunastu tysięcy miejsc pracy w polskich rzeźniach nie wzbudza mojego entuzjazmu). Jakie ma plany dla służby zdrowia? Jedyne co jestem w stanie o ich rządzeniu powiedzieć to fakt, że będzie prowadzona bardziej asertywna polityka zagraniczna. Pamiętam jak w sierpniu czytałem wywiad w Do rzeczy z jednym prominentnym działaczem PiSu (nie chce mi się sprawdzać czy to był Brudziński czy Hofman czy ktoś inny - proszę wybaczyć moje lenistwo), który stwierdził jedynie, że PiS jest jedyną siłą na prawicy i dlatego należy na niego głosować. Jakby robił mi łaskę, że pozwala sobie łaskawie głosować. Tymczasem jest zupełnie inaczej - to ja robię łaskę, że na kogoś głosuję. A na takiego aroganta nie chcę.
Druga strona - nie bardzo rozumiem jak złagodzenie przekazu miałoby wpłynąć na odpływ "żelaznego elektoratu". Jeśli rację ma Ziemkiewicz nazywając ich sektą to nie miałoby żadnego - po prostu uznaliby to za "mądrość etapu" i tyle. Warzecha ma rację pisząc, że najbardziej radykalny przekaz nie ma potencjału do przekonania "ludzi środka" - tych mniej wyrobionych wyborców, któzy wiedzę czerpią głównie z telewizji. O wiele łatwiej wyśmiać Kaczyńskiego, gdy ten mówi "wybory sfałszowano" niż gdyby powiedział "liczne wątpliwości podczas głosowania każą wątpić w uczciwość rezultatów". I w jednym i w drugim przypadku przeklaz jest ten sam - ale w tym drugim możliwość przedstawienia PiS-u jako partii, która "chce podważyć demokrację w Polsce" jest niemożliwa. Skrajnych lemingów się nie przekona (a przynajmniej na moich rodziców żadne argumenty nie działają, każda merytoryczna uwaga na temat wad rządów PO kończy się atakiem wściekłości), ale są też osoby inne. Tylko, że trzeba mieć dla nich jakieś propozycje i je jeszcze przedstawić. Ani jednego, ani drugiego nie widziałem.


Komentarze
Pokaż komentarze (95)