Garść przemyśleń związanych z ostatnimi wyborami. Tekst nie stanowi spójnej całości, łączonej przez jakąś myśl.
Za największego przegranego tych wyborów uważam Janusza Korwin-Mikkego. "Genialne" zagranie z wtorkowej debaty miało taki efekt, że Ci, któzy słuchali jednym uchem zrozumieli, że przekazuje poparcie Kukizowi, a on sam zamknął sobi drogę do współpracy z byłym muzykiem. I w ten sposób prawdopodobnie wyrzucił się z Sejmu. Wynik w ciągu pięciu lat poprawił nieznacznie - o 70 tysięcy głosów; poprawa wyniki procentowego wynika tylko i wyłącznie z mniejszej frekwencji.
Zagranie Bronisława Komorowskiego na wygraną w pierwszej turze poprzez skłonienie SLD do wystawienia mało rozpoznawalnego polityka spaliło na panewce. Kalkulacja była prosta: postkomuniści (nie potrafię nazwać ich lewicą) nie wystawiają kandydata, poparcie przechodzi na urzędującego prezydenta i ten wygrywa w I turze. SLD wystawiło panią Ogórek, która zamiast prowadzić kampanię zajmowała się zmianą garderoby, Komorowski głosy przejął a i tak to wygranej nie dało.
Kampania niemiłościwie nam panującego prezydenta była kompletnie bez sensu. Miał hasło "Zgoda i bezpieczeństwo", a jedyne czym się zajmował to sianie niezgody. A to pogroził, że Duda chce karać za in vitro, a to straszył Kaczyńskim, a to wyraźnie tracił panowanie nad sobą, gdy grupa korwinistów wznosiła nieprzyjemne okrzyki. "My nie chcemy specjalisty od kur" grzmiał prezydent, wyraźnie pokazując, że jedyną rzeczą na której mu na pewno nie zależy to zgoda.
Wygrana Andrzeja Dudy jest zaskakująca. Sądziłem, że wygra w drugiej turze, a w pierwszej lekką przewagę będzie miał prezydent. Tyle, że prawie wszystko grało na Dudę: świetnie przeprowadzona kampania wyborcza, ogromna praca. Ponadto Andrzej Duda jest po ludzku sympatyczny, co w porównaniu z nabzdyczonym Bronisławem Komorowskim stanowi ogromny kontrast. Andrzej Duda nie obrażał się na nieprzyjaznych wyborców. W debacie wypadł blado, ale też nikogo nie atakował.
"Debata" w tym kształcie w ogóle nie powinna się odbyć. Ze względu na dużą liczbę kandydatów i mało czasu prawie nie było wymiany poglądów. W zasadzie była to prezentacja kadydatów i powinna odbyć się zaraz po ich zarejestrowaniu.
Najbardziej ucieszył mnie wynik największego chama polskiej polityki Janusza Palikota. Niezdolność do uzbierania odpowiedniej liczby podpisów przez dwie inne kandydatki rozporkowej lewicy także mnie cieszą. Pokazuje to, że w Polsce nie ma poparcia dla takich postulatów. Sądzę, że wynik w wyborach parlamentarnych w 2011 roku dostał Palikot nie dlatego, że chciał usuwać krzyże z urzędów, ale w nadziei na to, że poprawi coś na lepsze.
Po raz pierwszy w historii polskich wyborów prezydenckich kandydat z 3 miejsca uzyskał ponad 20% głosów. Sądzę, że wyborcy Pawła kukiza tworzą niejednolitą grupę, którą łączy niechęć do wszystkich obecnych partii. Wątpię, by jak jej lider wierzyli w magiczną moc JOWów. Jak zachowają się w drugiej turze nie wiem - ale moja intuicja mówi mi, że raczej zagłosują na Dudę niż Komorowskiego.
Front medialny nie ma takiego dużego wpływu na poparcie kandydatów. Za najśmieszniejsze uznaję odkrycie Lisweeka, że Andrzej Duda wynosi śmieci i lubi budyń z sokiem malinowym. W tym samym artykule jest też paskudne oskarżenie, że jego teść jest Żydem.
Śmieszne są oskarżenia przez mainstream, że o tym, że Kukiz jest wydmuszką, Podobne do tego jak dwa tygodnie temu można była tutaj przeczytać, że Paweł Kukiz jest agentem PO, żeby odciągali poparcie od Andrzeja Dudy. Właściwie można podejrzewać wszystkich, którzy to powtarzają o bycie ukrytymi agentami PO, którzy mają obrazić wyborców Kukiza, żeby zagłosowali w drugiej turze na Komorowskiego. Teraz au rebours robi to Michnik & Spółka, któy to mówi "nie oddajmy Polski gówniarzom". Mam nadzieję, że tym razem będzie to miało duży rozgłos.


Komentarze
Pokaż komentarze