W niedzielę późnym rankiem byłem w mojej obwodowej komisji wyborczej i postawiłem dwie przecinające się linie w kratce koło nazwiska Andrzeja Dudy. Sądząc po histerycznej reakcji niektórych jestem roszczeniowym gówniarzem, który wszystko chciałby za darmo. No i jeszcze jestem za kartolickim państwem wyznaniowym, chcę wprowadzenia dyktatury i pewnie coś tam jeszcze. Istnieje jakieś idiotyczne przekonanie, że decyzja głosowania na Andrzeja Dudę musi być irracjonalna, podyktowana zazdrością do "lepszej" Polski.
Tymczasem decyzja głosowania na Andrzeja Dudę jest po prostu wyborem racjonalnym. Prezydent ma małe kompetencje, ale poza Pawłem Kukizem nie słyszałem by jakiś kandydat o tym mówił (jeśli mówił o tym ktoś spoza pierwszej piątki to o tym nie wiem). Pod tym względem między kandydatami w II turze nie było wielkiej różnicy, obaj zachowywali się jakby elekcja dotyczyła stanowiska o kompetencjach prezydenta USA.
Zacznijmy od tej prostej sprawy: prezydent ma prawo weta i powienien z niego korzystać, żeby temperować zakusy władzy. Bronisław Komorowski z tego prawa skorzystał cztery razy. Mało. Poza tym ani razu nie stanął po stronie obywateli, gdy Ci chcieli cos zmienić inaczej niż chciała PO. Referendum "o sześciolatkach" (w rzeczywistości było 5 pytań) - odrzucone. Referendum o cofnięciu "reformy" emerytalnej. Referendum o lasach państwowych - odrzucone. Obywatelskie projekty ustaw - też się nie angażował. A proplatformesrscy (trzeba się przyzwyczajać, jesienią na Żakowskiego i resztę tego szemranego towarzystwa nie będzie się mówić "dziennikarze prorządowi") dziennikarze mieli czelność zarzucać Dudzie niesamodzielność! Ich kandydat samodzielnością się nie wykazywał przez 5 lat prezydentury...
Prezydent Polski pełni funkcje reprezentacyjne. Powinien prezentować się godnie, bo nie reprezentuje tylko siebie, ale także nas wszystkich. Osoba, która wchodzi na krzesło w parlamencie Japonii godnie nas nie reprezentuje. Osoba, która w rozmowie z prezydentem najsilniejszego państwa świata mówi coś mało zrozumiałego o "bigosowaniu" pokazuje, że jesteśmy państwem mało poważnym. A wybierając osobę, której nie można szanować pokazujemy, że sami nie mamy do siebie szacunku.
Prezydent Komorowski w 2011 roku w Jedwabnym, że Polacy byli narodem sprawców Holocaustu. To gorzej niż zbrodnia, to wielki błąd. Po pierwsze - jest to ewidentna nieprawda, szmalcowników państwo podziemne skazywało na karę śmierci. Kilku łajdaków znajdzie się w każdym społeczeństwie, zrzucanie ich win na wszystkich jest po prostu niegodziwe. Po drugie i ważniejsze: w ocenie świata Szoah to największa zbrodnia w historii ludzkości. Znowu nie jest to prawda, przy Mao Zedongu Hitler wygląda na mało rozgarniętego kuzyna. Ale percepcja jest inna i powinniśmy robić wszystko, żeby pokazać się jako naród, który ofiarnie szedł Żydom z pomocą. Po prostu pownniśmy się prezentować jak najbardziej pozytywnie. Od odpowiedzialności za ludobójstwa czasu II Wojny Światowej wszyscy uciekają Niemcy zrzucają ją na jakichś "nazistów", którzy najprawdopodobniej przylecieli z Księżyca, Francuzi o swojej mało chwalebnej postawie wolą nie pamiętać zasłaniając się działanie Resistance itd.
Prezydent Komorowski nie widział zupełnie żadnych problemów spowodowanych przez PO. Odniósł się do jakiejkolwiek afery? Jakoś sobie nie przypominam. Afer w ciągu ostatnich 8 lat było tyle, że starczyłoby na pół wieku. Dla prezydenta one nie istniały.
Najważniejszym problemem jest teraz odtworzenie wspólnoty, pokazania, że mimo różnic jesteśmy jednym narodem. Tym najbardziej ujął mnie Paweł Kukiz - w jego spocie zaczynającym się od słów Marszałka mówił o tym, że Polska jest jedna i musimy się jednoczyć. Jakie jest podejście obu kandydatów do tej sprawy bardzo ładnie pokazały przemówienia po ogłoszeniu sondażowych wyników w niedzielę. Andrzej Duda mówił, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. Bronisła Komorowski mówił, że przegrał z "falą nienawiści". Więc jestem według niego nienawidzącym wszystko frustratem. Chyba mnie pomylił z Niesiołowskim.
No i argument trochę pozamerytoryczny. Miałem też wybór między znającym kilka języków doktorem prawa i magistrem historii, którego możliwości intelektualne sprawiają bardzo marne wrażenie. Sympatycznym panem w średnim wieku, który uniknął jakichś większych wpadek (gdyby jakiekolwiek były cały mainstream huczałby o nich przez cały czas) a nabzdyczonym starszym panem, który zachowywał się jakby mu prezydentura się należała za to, że po prostu jest i właściwie to robi wielką łaskę, że kandyduje.
Sądzę, że gdyby nie ochrona medialna Bronisław Komorowski walczyłby o uzyskanie 40%. A tak ze "specjalisty od kur" śmiali się tylko Ci, którzy trafili na filmik w internecie. Ale o naszych "dziennikarzach" z orderem od ustępującego prezydenta za wspieranie partii na odcinku medialnym pisano już wiele i nic odkrywczego nie dodam.
PS Wielkie brawa dla doktora Jarosława Flisa. Zapowiedział wygraną Andrzeja Dudy już w marcu.


Komentarze
Pokaż komentarze