Torvik Torvik
611
BLOG

Mój problem z JOW-ami

Torvik Torvik Polityka Obserwuj notkę 25

W 2004 roku PO zaczęła zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum. Pamiętam jak koło Manhattanu (to powstałe w 1990 roku targowisko) podpisałem się pod tym wnioskiem; trudno zapomnieć jeden z pierwszych momentów udziału w życiu politycznym Polski. Referendum poza wprowadzeniem ordynacji większościowej miało dotyczyć zniesienia immunitetu poselskiego, zniesienia Senatu i zmniejszenia liczby posłów o połowę. Poza mną podpisało się jeszcze trochę ludzi, razem było tego coś koło 750 tysięcy. Całkiem sporo.

Celem tego referendum miało być przywrócenie państwa obywatelom. Wniosek o uchylenie immunitetu był związany z totalną kompromitacją posłów SLD podczas tej kadencji, a może też wynikało z pewnej skłonności niektórych posłów do niestosowania się do ograniczeń prędkości. Jak uzasadniano konieczność dwóch innych postulatów nie pamiętam, a sprawdzanie tego uważam za stratę czasu.

I tutaj dochodzimy do postulatu, którego realizacja najbardziej zmieniłaby polskie życie polityczne: zmiany ordynacji z proporcjonalnej na większościową. Według jej orędownika coś takiego może zmienić polską politykę tylko na lepsze. Obecny system powoduje znane potalogie: poseł nie jest reprezentantem wyborców ze swojego okręgu tylko swojego prezesa, który decyduje o tym kto dostanie jakie miejsce na liście. Praca w Sejmie nie jest istotna, bo do przeciętnego wyborcy informacja o niej nie dociera. Najważniejszym jest dostanie "biorącego" miejsca na liście, najgorszym wrogiem - kolega z listy. Bo co jeśli na niego zagłosują a ja zostanę na lodzie? No i powoduje też ograniczenie liczby członków partii politycznych. Skoro z okręgu są do zdobycia dwa mandaty posła, trzy w radzie miasta i dwa w sejmiku wojewódzkim więcej członków niż 7 w partii w danym okręgunie potrzeba.

Receptą na to mają być JOW-y. Poseł będzie zależny od swoich wyborców, nie będzie mógł ich olewać, bo inaczej wybiorą sobie kogoś innego. Spowoduje to, że wybierani będą lokalni liderzy, którzy są powszechnie znani w okręgu. A jak jakiś poseł/senator zrobi coś paskudnego, to wyborcy go rozliczą i na następną kadencję wybiorą kogoś bardziej moralnego. Do tego dojdzie zmniejszenie władzy prezesa - nie będzie mógł walczyć z nieprzyjaznymi posłami poprzez wycinanie ich stronników z Sejmu poprzez przekazywanie im "niebiorących" miejsc na liście.

Cała ta konstrukcja myślowa ma jeden, bardzo poważny feler. Kompletnie nie bierze pod uwagę tzw. czynnika ludzkiego. Zakłada istnienie silnego społeczeństwa obywatelskiego, dobrze zorganizowanego. Ktoś zna jakiegoś lidera społeczności lokalnej? Może są tacy w mniejszych ośrodkach, ale ja osobiście żadnego nie znam. I o żadnym nie słyszałem. No i pozostaje druga kwestia: Polacy są przekonani, że wszyscy politycy to złodzieje, oszuści, którzy działają w sferze publicznej tylko po to, żeby się nachapać na państwowym. "PiS, PO - jedno zło". W połączeniu z mainstreamowym krzykiem, że każdy (o ile oczywiście nie mówi o jakichś lewackich bzdurach) kto wymaga od polityków by działali tak by poprawiała się ich sytuacja są roszczeniowi. Co powoduje, że mamy wyjątkowo małe wymagania względem naszych przedstawicieli.

Do tego dochodzi jeszcze zdominowanie lokalnych mediów przez niemiecki kapitał, co spowoduje, że mogą nie być zainteresowani pilnowaniem posła. Zresztą - obecnie senatorów wybieramy w JOWach i dopiero Google powiedział mi, że mój nazywa się Norbert Obrycki. Sam pamiętałem tylko to, że jest członkiem PO. A jestem osobą ponadprzeciętnie zainteresowaną polityką.

Torvik
O mnie Torvik

Czasem coś napiszę, chociaż wolę czytać.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Polityka