Dla mnie największym przegranym tych wyborów jest Przemysław Wipler. Wiem, że biorąc pod uwagę "twierdzenie Zandberga" (7,55+3,62=0) największym przegranym w Polsce jest ogólnie pojmowana lewica. Jeśli patrzeć na konkretne osoby można poza sldowcami wskazać jeszcze kilku znanych członków PSLu jak chociażby Janusz Piechociński. Tym większym, że do sukcesu zabrakło naprawdę niewiele: trochę ponad 37 tysięcy głosów. Albo odrobinę mniejszej frekwencji.
Przemysław Wipler był w poprzedniej kadencji posłem PiSu. Partia traktowała go dobrze - mógł się swobodnie wypowiadać, chodził do mediów. Podejrzewam, że chodziło o to, żeby pokazać, że PiS jest partią wielonurtową i konserwatywno-liberalna frakcyjka (na razie jednoosobowa) też się może tam znaleźć. Tymczasem Wipler, który karierę polityczną zaczynał jako "kuc" - rzecznik prasowy UPRu - niespodziewanie w 2013 roku wystąpił z klubu parlamentarnego. I założył własne stowarzyszenie Republikanie. Początkowo dostawało kilkanaście procent w sondażach, ale tak się dzieje z prawie każdym nowym tworem na polskiej scenie politycznej (gdy tyle dawano Ryszardowi Petru niektórzy uznawali to za spisek medialny). Poparcie szybko spadło do nieznacznego poziomu, mimo stosunkowo dużej obecności w mediach, a poseł Wipler zaczął szukać soujszników.
Po tym jak Jarosław Gowin przegrał z Tuskiem wybory na przewodniczącego PO i w efekcie tego opuścił partię (za co prorządowy publicysya Jacek Żakowski nazwał go "chwastem") Wipler związał się z nim na krótki czas. Po czym opuścił Gowina i związał się z Januszem Korwinem-Mikke. A dokładnie z jego kolejną partią, którą tym razem był Kongres Nowej Prawicy. Po niespodziewanym sukcesie w wyborach do europarlamentu, i porażce Polski Razem Gowina, ten ruch wydawał się być sensowny. Tylko, że partia z sukcesem zupełnie nie potrafiła poradzić; wszyscy skoczyli sobie do gardeł. Nie obchodzi mnie o co poszło, ale efekt był taki, że JKM i Wipler założyli na początku tego roku partię KORWiN, a w KNP zostali działacze średniego pokolenia (choć nie wszyscy). Głównym spoiwem wyborców tej partii nie są jakieś sprawy ideowe tylko charyzma lidera i przedstawiana przez niego mocno uproszsczona wizja świata (opiera się na kilku hasłach - "socjalizm", "normalność", "banda czworga/pięciorga", przekonaniu o dyskryminowaniu w mediach), która jest bardzo atrakcyjna dla osób młodych. Tylko, że tem krok spowodował, że powstała armia z marszałkiem, generałem, kilkoma podoficerami i szeregowymi. Kadra oficerska została w KNP.
Potem przyszły wybory prezydenckie i dość nieocekiwany sukces Pawła Kukiza. Nagle okazało się, że jest zapotrzebowanie na buntownika, kogoś kto będzie przedstawicielem postawy "kocham Polskę, nienawidzę III RP". Korwin ze swoim wizerunkiem pajaca jednak niezbyt się nadawał, był już przejrzany, w zasadzie można uznać, że jest już częścią systemu; takim bezpiecznikiem, żeby młodzież sobie pohasałą, ale nic nie zmieniała. Tymczasem tutaj też się coś zmieniło - partia zdobyła w wyborach do Sejmu w 2011 roku trochę ponad 151 tysięcy głosów, by w wyborach do europarlametnu w 2014 zdobyć ich ponad pół miliona. Przy niskiej frekwencji dało to zupełnie niespodziewany efekt w postaci 4 mandatów. W wyborach prezydenckich JKM otrzymał trochę mniej głosów - 486 tysięcy, ale jeśli się doda głosy na Jacka Wilka, kandydata KNP, któy otrzymał 68 tysięcy głosów, można uznać, że stan posiadania się nie zmienił. Stąd też nie wróżyłem im sukcesu w wyborach parlamentarnych - nawet 600 tysięcy to za mało, żeby wprowadzić reprezentację na Wiejską.
Tymczasem wynik był dla mnie zaskoczeniem. Do szczęścia zabrało zaledwie 24 promili, czyli niecałych 40 tysięcy głosów. Myślę, że przyczyn jest kilka. Po pierwsze - konsekwentna postawa antyimigrancka. PiS niby też był przeciw, ale tak jakoś bez przekonania. Tymczas Wipler i Korwin stawiali sprawę jasno - nie będziemy ich tutaj trzymać, skoro sami nie chcą do nas przyjeżdżać. Po drugie partia dorobiła się drugiego, w miarę charyzmatycznego lidera. Chodzi oczywiście o Wiplera, który na dodatek był posłem. Wcześniej jedyną osobą, która reprezentowała partię w telewziji był Korwin, teraz chodził też Wipler. I w większości wypadków wypadał dobrze.
Drugą sprawą jest to, że JKM nie zaliczył jakiejś ogromnej wpadki. Najsłynniejsze jest stwierdzenie, że Hitler był lepszy od Piłsudskiego, bo za okupacji Polski były niższe podatki, rok temu, że "za każdym razem się trochę gwałci", "kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn" czy inne tego typu teksty. Oczywiście jego wierni wyznawcy twierdzą, że to co mówi jest spójne i logiczne, ale większość osób to odrzuca. Tym razem też taka próba była - podniesienie limitu alkoholu we krwi kierowców, ale nie wywołało to skandalu.
Do Sejmu weszło kilku libertarian (jak chociażby prezes UPRu), więc możliwe jest, że idee konserwatywno-liberalne cały czas będą w przestrzeni publicznej. Ale nie sądzę, że partia KORWin będzie miała szanse za cztery lata. Bardziej prawdopodobne jest to, że Wipler zostanei odsunięty za odchylenie lewicowo-socjalistyczne. Pożyjemy, zobaczymy.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)