
Za znieważenie prezydenta grożą nawet trzy lata pozbawienia wolności. "Postępowanie jest w toku. Póki co jest to śledztwo w sprawie, nie przeciwko osobie. Nie postawiono zarzutów" - zastrzega Spiżewska-Cyniak. "Każdy ma inne odczucie oglądając stronę. W tej sprawie powołany zostanie biegły, który oceni, czy treści można traktować w charakterze satyry, czy też można już mówić o znieważeniu prezydenta. Dla mnie, jeśli mogę wyrazić prywatne zdanie, było to wyjątkowo niesmaczne" - dodała szefowa prokuratury rejonowej. Okazuje się, że zebranymi na stronie materiałami zniesmaczony był także jeden z czytelników, który złożył doniesienie do prokuratury.
A teraz trochę historii: rok 2006, maj - Gazeta Wyborcza donosi (Żarty z głowy państwa to nic złego):
Prokuratura Rejonowa w Elblągu umorzyła śledztwo w sprawie znieważenia Lecha Kaczyńskiego przez internautę z Elbląga.
Pan Aleksander, 50-letni rencista z Elbląga, codziennie koresponduje za pomocą e-maila z ludźmi z całej Polski. Lech Kaczyński nie jest jego ulubieńcem, dlatego uznał, że doskonałym żartem będzie przesyłanie znajomym jego karykatur: obrazków z kaczorami-aniołkami albo kaczek z napisem "A teraz kochani wyborcy... pocałujcie nas w kupry!".
- Ani treść rysunków, ani osoba, która je rozesłała, nie znieważyły prezydenta RP - mówi rzecznik prokuratury Jolanta Rudzińska. - Obywatele mają prawo rozsyłać informacje na temat głowy państwa, mimo że mogą być one uznane za niepochlebne. Prawo gwarantuje NAM prawo do krytyki i swobody wyrażania poglądów.
NAM, nie WAM.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)