Dziś w "Dzienniku-Gazecie Prawnej" przeczytałem wypowiedź ekonomisty Krzysztofa Rybińskiego, który tłumacząc ogromny z roku na rok wzrost zatrudnienia urzędników, użył terminu "biegunka legislacyjna". O ile wiem, to ja jestem autorem tego pojęcia (używałem albo terminu "biegunka legislacyjna" albo "biegunka prawotwórcza") - pierwszy raz w druku dnia 25 października 2003 roku w gazecie "Rzeczpospolita" w tekście "By paść".. I potem jeszcze wiele razy w internecie, też w S24. Nie idzie o to, zeby się chwalić, bo nie ma czym - nie takie rzeczy ludzie robili. Ale jest mi przyjemnie, bo miałem się za człowieka mało wartego, szaraka, który nic pożytecznego bliźnim nie dał, a tu proszę: wprowadziłem termin do polszczyzny, termin, być może, użyteczny.
Dopisane później: jak wykazał Ubogacony, to nie ja pierwszy użyłem tego terminu, ale przede mna wcześniej Stefan Bratkowski, a trochę po nim, ale też przede mną, Krzysztof Rybiński. Natomiast Tichy pokazał, że przed wymienionymi ten termin używano już na Zachodzie. Czyli wycofuję się , przepraszam, nie jestem autorem niczego itd - znowu stałem sie nieużyteczny dla bliźniego. I jeszcze wstyd z powodu nieuzasadnionego samochwalstwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)