Partia, aby zwiększyć swą popularność i nadzieje (słuszne lub nie) na powtórne zwycięstwo wyborcze, powoduje przystąpienie do niej znanego polityka opozycji. To jest przypadek pana Arłukowicza. Lecz żeby ten polityk zechciał do niej przyjść, ta partia - tak to przynajmniej wygląda - oferuje mu pieniądze w formie pensji za pełnienie utworzonego specjalnie dla niego, lecz - znowu tak to wygląda - niepotrzebnego stanowiska. Jest to stanowisko nie partyjne, ale państwowe. Więc partia płaci za przystąpienie do niej nie swoimi pieniędzmi ze składek, lecz pieniędzmi państwowymi - należącymi nie do partii, tylko do wszystkich Polaków, pieniędzmi, którymi zarządza rząd. Czy to jest prawidłowe?
PS Przypuszczam, że inne partie, które obecnie są w opozycji, gdyby były u władzy, postępowałyby podobnie. Czyli to nie jest chyba krytyka akurat partii obecnie rządzącej, tylko rozmyślania o mechanizmach i poziomie polityki.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)