trescharchi trescharchi
1610
BLOG

BOR-Komorowski, czyli o wstydzie dla Państwa.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 21

Dawniej wychodziłem z przekonania, że kto jak kto, ale historycy podczas swoich studiów mają - silniej niż słuchacze innych kierunków - wpajaną na dziejowych przykładach miłość do Ojczyzny, co w tak trudnych terminach niegdyś (a i obecnie) się znajdowała. Sądziłem, że po kilku latach nauki historyk potrafi rozumieć, czym jest godność Państwa, czym jest pielęgnowanie jego powagi i szacunku obywateli dla Polski, jak i Polski dla obywateli. Młodzieńczy idealizm poszedł precz - zbyt wielu pozostających "na świeczniku" historyków daje poważny asumpt do rozważań, że albo byli kształceni wedle wzorców Kwaśniewskiego, albo na zajęciach ewidentnie nie uważali.

Może być też tak - o czym pisali już niegdyś "przyjaciele" Sowieci - iż wszystkim historykom u władzy zagroził po prostu "zawrót głowy od sukcesów". Fakt jest jednak faktem, i żadne okoliczności tegoż faktu nie tłumaczą - Nasi nadwiślańscy historycy (mający wpływ na kształtowanie się powagi Państwa) pasują do dbałości o Kraj jak pięść do nosa (czy zęby Tysona do ucha Holyfielda). Dziś nie będzie o Nałęczu (prawdziwa kumulacja - kompromituje nie tylko tytuł historyka, ale i tytuł naukowy) czy o Tusku. Dziś bohaterem dnia jest zdecydowanie prezydent Komorowski (którego absolutnie - daję to pod rozwagę ABW i w trosce o moje poranne wstawanie - nie wyzywam).

Ponieważ długi weekend i urokliwa Polska wiosna łagodzą obyczaje, nazwijmy politykę "nagrodową" prezydenta kontrowersyjną - acz na klawiaturę cisną się słowa o wiele poważniejsze. Abstrahuję tu od orderu Państwowego dla byłego ambasadora Rosji Grinina (o ile pamięć nie myli, nadanego jeszcze podczas pełnienia obowiązków prezydenta) - ta dość bulwersująca sprawa została skrzętnie zamieciona pod dywan i wytłumaczona w miarę logicznym stwierdzeniem "że tak się robi przy żegnaniu dyplomatów".

Tym razem po raz kolejny chciałbym wrócić do awansów na stopień generalski dla Mariana Janickiego i Pawła Bielawnego, dwóch "ananasów" z BOR-u, nagrodzonych za niedopełnienie obowiązków podczas kwietniowych  wizyt katyńskich zarówno śp. Lecha Kaczyńskiego, jak i (czyżby prezydent źle życzył koledze?) Donalda Tuska. Wiele już na ten temat napisano, niemniej większość komentatorów ucieka w personalia, które chyba w tej kwestii są najmniej ważne. A liczy się właśnie coś, co potem wyśmiewają tzw. "zwykli ludzie" na ulicach - i trudno nie przyznać im racji. Albo też można uznać, że wedle definicji "Wyborczej" wszyscy ci obywatele należą do "oszalałego pisizmu" - bowiem w ich reakcjach na tego typu działania prezydenta wciąż przewijają się określenia "jedna sitwa", "kolesie", "układ".

I o to się rozchodzi. Ludzie na własne oczy widzą, że rządzący Polską wykazują elementarny brak szacunku dla Państwa, dlaczegóż więc wymaga się tego od ciężko tyrającego szaraczka? Polak słyszy o tym, że Paweł Bielawny (w zasadzie chyba Paweł B.?) - zawieszony w obowiązkach za fatalną pracę - znajduję posadkę u wojewody małopolskiego. Dlaczegóż więc Polak nie może dorobić "na czarno" unikając płacenia na Kraj? Polak słyszy, że BOR - pierwszorzędnej wagi instytucja chroniąca Polskę - pod rządami "awansowanych" generałów fałszuje masowo dokumenty po swojej kompromitacji w Smoleńsku. Dlaczegóż więc Polak nie może "pokręcić" trochę w swoim picie?

Przykłady takich "naczyń połączonych" można mnożyć w nieskończoność. Ale mianownik jest jeden - właśnie uporczywe kształtowanie w Polakach braku szacunku dla własnego Państwa. Nie podejmuję się osądzić, czy jest to działanie celowe - raczej nie, bo choćby na powyższych przykładach widać, że ku utrapieniu Rostowskiego traci na tym budżet (wprawdzie minister Graś zawsze może bąknąć - a stać go na to - że "rząd się wyżywi"). Ja obstawiałbym raczej ów "zawrót głowy od sukcesów". Po prostu - wszyscy ci "historycy" tkwią u władzy od dwóch dekad, nie znając już innego życia i skutecznie odsuwając się od przyziemnych problemów ludzi. Raz machinalnie podnoszą i opuszczają wytresowane ręce podczas głosowań sejmowych, kiedy indziej są ministrami (tyle, że szefowanie MON przez Komorowskiego to akurat temat tabu), a gdy im się wreszcie poszczęści - idą w premiery i prezydenty. I wówczas to, co myśli o nich ulica jest im doprawdy doskonale obojętne, i znaczy tyle, co zeszłoroczny śnieg. Wróć - zeszłoroczny śnieg jest bardzo ważny dla Donalda Tuska, zwłaszcza śnieg w Alpach (gdzie te czasy, jak premierzy Rzeczypospolitej dawali dobry przykład i spędzali urlopy w Beskidach, w Tatrach?) i wszystkie wiążące się z nim wspomnienia beztroskiego lenistwa (a w szarej Polsce czekał już raport "międzypaństwowego" MAK-u, ech...)

A może rzecz należy rozpatrywać w kategoriach psychologii? Po dwudziestu latach rozpychania się i walczenia o swoje w dzikiej Polskiej polityce, ludzie w dodatku nie obdarzeni poważniejszym kręgosłupem moralnym tracą szacunek dla samych siebie, jakże więc nie stracić szacunku dla Państwa? Może być i tak. Smutne jest jednak to, że z tym nowotworem zepsucia i pogardy, toczącym Rzeczpospolitą nikt z rządzących nie walczy - mało tego, sami przykładają się do kolejnych "przerzutów".

Warto o tym pamiętać, gdy słuchać będziemy orędzia prezydenta czy premiera na 3 maja, lub na Święto Flagi. Warto mieć wówczas przed oczami wizerunki takich "generałów" jak Janicki czy Bielawny - i porównać stojące za Komorowskim czyny z jego górnolotnymi słowami o umiłowaniu Naszej Ojczyzny.

Niemal pół kadencji minęło, więc można już ogłosić - Bronisław Komorowski jest najgorszym prezydentem wśród historyków. I, jak widać - najgorszym historykiem wśród prezydentów.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka