trescharchi trescharchi
1897
BLOG

"Zegar Zagłady" Platformy Obywatelskiej.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 12

Znakomita większość "profesjonalnych" polityków na Polskiej scenie (skojarzenia z teatrem, i to bulwarowym - jak najbardziej na miejscu) hołubi sonadże jako najbardziej miarodajne sposoby oceny ich wytężonej pracy dla Kraju. Jeśli jednak opozycji można wybaczyć, że chwyta się (zwłaszcza SLD, jako najbardziej tonące) każdej procentowej brzytwy, która daje nadzieje na lepsze czasy, to poważny rząd w poważnym Państwie nie powinien działać na chybcika i post factum - po każdorazowym opublikowaniu kiepskich notowań.

Dlatego solidnym strachem napawać może najgorsza od dawna ocena "losowej grupy respondentów" - ponad połowa Rodaków pokazała Tuskowi już nie żółtą, a pomarańczową (cuś pośredniego między żółcią a czerwienią) kartkę. Naturalnie premier czyta wyniki sondaży częściej niż prasę codzienną, toteż dramatyczne wyniki z pewnością już do majestatu dotarły, i majówka wcale nie będzie idylliczna i spokojna. Nie pomogło cudowne "potanienie" opłat za przejazd Państwowymi autostradami. Nie pomaga nawet PiS, rzekomo zajmujący się tylko i wyłącznie kwestią Smoleńska - okazało się, że nawet taki handikap nie dodaje już Platformie punktów i zaufania. Bogu dziękować, jak na razie sytuacja jest jeszcze w miarę stabilna - głównie dzięki mediom i niezgrabności politycznej opozycji - i Partia Miłości wciąż może stroić się w piórka "mniejszego zła", czyli de facto rzeczy gwarantującej sukces przy urnie wyborczej. Kiedy zaś do głosu wyborczego przyjdzie pokolenie nie pamiętające "ciemnych czasów pogardy" 2005-2007, a reszta wyborców skupi się już na długim rządzeniu Tuska, wówczas utracenie tytułu "Antypisowskiego bastionu" pogrąży Platformę ostatecznie.

Na razie zaś wytłumaczyć taką sondażową degrengoladę można na dwa sposoby. Pierwsza droga to uzmysłowienie sobie przez Donalda Tuska, jak fatalnie pracuje jego autorski rząd, plus przejrzenie na oczy - tak był premier zajęty konsolidowaniem pełni władzy w swoim ręku (jakże zabawne są te pełne oburzenia głosy oskarżające PiS o bycie "partią wodzowską"), iż nie dojrzał moralno-politycznej nędzy swojego zaplecza - zarówno ministrów jak i szeregowych posłów. Naturalnie mało który polityk po pięciu latach samodzielnego władania Krajem zdolny jest do takiego rachunku sumienia - wypadałoby posiadać atrybuty męża stanu, a mimo wszelkich wazeliniarskich zaklęć Sławomira Nowaka Donald Tusk jest tylko i wyłącznie "wiecznym chłopcem", któremu zabawa w udawanie poważnej polityki sprawia nielichą - chociaż widać, że utracił początkowy zapał - frajdę.

Druga droga tłumaczenia, którą z pewnością Nasz "koronowany chłopiec" podąży, to droga negacji. Pomieszana z drogą strachu. Tak jak naukowcy opracowali swojego czasu "Zegar Zagłady", tak Platforma ma swój sondażowy "Doomsday Clock", gdzie każde wachnięcie wskazówki bliżej niższego poparcia zbliża Partię Miłości do straszliwego końca świata - apokalipsy dla kolegów, dla "firm konsultingowych", dla "pełniących obowiązki" dyrektorów w urzędach Państwowych itd., itp. Dlatego też trwają teraz nerwowe wyliczenia - co zrobiliśmy źle, i jak możemy temu zaradzić. Nie dajmy się zwieść - nie jest to żadna samokrytyka czy próba naprawy Państwa, tylko gorączkowe poszukiwanie obszarów, w których można populistycznie wykorzystać wizerunek "zatroskanego premiera". Tak było z ACTA, tak było z emeryturami mundurowymi, takoż będzie i teraz.

Dlatego - podkreślmy - chcący uchodzić za poważnego polityka premier blisko 40-to milionowego Kraju w środku Europy pojawi się w mediach tuż po majówce (sondaże sondażami, ale grilla Rodakom psuć nie wolno) i zapowie - przyjrzymy się sytuacji wśród chorych na raka. Pochylimy nasz dobrotliwy wzrok nad autostradą A2 z Łodzi do Warszawy. Wszystkie pozorowane działania podlane będą sosem zwykłych słów, rodem z poprzedniej epoki - "wyciągniemy konsekwencje", "naprawimy", "wicie, rozumicie", "będziemy oczekiwać wyjaśnień", etc., etc. Opozycję zaś znów sprowokuje się jakimś kuluarowym, bezczelnym zachowaniem - a gdy już się zagotują, wyrwie się jakieś słowa z kontekstu i do znudzenia będzie się tym epatować w "Faktach" (pozdrowienia dla redaktora Jakuba Sobieniowskiego).

Wówczas "Zegar Zagłady" wróci do normy - a potem będzie Euro, ludzie zajmą się czymś innym. A potem - cóż, potem wakacje. Szczęśliwie się składa, Polacy głównie latają w ciepłe kraje - więc tych niezadowolonych z rozwalonych dróg (któż na nich będzie pracował w tym stachanowskim tempie, skoro będzie po Euro?) i kolei będzie mniej. I jakoś się przebieduje do jesieni.

Nie darzę specjalną sympatią Donalda Tuska i w zasadzie powinienem zacierać ręce, że majówkę (chociaż raz!) spędzi pracowicie. Ale nie zacieram - bo nie ma się z czego cieszyć. Doprawdy, gdyby ledwie połowę swojej "sondażowej" energii premier przeznaczał na poprawę Państwa, wówczas przyznałbym Platformie słuszność - istotnie, żyłoby się trochę lepiej.

Miast tego mamy egzaltowanego, nadwrażliwego mężczyznę z duszą niedojrzałego chłopca u władzy, który skupia się na "pierdołach", miast ratować z Kraju to, co jeszcze jest do uratowania po dwudziestu latach od rzekomej "transformacji ustrojowej". Czarno to wszystko widzę.

 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka