trescharchi trescharchi
363
BLOG

Polityków debaty o złodziejstwie.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 4

Niejako na marginesie szumów medialnych dotyczących Euro na Ukrainie - spełniających większość kryteriów dotyczących tzw. "tematu zastępczego" (ze stopnia nagromadzenia informacji wynika, że nic innego w Polsce się nie dzieje, a Nasi piłkarze po trzecim - ostatnim - meczu w grupie mają gotową wymówkę, grać się nie dało, bo myśli wciąż przy Julii Tymoszenko) rozgrywają się sprawy o wiele ciekawsze, a nawet weselsze. Naturalnie, sprawy w łonie samego rządu Donalda Tuska, którego - mimo usilnych prób Roberta Górskiego et consortes - potencjał kabaretowy jest wciąż niezmierzony. A przez niektóre środowiska medialne wręcz niezauważalny (szczególnie warto dać to pod rozwagę "wybiórczo dowcipnym" prowadzącym Szkło Kontaktowe).

Tym razem rozeszło się o kwotę, od której możemy mówić już nie o wykroczeniu, a o przestępstwie - czyli wejściu prokuratora, maksimum pięć lat, pełna powaga, i tak dalej, i tak dalej. Andrzej Seremet - tu pewna niespodzianka, okazuje się bowiem, że ów nadprokurator robi coś więcej niż tylko sprawa Smoleńska - poparty przez policjantów i swoich kolegów po fachu nastaje oto na Jarosława Gowina, by rzeczoną kwotę podnieść z obecnych 250 złotych do okrągłego tysiąca, windując w tenże sposób w górę definicję drobnej kradzieży. Tłumaczenie jest całkiem proste i bardzo dla policjantów typowe - "mniej funkcjonariuszy za biurkiem, więcej na ulicach". Cóż, za biurkiem i tak specjalnie się wysilić nie mogą, skoro nawet papier do drukarek i ksero kupować muszą z własnych pieniędzy, klnąc na brutalną rzeczywistość "Zielonej Wyspy". Sama Platforma, na której opinii Gowin będzie zmuszony się oprzeć (z racji swoich ostatnich kiepskich notowań wewnątrzpartyjnych, chociażby) jest wciąż nieprzekonana i nabiera wody z usta.

Ostre weto natomiast postawiło PSL, cudownie odnajdując się w roli obrońców uciśnionych biedaków. Oto obarczona milionowymi długami (i notorycznie zabiegająca o ich umorzenie w majestacie prawa) partia Janosików zdecydowała wystąpić przeciwko temu pomysłowi. I trudno z niektórymi argumentami się nie zgodzić - bo jednak tysiąc dla tych "młodych, wykształconych" lub tych "milionów powracających z emigracji" i podejmujących pierwszą pracę (o ile znajdą) za tysiąc trzysta netto jest kwotą niebagatelną i doprawdy wielką niesprawiedliwością byłoby, by kradzieże za taką kwotę uchodziły płazem. Całkiem rozsądnie Ludowcy argumentują również, że cała sprawa w zasadzie jest zawoalowaną próbą poprawienia sobie statystyk przez policję i prokuraturę - a w atmosferze cudownej "poprawy bezpieczeństwa wynikającej z danych" ogrzać się mogą i politycy, i komendanci, i prokuratorzy...zaś puchnący od nadmiaru wpływów budżet Państwa nie da się długo prosić i wszystkich "stachanowców" nagrodzi sowitymi premiami.

Dlategóż PSL stawia opór, w czym znajduje sojuszników z PiS-u i Ruchu Palikota. I bardzo dobrze - w takich sprawach porozumienie ponad podziałami, nawet obliczone na zagranie na nosie Platformie jest po prostu społecznie potrzebne, bo nie może być tak, że w skali Kraju z winy finansowych zaniedbań rządu brakuje ośmiu tysięcy policyjnych etatów i panaceum na to ma być sztuczne obniżanie liczby przestępstw. A z drugiej strony nachodzi człowieka smutna konstatacja. Grupy sowicie opłacanych polityków, w zaciszu swoich luksusowych gabinetów debatują w najlepsze o tym, czy dla przeciętnego, ciężko tyrającego Polaka będzie bardziej bolesne bezkarne okradnięcie go z roweru, czy z telefonu komórkowego. Bo jak tak spojrzy się na ostatnie dwadzieścia lat rządów (w tym pięć lat władania obecnego rządu, podczas których wszystkie te zjawiska wykwitły jak nigdy dotąd) to można domyślić się, że tak naprawdę "niewidzialna" linia kwoty, do której kradzież jest tylko "błędem urzędniczym lub politycznym" przesunięta jest do grubych milionów. I może właśnie z powodu takiego przyzwolenia Naszych "elit" tak wielu okradających Państwo pod płaszczykiem znajomości politycznych pozostaje bezkarnych.

A Jarosław Gowin? Cóż, minister sprawiedliwości ma w tygodniu umówione spotkanie ze swoimi kolegami partyjnymi, na którymi układać będą odpowiedź na "statystyczne" żądania sił porządkowych. Do wyboru ma albo się zgodzić, i narazić swojego pryncypała na kolejny konflikt koalicyjny - konflikt, jak mniemam, łatwo dający się załagodzić kolejnymi umorzeniami długów - albo też się nie zgodzić i dawać krytykom asumpt do twierdzenia, że żyjemy w niebezpiecznym Państwie bezkarnych bandziorów. Co biorąc pod uwagę wspomniane braki kadrowe w policji, dogorywającą kondycję Polskich sądów i prokuratury spełniającej "prośby" polityków jest stwierdzeniem bliskim prawdzie.

Możliwym jest też scenariusz, że minister dobędzie swojego najnowszego argumentu i spędzi bezsenną noc nad statystykami, skrupulatnie wykreślając z kodeksu karnego te paragrafy, za które jest mało skazań. Ech, Platformo, ech PSL, wystarczyło Wam pięć (tłustych czy chudych?) lat, by rozpuścić to Państwo jak dziadowski bicz. Niestety.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka