trescharchi trescharchi
520
BLOG

Lenistwo Arłukowicza a zdrowie obywateli.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 14

Wielce rozczarowuje "młody, zdolny" minister zdrowia, którego podczas oficjalnej nominacji Donald Tusk zachwalał jako dżentelmena pracowitego i pochłoniętego troską o dobrą kondycję wszystkich Polskich obywateli. Arłukowicz stał wówczas nieco z tyłu, pokoronie pochylając głowę przed swoim nowym mistrzem, a przede wszystkim mocno ściskając kciuki, coby podczas wzniosłej uroczystości nie poczęła dzwonić jego komórka, rozzuchwalona wiadomością o pasowaniu na członka Rady Ministrów, a zatem dysponenta całej garści atrakcyjnych etatów.  Jak pokazały przyszłe wydarzenia i stan zatrudnienia w resorcie zdrowia, świeżo mianowany minister zaraz po obchodach odbierał telefony gęsto i ochoczo.

Załatwianie wszelkiej maści kolegom roboty - w mniej czy bardziej bezczelny sposób - nie byłoby jeszcze niczym dziwnym w nader rozzuchwalonym pod tym względem Państwie PO. Problem Arłukowicza wypłynął dopiero po jakimś czasie, i jest problemem zbieżnym z przykrą przywarą jego pryncypała. Minister zdrowia Rzeczypospolitej - trudno dociec, czy z powodu braku kompetencji, czy z własnej natury - jest człowiekiem leniwym, gnuśnym i niezdolnym do jakiejkolwiek wytężonej pracy na trudnym odcinku ratowania kondycji Polskiej służby zdrowia. Gdzie jak gdzie, ale to właśnie w tej Stajni Augiasza trzeba człowieka rzutkiego, który wypruje sobie żyły dzień i noc usiłując jak jakiś Atlas trzymać w ryzach cały ten niewydolny, korupcjogenny i morderczy (tak to trzeba nazwać, przyklepanym przez prawo i przepisy systemem powolnego zabijania obywateli przez brak skutecznej pomocy medycznej) system publicznej służby zdrowia.

Tymczasem Bartosz Arłukowicz okazał się nie być skuteczną odtrutką na fatalne rządy Ewy Kopacz, przeciwnie - coraz częściej dorównuje byłej dyrektorce ZOZ-u w Szydłowcu, która dostała w swoje ręce zarządzanie całą Państwową służbą zdrowia i przez swoją niekompetencję dobiła ją z kretesem, podrzucając w dodatku kukułcze jaja "reform" swojemu następcy. Przez owe "prezenty" właśnie Arłukowicz z początku spotykał się z pobłażliwością i współczuciem - zwłaszcza w łonie swoich nowych kolegów z PO, którzy delikatnie mówiąc za Kopacz nie przepadają. Dlategóż obroniono ministra przed opozycyjnym wotum nieufności za zamieszanie z refundacją - primo, bo złożył je nienawistny PiS, secundo, bo trudno Arłukowicza obciążać za grzechy i zaniedbania kogoś, kto (och, ironio losu!) prowadzi z ław marszałkowskich te i inne głosowania.

Taryfa ulgowa jednak się skończyła. Po pół roku zasiadania w fotelu ministra widać jak na dłoni, że Arłukowicz jest jednym z najgorszych pomysłów Donalda Tuska - w dodatku pomysłem drogim i "ciałem obcym" w zwartym organiźmie "kolegów" z PO, pomysłem, podkreślmy, zabierającym masę etatów "swoim". Ale odrzucając partyjne żale - Partia Miłości z głodu umrzeć im nie da - trzeba też z całą mocą podkreślić, że Arłukowicz jest fatalnym ministrem zdrowia. Przede wszystkim i zwłaszcza dla pacjentów. Naiwni ci, co sądzili, że po kryminalnym wręcz (rozchodzi się o życie ludzkie!) zamieszaniu z dotkniętymi chorobami nowotworowymi Arłukowicz się opamięta. Nic z tych rzeczy.

Od lutego - mamy maj - Arłukowicz nie znalazł czasu na podpisanie rozporządzenia odnośnie wynagrodzeń dla członków tzw. Rady Przejrzystości, czyli grupy ekspertów, gotowych - nie za darmo - poświęcić swoją wiedzę i czas na opiniowanie leków mających znaleźć się na liście refundacyjnej. Mało tego, ustawa głosi, że bez opinii tejże Rady żaden lek wpisany na listę być nie może. Członkowie Rady, których prośby i groźby odbijały się od ściany lenistwa i obojętności w ministerstwie zdrowia powiedzieli wreszcie basta! i zamierzają swoją działalność zawiesić do czasu wydania rozporządzenia, czyli de facto do czasu, kiedy Państwo Polskie zapłaci im pieniądze, na które się umawiali. Co oznacza dalszy paraliż i dalszą sytuację patową, wszystko zaś odbije się nie na młodym, zdrowym Arłukowiczu jeno na schorowanych i ubogich pacjentach. Którzy swoją drogą do zwolenników Platformy nie należą, dlatego hasło "by żyło się lepiej" nie musi koniecznie i ich, niewdzięczników obejmować.

Trudno powiedzieć, cóż kieruje Arłukowiczem. Wolałbym, żeby było to zwykłe lenistwo - ostatecznie nie jest niczym nowym w tym rządzie, a arogancja i obojętność wielkich "Panów" z Warszawy wobec kwestii życia i śmierci zwykłych szarych ludzi to przykra norma wśród tak wielu podkreślających na każdym kroku, że ukształtował ich etos "Solidarności" i KOR-u. Bo jeśli to nie lenistwo, a szukanie na siłę oszczędności, to uprzejmie panu ministrowi podpowiadam, że średnia pensja "nowozatrudnionych" fachowców w ministerstwie (od czytania gazet, od opracowywania informacji medialnych, etc.) to circa 6000 na rękę. Może czas najwyższy przysiąść z ołówkiem i tabliczką mnożenia, i jakoś wyliczyć wynagrodzenia dla Rady Przejrzystości?

Chociaż po tym, jak Arłukowicz potraktował "wykluczonych" w swoim pierwszym resorcie, większych oczekiwań co do poziomu moralnego ministra nie mam.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka