Wszystko odbyło się tak, jak powinno się odbyć. Zaplanowana w każdym calu uroczystość miała pokazać światu - a przede wszystkim Rosjanom od Tweru po Władywostok - że Matuszka dalej jest krajem potężnym, groźnym i wielkimi garściami czerpie (także kadrowo) ze spuścizny ukochanego przez większość obywateli ZSRR. I pokazała, naturalnie. Wszystko ociekało złotem i jedwabiem, dzielnic wojacy grzali z luf dział skierowanych na Zachód, zaś nad Wisłą Polski żurnalista w poczytnym tygodniku rozpisuje się, jak to źli Amerykanie zatopili nieszczęsny "Kursk" i tylko zdecydowana reakcja nowego-starego prezydenta Putina ocaliła glob przed atomową zimą. To też fajny prezent, ale jednak blednący wobec tego, co zdecydował się ofiarować odchodzący Miedwiediew.
Rzecz jasna, przede wszystkim ofiarował nowemu carowi swoją pełną uległość i oddanie - odrzucił precz wszelkie propozycje, by prowadzić własną politykę i po raz kolejny zgiął kolano przed czekistowskim władcą, zapewniając, że zawsze będzie mu wierny, obojętne na jakikolwiek odcinek "demokratycznej" Rosji ten zechce go wysłać. Ale dodał coś ekstra od siebie - taki malutki majstersztyk, podpisany dosłownie na godziny przed koronacją Putina. Jakby ktoś się pytał, to przecież nowy prezydent nie może odpowiadać za postanowienia byłego, a w dodatku byłoby wielce niepolitycznie i nieelegancko uchylać na wstępie zastane już dekrety. Dekret - jakżeby inaczej - dotyczy zmian w prawie odnośnie zgromadzeń i marszów. Podobno decyzje zapadły - uwaga, teraz będzie wesoło - podczas spotkania Miedwiediewa z jego osobistą Radą "ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka". Doprawdy, Rosja jednak potrafi zaskakiwać - zarówno poczuciem humoru, jak i dystansu wobec siebie samej.
Tak czy siak, na spotkaniu wierchuszka ustaliła, że w kraju źle się dzieje, i należy to szybko zmienić. Podobno zbyt wielu ludzi wychodzi na stołeczne ulice, by protestować przeciwko władzy która jak wiadomo, chce dlań jak najlepiej. Tuż przed uroczystym świętem - inauguracją nowego prezydenta - trzeba było profilaktycznie zatrzymać ponad 400 "rozrabiaków" z opozycji, którzy chcieli zakłócić całemu krajowi beztroską atmosferę. Miedwiediew doszedł wobec tego do wniosku, że tak dłużej być nie może, i na wspomniane godziny przed ustąpieniem z urzędu podpisał dokument, w którym proponuje zmiany pod kątem "wzmocnienia gwarancji przestrzegania praw konstytucyjnych i swobód obywateli Federacji Rosyjskiej". Nikt do końca nie wie co to znaczy, bo i sama kancelaria (już eks-prezydenta) nie zdecydowała się tych niejasnych terminów rozszerzyć. Cóż, najwyraźniej sami nie wiedzą i decyzję pozostawiają - w prezencie - nowemu władcy, który z pewnością dobrze wykorzysta (bezkarnie, jak wspominałem) dobrodziejstwa zmienionych przepisów. W białych rękawiczkach, zgodnie z prawem.
Rzadki to przykład politycznej relacji mistrz-uczeń, która nie kończy się hałaśliwym rozwodem. Podobnie rzadki to przykład montowania "demokracji" po swojemu. Tylko czekać na pokrzykiwania Niemców o bojkocie Igrzysk w Soczi.
482
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)