trescharchi trescharchi
4584
BLOG

Coś się kończy, coś zaczyna - posłowie Palikota pozywają Sejm.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 51

Poseł to ma klawe życie. Gdyby tak pracował w prywatnej firmie, gdzie gospodarz ceni czas swój, czas firmy i czas pracowników, to nie dość, że w godzinach pracy nie miałby pod nosem barku wypełnionego wszelkimi kolorami butelek, to jeszcze najpewniej wyleciałby z roboty za karygodne nieróbstwo. I zarażanie tym nieróbstwem innych. Statystyka wprawdzie jest niebezpiecznym uogólnienieniem, ale możemy bez kozery przyjąć - grubo ponad połowa reprezentantów Narodu nie skalała nigdy swoich przywilejów (bezpłatne bilety, diety, forsa na prowadzenie biura etc.) jakąkolwiek ciężką pracą, do której przecież są wybierani. Chyba, że ta leniwa część Parlamentu a priori przyjmuje założenie, iż w Polsce jest znakomicie i żadnych napraw nie potrzebuje. Wówczas przepraszam za kalumnie. Posłowie korzystają też z tego (na mniejszą skalę robią to rady miejskie), że mało kto z Obywateli ma czas i ochotę przysłuchiwać się wielogodzinnym debatom lub odsłuchiwać nagrania z konkretnych komisji sejmowych. Pamiętam poczucie autentycznego szoku, gdy przez tak zwaną "komisję Rywina" przewinął się rząd kabaretowych postaci, bardziej predystynowanych do tego, co zalecał Piłsudski z kurami, niż do robienia polityki.

Ale - przyznacie Państwo - pozywanie Sejmu, miejsca pracy, do sądu przez posłów (pracowników) to mogło zrodzić się tylko w głowie kogoś, kto ma filozoficzne wykształcenie (cechujące się między innymi bezkarnością w wypisywaniu bzdur w oświadczeniach majątkowych - będę tą antypaństwową, pogardliwą dla prawa hucpę przypominał do znudzenia). Jeśli do filozoficznego wykształcenia dodamy grupę ludzi obecnych po raz pierwszy w Parlamencie i wciąż, z gorliwością neofitów wierzących, że pojedynczy poseł jest czymś więcej niż jeno trybikiem w partyjnej maszynie, to mamy gotowy diabelski napój. Przyprawimy jeszcze zupkę absurdalnym parciem na szkło i potrzebą wypowiadania się w mediach literalnie w każdej sprawie (to akurat przypadłość od prawa do lewa, nie indywidualny wyrzut) a dla smaku zakończymy rzecz przypomnieniem ostatnich sondaży, w których Ruch Palikota leci na łeb, na szyję.

Zdaję sobie sprawę, że pisanie o takich dziwacznych pomysłach jest w gruncie rzeczy tańczeniem tak, jak ich pomysłodawcy mi zagrają, ale kto wie? Może to wołanie na pustyni kogoś otrzeźwi, a ów ktoś podrapie się w łepetynę i mruknie do siebie : nosz cholera jasna, jak mogłem tak zmarnować swój głos? Po Ruchu Palikota nie spodziewałem się wprawdzie niczego dobrego - niemniej miałem chociaż delikatną nadzieję, że dla ratowania elektoratu będa chociaż oryginalni. Zawiodłem się okrutnie, bowiem gdy biada i bieda zaglądają w oczy, koledzy Palikota wracają do oklepanych schematów : walki z religią, walki z krzyżem, jakby nie zważając na to, że robili to już dawniej i spodziewanych sondażowych owoców nie przyniosło.

Dla jasności dodam, że zgadzam się poniekąd z postulatami Palikota - krzyż z pewnością nie łagodzi obyczajów na sali obrad, ba, więcej : jego obecność w tym miejscu, gdzie pada tyle głupich, złośliwych i niepotrzebnych słów stanowi dlań (jako symbolu religii opierającej się na czymś zgoła innym) prawdziwą ujmę. W Parlamencie krzyż powinien znajdować się w cichej, godnej kaplicy dokąd zachodziliby tylko ci, którym naprawdę zależy. Zbyt często obrona owej obecności nad owymi brązowymi drzwiami jest de facto profanacją krzyża - bronią go bowiem ci, którym do wypełniania Bożych przykazań bardzo, bardzo daleko. Załatwienie tej kwestii nie powinno odbywać się rękami ludzi zapatrzonych wyłącznie w polityczny zysk. Ale, jak często powiadam - do tego potrzeba innych, nowych elit. Uczciwych, odpowiedzialnych, lojalnych wobec Państwa w pierwszej kolejności.

Kolejna hucpa - innego słowa nie znajduję - Ruchu Palikota nie jest i nie może być próbą wywołania rzeczowej dyskusji na ten drażliwy temat. Zabierają się do owej hucpy po swojemu, to znaczy zapowiadają pozwy przeciwko Sejmowi o naruszenie dóbr osobistych, a już w szczególności "wolności sumienia i wyznania". Jak zwykle w przypadku wesołej zbieraninki (kadzidełka!) filozofa z Biłgoraja nie brakuje akcentów humorystycznych : zarzucają przeto Bogu ducha winnemu krzyżowi, że "znacząco wpływa na podejmowane przez posłów decyzje". Śmiechy śmiechami, ale obserwując to, co dzieje się w tym siedlisku żmij od kilku kadencji wypadałoby jednak bardziej szanować inteligencję swoich wyborców, jeśli już koniecznie chce ich się zatrzymać przy sobie takimi kuglarskimi sztuczkami.

Z pewnością krzyż zasługuje na osobną debatę. Jak powiadam, jestem zwolennikiem jego zniknięcia - zarówno z sali obrad, jak i ze szkół, gdzie też - przy obecnym poziomie większości młodzieży - jest niemym świadkiem dantejskich scen i w żaden sposob nie studzi gorących głów. Ale takowe zniknięcie nie może być wynikiem doraźnej potrzebny zaistnienia w sondażach ; Polski nie stać na takie proste precedensy, wręcz gotowe do przystawienia w inne palące kwestie światopoglądowe. Trzeba tu głosu (rozsądnego!) hierarchów Kościoła, głosów świeckich wiernych, głosów odpowiedzialnych (na razie takowych brak) polityków ze wszystkich partii, głosów wreszcie agnostyków i ateistów (może jednak nie w stylu profesor Środy). Cóż, marzenie ściętej głowy, póki nie dochowamy się nowej jakości w życiu publicznym skazani jesteśmy na cyrkowe zabiegi sondażowe grupki drżących o swoje stołki dorobkiewiczów.

Fajnie byłoby mieć już te nowe elity. Może za dwadzieścia, może za trzydzieści lat, kiedy już dogonimy zapóźnienia cywilizacyjne, będziemy sobie mogli pozwolić na taki folklor polityczny w stylu Ruchu Palikota. Teraz, niestety, jest to zarówno marnotrawieniem głosów wyborców, jak i marnotrawieniem czasu, potrzebnego do naprawy Państwa w parlamencie.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Polityka