Okazuje się, że nie tylko Radosław Sikorski (kompromitując Polskę za granicą, vide : hotel w Niemczech) jest przyczajonym PiS-owcem w łonie Platformy Obywatelskiej. Niestrudzona "Gazeta Wyborcza" wyśledziła kolejnego "kreta" (dotąd krety były domeną li tylko jednej partii, a tu okazuje się być to stałym, nagannym zwyczajem politycznym) pielęgnującego demony obskurantyzmu, zabobonów i ciemnoty. Tym razem na drodze "sił postępu" stanęła - chyba niespodziewanie dla samej siebie - marszałkini Ewa Kopacz. Wprawdzie ciągną się za nią niejasne historie z czasów jej panowania w resorcie zdrowia (zamieszanie receptowe) a w dodatku splamiła honor Polskiego parlamentarzysty ordynarnymi kłamstwami (obrażającymi w dodatku majestat śmierci niemal stu osób), niemniej jak widać nie przeszkadzało to PiS-owi uczynić ją podwójnym agentem na swoich usługach.
"Wyborcza" wydedukowała, że niegdysiejszy krytykowany proces sejmowej "zamrażarki" zastąpiła "niszczarka" - udoskonalone narzędzie ręcznego sterowania procesem legislacyjnym, naturalnie w myśl zasady "by żyło się lepiej" - wszystkie pomysły i zamierzenia PO kierują się tą zacną zasadą, jeno przez wrodzoną skromność partia Donalda Tuska nie precyzuje, komu ma żyć się lepiej, pozostawiając to subtelne niedomówienie inteligencji swoich wyborców. Jak działa niszczarka, którą do perfekcji opanowała Ewa Kopacz? Całkiem prosto. Projekty nie dostają numeru druku sejmowego i jako takie nie trafiają na obrady, lecz wędrują do komisji ustawodawczej do zaopiniowania.
W tejże komisji 30 posłów (z całej liczby 460) decyduje czy taki projekt jest dopuszczalny, czy może jednak położyć na nim "lachę". Jak zauważa z rozczulającą troską o Polską demokrację "Wyborcza" - gro z tej trzydziestki to posłowie ugrupowań konserwatywnych (redaktorzy wymienili też PO, co jest pewnym niedopatrzeniem) którzy złośliwie i uporczywie odrzucają wszystkie innowacyjnej projekty prawdziwej awangardy postępu : SLD i Ruch Palikota nie doczekały się przeto uznania projektów o in vitro, o związkach partnerskich i o ułatwieniu zmiany płci w dokumentach. W rzadkim sojuszu z PiS-em "Wyborcza" wypomina, że nie było na przykład wątpliwości wobec projektu ograniczenia wolności zgromadzeń, chociaż środowisko z Czerskiej jednocześnie utrzymywało, iż "nie rozumie" protestów Kaczyńskiego i opozycji przeciwko pomysłowi Komorowskiego. Jak to mówią, jest prawda czasu i prawda ekranu.
"Wyborcza" stawia dramatyczne pytanie : czy mechanizm ów, gdzie wola polityczna całego Sejmu zastępowana jest wolą kilkunastu osób, jest mechanizmem zgodnym z konstytucją? A zatem, czy Donald Tusk już wie, że nadepnął wpływowemu środowisku dziennikarskiemu na odcisk, pozwalając na samowolę Ewie Kopacz? Czy premier zdaje sobie sprawę, że w przecięgu tygodnia mogą być wysmarowane na temat jego i i jego rządu najróżniejsze krytyczne - a pamiętajmy, że gro wyborców PO czytuje "Wyborczą" regularnie" - artykuły? Dziennikarze wskazują : kadencja trwa ledwie osiem miesięcy, a marszałkini już posłała do owej komisji niemal 30 projektów. Z pewnym żalem redaktor piszący konstatuje, że szanse mają "tylko projekty PiS", a żaden postępowy projekt nie przejdzie. Czyżby przymiarki do reaktywacji POPiS?
Niegdyś propaganda PRL-u ukuła bardzo dobre pojęcie na taki kanon zachowań - "faryzeuszowski lament". Jeśli coś jest zgodne z linią gazety, której przecież "nie jest wszystko jedno", to machnijmy ręką na procedury, machnijmy ręką na przepisy, zbagatelizujmy literę prawa (ileż było artykułów pochwalnych na cześć Mirosława Sekuły, gdy "pokazywał pisowcom gdzie ich miejsce" w komisji śledczej?) i róbmy tak, byśmy byli syci i zadowoleni. Wówczas furda powaga Państwa, furda dobre obyczaje sejmowe - sprawiedliwość musi być po naszej stronie.
Ale gdy coś pójdzie nie tak, gdy nawet hołubiona PO zdecyduje się na nieprawomyślność, wówczas drzemy szaty na całego. Zagrożona jest konstytucja. Zagrożony jest porządek prawny. Łamane są prawa opozycji (tylko nie PiS-u; pamiętajmy, że ich projekty "mają szanse"), jedna partia decyduje o wszystkim i nagina wolę parlamentu do swoich niecnych potrzeb.
Dobrze jest poczytać "Wyborczą". A Ewie Kopacz wróżę nieprzyjemną lekturę oskarżycielskiego artykułu na przykład Janiny Paradowskiej, jeśli akurat pełni dyżur w tym tygodniu.
2258
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)