trescharchi trescharchi
2684
BLOG

Janina Paradowska kontratakuje ku czci Donalda Tuska.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 13

Dziennikarka w kwiecie wieku. Jeden z najsmutniejszych w sumie przykładów na to, jak źle reaguje człowiek na dotknięcie jego umysłu przez syndrom Demiurga. Wbrew pozorom nosiciel początkowy owego syndromu - Adam Michnik - zachowuje jednak podziwu godną wstrzemięźliwość, atakując czytelników z wyżyn swojego intelektualnego Olimpu raz na jakiś czas. Janina Paradowska została dotknięta o wiele drastyczniej - doprawdy, na palcach jednej ręki można zliczyć sytuacje i zdarzenia, których publicystka nie chciałaby skomentować. A ponieważ ma możliwość i na falach eteru, i na łamach "Wyborczej" - komentuje dosłownie wszystko, niestety zazwyczaj prowadząc swoje wywody logiczne do prostego mechanizmu : rząd jest niezły, a zrobiłby jeszcze więcej, gdyby nie paskudna opozycja (zazwyczaj PiS, ale nie zawsze). No cóż, bycie na "ty" z premierem zobowiązuje - swoją drogą, gdyby do podobnej konfidencji (z Kaczyńskim dajmy na to) przyznał się któryś z prawicowych publicystów, byłby zjedzony z kosteczkami. Ale dużym wolno więcej.

Przykro się słucha Janiny Paradowskiej, naprawdę. Nie chodzi nawet o jej kadzenie rządowi - nie pierwsza i nie ostatnia to osoba, która dobrze wyczuła, skąd płyną konfitury i czego mówienie a czego przemilczanie zapewnia spokojny byt w "elicie" dziennikarzy Polskich. Owa żurnalistka - oportunistka tak samo odnalazłaby się w chwaleniu każdego innego ugrupowania, ba! Jestem przekonany, że gdyby sytuacja wymagała, to po początkowych wahaniach i hamletycznych wyborach przeszłaby w końcu do obozu zwycięzców. Przykro to pisać, bo i to kobieta, i to kobieta starsza, ale niestety - ten typ tak ma. Szkoda, że wyciągając kogoś takiego na piedestał robi się krzywdę całemu środowisku dziennikarskiemu w Polsce.

Paradowska zdecydowała się (nihil novi) wziąć w obronę Ewę Kopacz, a przy okazji cały rząd Donalda Tuska. Tym razem nie broni go przed hordami oszalałej prawicy z pochodniami, ale - uwaga ! - przed Ruchem Palikota i "Wyborczą". Czerska informowała z niepokojem, że Ewa Kopacz trzyma w rękach "niszczarkę" sejmową utrącając w ten sposób światłe projekty obyczajowych rewolucjonistów. Temat podjął Robert Biedroń, informując opinię publiczną że w sejmie już od kilku kadencji jest "burdel i syf". Janina Paradowska ze znakomitym refleksem dojrzała ranną zwierzynę i zripostowała posłowi Palikota, że jak mu się w sejmie nie podoba, to może wygasić swój mandat. To pewna nowość, bowiem gdy w latach 2005-2007 PO kontestowało co chwila jakieś obyczaje parlamentarne, przyklaskiwała malkontentom. Tym razem w praktykach Ewy Kopacz, ignorującej większość posłów nie widzi nic złego, a każdy krytyk manier pani marszałkini może przecież odejść z polityki, nikt go pod pistoletem w Sejmie nie trzyma.

Zdaniem Paradowskiej nie ma nic złego w tym, że Ewa Kopacz praktycznie samodzielnie decyduje o losach projektów zgłaszanych przez opozycję, mało tego, jeśli zechcemy się na poważnie przyjrzeć tej mało etycznej praktyce to "zabrniemy w ślepy zaułek". Wprawdzie, gdyby dajmy na to marszałkiem był ktoś z PiS-u, a partia Kaczyńskiego miałaby większość, ona pierwsza darłaby szaty nad upadkiem demokracji i domagała się kategorycznie konwentów seniorów, zgromadzeń narodowych, trybunału konstytucyjnego i stanu, słowem wszystkiego. Taka to jest Janina Paradowska - niestrudzona bojowniczka o przestrzeganie prawa i dobrych obyczajów, ale tylko pod pewnym warunkiem.

A Kisiel przewraca się w grobie, że nagrodę jego imienia zgarnął ktoś tak służalczy wobec aktualnej władzy.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka