trescharchi trescharchi
1836
BLOG

Rzeczywistość równoległa Daniela Passenta.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 20

Czytanie "Polityki" jest pewnym wyzwaniem dla człowieka chcącego poznać szerokie spektrum wszystkich opinii na rozwiązanie Polskich problemów. Pal licho, że poczesne miejsce w redakcji i w zawartości pisma zajmuje nestorka Polskiego dziennikarstwa - Janina Paradowska - w tekstach której nagromadzenie słowa "Kaczyński" powoduje w najlepszym razie znużenie i ziewanie czytalnika. Pal licho, że znajdziemy tam pisaninę Jacka Żakowskiego - człowieka zabierającego głos absolutnie na wszystkie tematy, od futbolu, przez dług publiczny, po politykę zagraniczną, z tym samym zazwyczaj skutkiem (przy okazji człowieka, który tydzień w tydzień zaprasza na męski sabat czarownic do TOK FM dziennikarza tak skompromitowanego jak Tomasz Wołek). Pal wreszcie licho, że do "Polityki" pisuje człowiek ścigany z oskarżenia karnego, który mimo to czuł się bezkarny do momentu gdy - jak mniemam, było to dlań zdumiewające - "salon" odwrócił się do niego miejscem, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę. A jego kolega z tandemu - w idealnej ilustracji sposobu myślenia wszystkich ulubieńców mainstream'u - wylewał "Wyborczej" gorzkie żale, że przecież jak najeżdżali na Kaczory i ciemnogród, to wszystko było okay.

Niestety, w "Polityce" jest też miejsce dla felietonów Daniela Passenta, postaci o bogatym i barwnym życiorysie. Naturalnie, o gustach się nie dyskutuje, ale z upływem nieubłaganego czasu przebrnięcie (ze zrozumieniem!) przez twórczośc Passenta jest zadaniem coraz bardziej karkołomnym, a zęby i oczy zgrzytają. Niemniej, mimo wyraźnego spadku pisarskiej formy - Passent jest hołubiony przez "salonowe" środowiska, a każdą jego wypowiedź traktuje się jako dogmat. Problem jeno z tym, że jeśli pisze się coś do poczytnego tygodnika, wypadałoby brać odpowiedzialność za własne słowa i przemyślenia. Naturalnie, jeżeli chce się być uważanym za poważnego autora w oczach kogokolwiek innego niż zaczadzeni "jedynym słusznym" myśleniem.

Ostatni felieton Daniela Passenta był niejako potwierdzeniem teorii niektórych ufologów i badaczy zjawisk nadprzyrodzonych - zaiste, mimo wymownego pukania się w czoła niedowiarków istnieje coś takiego jak rzeczywistość alternatywna, równoległa do świata, w którym żyjemy (a w Polsce Donalda Tuska coraz częsciej usiłujemy żyć). Pewnie nawet von Daniken nie wykoncypował sobie, że najwięcej ludzi żyjących w rzeczywistości równoległej znajduje się w Polsce, osobliwie w trójkącie (Bermudzkim?) "Wyborcza" - "TVN" - "TOK FM". Na szczęście dla pozostających w bolesnej niepewności badaczy Passent popełnił swoim felietonem swoisty coming-out i przyznał się całej Polsce, że tkwi w alternatywnym wymiarze czasu i przestrzeni.

Dokonał tego powracając do swojej doskonałej formy pisarskiej sprzed lat, przy okazji tworząc jedno ze sztandarowych krótkich (niestety) opowiadań nowej fali Polskiego science-fiction (przy czym : więcej fiction). Otóż w rzeczywistości Daniela Passenta Donaldowi Tuskowi idzie "jak po maśle". Oto dzięki Donaldowi Tuskowi Radwańska osiągnęła finał Wimbledonu, siatkarze zdobyli Ligę Światową, Euro zakończyło się gigantycznym suceksem, za granicą piszą o nas dobrze. Passent konkluduje : "przydałoby się coś spieprzyć, żeby świat zaczął śmiać się z Tuska".

Ech, takiemu to świetnie - trzeba zazdrościć życia w tak idealnym świecie, pod idealnym przywództwem Jedynego Słusznego. A u Nas, w rzeczywistości? Miasta po Euro pozadłużane, drogi rozkopane, recesja kroczy wielkimi krokami, z Tuska śmieją się za granicą z powodu serwilizmu wobec Rosjan, z Sikorskiego kpią, bo szuka Polskich kanałów w niemieckiej telewizji, bezrobocie rekordowe jak na lato, dług publiczny doszedł do takiego stadium, że nawet zepsuł się osławiony balcerowiczowski licznik. Lekarze protestują, pacjenci dogorywają w gigantycznych kolejkach, administracja Państwowa przeżarta jest gigantyczną aferą korupcyjną odnośnie informatyzacji. U nas, niestety, nie idzie Tuskowi jak po maśle. Raczej jak po starym smalcu.

Zazdrościmy wszyscy Danielowi Passentowi pozostawania w tej idyllicznej rzeczywistości. Wierzymy, że będzie częściej pisywał swoje malutkie opowiadanka sci - fi i pocieszał wszystkich ciężko pracujących Polaków, marzących o pracy w (rzekomo redukowanej) administracji publicznej i konkursach rozstrzyganych wedle kompetencji, a nie wedle stażu działalności w partii Donalda Tuska.

Ponieważ autor doskonale się spisał, wypadałoby mu zadedykować jakiś utwór muzyczny, by miał czego słuchać w idylli tamtego świata. Po dłuższych namysłach nie można wybrać niczego innego, niż nieodżałowaną piosenkę nieodżałowanego trenera II Klasy, Wacława Jarząbka.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka