Dzisiaj krótka notka o negocjacjach.
Wyobraźmy sobie sytuację - jest sobie spółka, jest kilku wspólników. Jeden z nich został przez spółkę wydelegowany do negocjowania zakupu jakiegoś towaru. Negocjacje trwają.
Negocjujący wspólnik puszcza do mediów komunikaty - "tak naprawdę, to jeszcze nie wiemy, czy ten towar jest nam potrzebny, w sumie nie wiemy jeszcze, czy go chcemy kupić. Poza tym jest trochę niejasności, jeżeli chodzi o ten towar. Generalnie - jeszcze nie kupiliśmy, i wcale nie wiadomo, czy kupimy".
Taktyka podczas negocjacji jak najbardziej rozsądna.
W międzyczasie jeden ze wspólników nie zaangażowanych - jeszcze podczas negocjacji - też uderza do mediów, i mówi, że spółka musi koniecznie mieć ten towar. Że wszyscy wiedzą, że musimy kupić. I publicznie pogania negocjojucego. Próbuje na nim wymusić stwierdzenie 'kupujemy' podczas trwania negocjacji, których treść jest 'zastanawiamy się'.
To taki klasyczny przypadek podobny do małżeńskiego kupowania samochodu/domu. Jedno z małżonków szuka wad, marudzi, by obniżyć cenę, mówi 'jeszcze nie wiemy, czy akurat to kupimy'. A drugie się napala, i mówi od razu 'musimy to mieć, kupujemy już teraz, cena w ogłoszeniu jest dobra'.
Na koniec małe pytanko - czy wspólnik wcinający się w negocjacje prowadzone przez wydelegowanego, w sposób opisany przeze mnie powyżej, działa dla dobra spółki ? Nie pytam o jego intencje, tylko o to, jaki to przynosi efekt.
Jak już sobie odpowiedzieliście, to wiecie, czym kierują się niektórzy politycy. Albo czym się nie kierują.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)