trubro trubro
246
BLOG

Religia w przedszkolach

trubro trubro Polityka Obserwuj notkę 15

Dziwnym trafem media zaczęły trąbić o religii w przedszkolach. Dziwnym - bo pojawiły się informacje o tym, że 'mają wprowadzić' w jednym mieście. I nagle kupa ludzi zaczyna krzyczeć - 'granda !', 'tak nie może być !' itp. Obudzili się nagle dziennikarze, podczas, gdy są miasta, gdzie od wielu lat religia religia jest w przedszkolach. Na przykład w Gdańsku. Jak zapisywałem dziecko do przedszkola dwa lata temu, to nie mogłem w to uwierzyć. Ale cóż - przymusu nie ma, prawda... Tylko że ta religia nie jest 'ostatnią lekcją', gdzie dziecko nie uczestniczące wyjdzie po prostu wcześniej. Podczas religii albo zostaje w sali, gdzie odbywa się religia - i widzi, jak inni rozmawiają, śpiewają itp., słucha, co katechetka mówi - czyli jest indoktrynowane, albo widzi obok grupę, która robi coś bez niego - czuje się odtrącone. Może też wyjść na ten czas z sali. Pójść na korytarz, albo do innej grupy. Podobnie jest, gdy dostaje karę za złe zachowanie. Czyli - nie chodzisz na religię, to jesteś karany. Wychowawczynie są złe, że mają problem z dzieckiem, które nie może tak jak inne chodzić na religie. Przecież co to szkodzi. Zaraz po religii inne dzieci podekscytowane opowiadają - 'a wiesz, bo trzeba się modlić i chodzić do kościoła, bo się pójdzie do piekła. A w piekle jest diabeł, i on gotuje ludzi w takim wielkim garnku. Jak ktoś się nie modli, albo nie chodzi do kościoła, to on tam pójdzie, do piekła. A ty jak nie chodzisz na religię to też pójdziesz do piekła. A jak rodzice nie chodzą do kościoła, to trzeba im w niedzielę powiedzieć, żeby poszli, bo diabeł też ich zabierze'. I dziecko słyszy, że jest niedobre, złe, bo nie chodzi na religię, że pójdzie do piekła, i że diabeł je zje. Bo dzieci w tym wieku rozumują prosto, i biorą to, co im dorośli opowiadają - szczególnie 'nauczyciele' - za pewnik. Po jakimś czasie rodzice chcąc oszczędzić dziecku stresu (mało który rodzic jest nieczuły na płacz dziecka) zapisują je w końcu na religię. System totalitarny wygrał. Przepraszam - inaczej to trzeba nazwać - dziecko dzięki łasce bożej nawróciło rodziców. Teraz wszystko jest w porządku - wie, że do piekła pójdą inni, bo ono się modli i chodzi na religię. Gorzej, gdy nie pójdzie w niedziele do kościoła. Wtedy się boi i płacze w nocy. Rodzice - dla których stres i płacz dziecka to poważny argument - idą z dzieckiem co niedziela do kościoła. System totalitarny wygrał. Znaczy - dziecko nawróciło rodziców. Dzięki dziecku stali się lepsi, wrócili do boga. Cud bożej łaski.
A teraz dziecko uczy się paciorka. 'Aniele boży stróżu mój...'. 'Jak się mówi ten paciorek, to aniołek pilnuje, żeby się nam nic nie stało, żeby złodziej w nocy nie wszedł'. Kładziemy dziecko spać. Za jakiś czas słyszymy płacz. Pytam syna, co się dzieje - po paru minutach udaje mi się zrozumieć pośród spazmów, że zapomniało jak się mówi paciorek, i teraz złodziej przyjdzie w nocy. Ale luz. Już po godzinie mówienia, że nie przyjdzie, że w oknie jest krata, a poza tym mamy wielkiego psa (dog niemiecki - taki fajny psiaczek koło 100 kg ;) ) który pilnuje nas przed złodziejami, i jest w domu mama i tata, i złodziej nie wejdzie - dziecko się uspokaja. Jakoś nie miałem ochoty dostąpić następnego cudu nawrócenia i odmówić z dzieckiem 'aniele boży...'. To już było ponad moje nerwy. System totalitarny tym razem przegrał. Ale było ciężko - bo już mi przez głowę przechodziły myśli, żeby synowi pokazać pistolet gazowy - żeby się nie bał, bo mam coś na złodzieja i żeby odwrócić uwagę od płaczu. Takie głupoty mi do głowy przyszły. Może po prostu jak widziałem, jak moje dziecko płacze, to chciałem kogoś zastrzelić ?

Dla wszystkich tych, którzy uważają, że dzieci powinny 'rysować niewinne kolorowanki z jezusem na krzyżu, uczyć się piosenek i paciorka' mam propozycję - będę przez pół godziny raz w tygodniu straszył ich dzieci. Kazał rysować torturowanego faceta. Opowiadał, że ich rodzice są źli, bo nie chodzą co niedziela na spacer do lasu - i że przez to zje ich potwór. I że jak nie będą co wieczór mówili wierszyka (który trzeba zapamiętać), to w nocy przyjdzie złodziej. I że cały czas ktoś na nich patrzy. I jak są niegrzeczni, to diabeł może ich zjeść. Chyba, że będą jedli co niedzielę taki specjalny chlebek. Ale będą mogli go jeść dopiero jak podrosną. Ciekawe, czy taki Giertych się na to zgodzi - trochę dzieci ma, miałbym komu opowiadać takie głupoty. Ale pewnie nie miałbym sumienia.

Teraz mój syn chodzi do zerówki. Za każdym razem jak odrabia lekcje, to z religii. Takie fajne kolorowanki z krzyżem. Do tego często lekcje są przedłużane, bo katechetka się nie 'wyrabia z programem'. I moja żona stoi jak głupia pod szkołą czekając 20 minut z innymi rodzicami aż katechetka raczy skończyć. A na religię chodzi, bo system totalitarny wygrał już wcześniej. Bo bazuje na miłości rodziców do dzieci, na tym, że rodzice chcą dzieciom oszczędzić stresu. Bo nie chcę, żeby za moją wolność przekonań płaciło moje dziecko. Żeby inne dzieci mu mówiły, że pójdzie do piekła, żeby było tym, który się wyłamuje. Jak będzie miał kilkanaście lat, to sam się zniechęci do religii. Wierzę, że wyrośnie na mądrego człowieka, i zobaczy, jak był przez wiele lat indoktrynowany. Mam tylko nadzieję, że nie będzie miał do mnie o to pretensji. Ja do swoich rodziców nie miałem.

A do tych, którzy twierdzą, że jak się mi religia nie podoba, to żebym swojego dziecka na nią nie posyłał dam dobrą radę - niech spróbują wysłać swoje dziecko do przedszkola i nie zapisać na religię podczas gdy inne dzieci będą na nie chodzić. Tak na próbę. To przecież nie jest grzech - grzechem jest niechodzenie do kościoła, niemodlenie się co wieczór, przed posiłkiem itp... Może będą mieli szczęście, i dziecko nie będzie wracało z przedszkola przekonane, że jego rodzice pójdą do piekła, że w nocy przyjdzie złodziej, itp. Bardzo im tego życzę. Ale ja na ich miejscu bym nie ryzykował. Jak pisałem wcześniej - nie chcę, żeby za moją wolność przekonań płaciło moje dziecko. A system jest tak skonstruowany, że dziecko może za to zapłacić. Jak religia była poza szkołą - to w szkole o religii nie rozmawialiśmy. Bo po szkole nie chodził ksiądz, bo przed religią trzeba było pójść do kościoła - do salki katechetycznej, po religii wracaliśmy do domu. Dzieci mówią najczęściej o tym co było przed chwilą tym, co w tym wydarzeniu nie uczestniczyli, albo mówią, co zaraz będzie, i co było ostatnim razem. I mówią o tym, z czym im się kojarzy miejsce, w którym są. Jak jest religia w szkole, to dzieci o niej w szkole mówią. A to niestety u dzieci może powodować lęki. Bo dziecko nie łapie abstrakcji pewnych pojęć religijnych - wierzy bezgranicznie w to, w co nie wierzą za bardzo nawet dorośli katolicy. Bo z jednej strony chodzimy do kościoła, a z drugiej jakoś się nie przejmujemy tym, że nie można pić, palić, przeklinać, obgadywać, kłamać...
Tego, kto pozwolił na religię w szkołach powinni publicznie wybatożyć. Ale tego, kto pozwolił na religię w przedszkolach powinni publicznie powiesić za jaja.

trubro
O mnie trubro

jestem z białka Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą, I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą. Ręce za lud walczące sam lud poobcina. Imion miłych ludowi lud pozapomina. Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie. a to nasz wieszcz narodowy, jakże przewidujący nasze czasy - a tak dawno temu te słowa pisał

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka