Tak ostatnio się zastanawiałem, dlaczego nasz system podatkowy nie potrafi się w znaczący sposób zmienić. Razem ze szwagrem doszliśmy do tych samych wniosków, które są chyba przerażające. W swojej prostocie.
Wyjaśnienie jest banalne - nikt, kto mógłby o tym zdecydować nie wie, jak policzyć wpływ zmian na gospodarkę. Znana całemu światu prawda ekonomiczna, że w sytuacji za wysokich podatków wpływy do budżetu są niższe, niż byłyby gdyby podatki były mniejsze fajnie brzmi na wykładzie z ekonomii. Ale kto da gwarancję, że jak teraz obniżymy podatki o 1 %, to wpływy się zwiększą ? Takie rzeczy oczywiście można policzyć z dużym prawdopodobieństwem. Ale można się pomylić. Oczywiście - przy stałych podatkach obliczenia również mogą być mylne. Ale - stawiam się teraz w roli rządzących - po co zmieniać, i ryzykować, że nie wyjdzie ? Jak będzie wtopa gospodarcza w sytuacji gdy nic nie ruszaliśmy, to możemy zwalić na poprzedni rząd, i mówić, że to wszystko jest tak zawiłe, że nie da się tego zmienić tak po prostu. I że robimy co możemy, ale jest tak napsute, że hej. A jak zmienimy cokolwiek, a będzie źle dalej przez jakiś czas (bo dobrze tak od razu po zmianie nie będzie), to będzie na nas.
Byłoby inaczej, gdyby o zmianach ekonomicznych decydowali bardzo dobrzy fachowcy. Tacy są na świecie. Ale tacy nie decydują - przynajmniej u nas. Nawet, gdyby polityk poradził się fachowca (dobrego ministra finansów na przykład), to musiałby mu zaufać, że to co mówi jest prawdą. Zaufać wynikom obliczeń, których nie rozumie. Czy Kaczyński zaufa Gilowskiej (zakładając, że Gilowska potrafi to policzyć)? Czy Gilowska uwierzy, że Kaczyński jej zaufa - i pójdzie na całość w obliczeniach przedstawiając propozycje takie, o których wie, że Kaczyński ich nie zrozumie i jego 'instynkt niefachowca ekonomicznego' będzie podpowiadał mu, że są złe ? Czy Lepper zaufa obliczeniom Gilowskiej ? Czy będą woleli zostawić system podatkowy taki jaki jest, ewentualnie wprowadzać nic nie znaczące dla całości zmiany (przerzucać najwyżej ulgi z jednego miejsca w drugie) ?
Dobry minister finansów to chyba najmniej wdzięczne zajęcie w rządzie. Jest jedyną osobą, która jest w stanie pomóc krajowi - obliczyć, że na przykład podatek liniowy 15 % zmieniłby w ciągu 3 lat sytuację gospodarczą na lepszą. Tylko, że albo musiałby nauczyć swojej wiedzy wszystkich tych, którzy o takich zmianach decydują, albo sprawić, aby wszyscy uwierzyli w jego fachowość, i akceptowali decyzje podejmowane przez niego. W sytuacji, gdy każdy polityk uważa sie za fachowca od wszystkiego, długo nie będzie to możliwe.
Mamy po prostu albo za głupią, albo zbyt nieufną w stosunku do swoich fachowców klasę rządzącą. Albo jedno i drugie.
40
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)