Jak można zmuszać ludzi do egzekwowania prawa, o którym wiadomo, że jest niekonstytucyjne ? Jak trzeba, to można w ciągu kilkunastu godzin ogłosić coś w Dzienniku Ustaw (już to pisiolki zrobiły raz przecież) - jak można zwlekać w takiej sprawie ? Kpina w żywe oczy - trybunał stanu się należy. Poglądy naczelny pisiolek może mieć jakie chce, ale w tak ważnej sprawie powinien 'przyspieszyć' tryb ogłaszania wyroku TK - nie tylko postąpiłby uczciwie, ale pokazałby klasę.
Ale nic to - w świetle tego, że DAŁO SIĘ ogłosić jeden wyrok TK w ciągu jednego dnia (chyba kilkanaście godzin to było) - i to tej samej ekipie, oraz tego, że ogłoszenie do 15go tego wyroku leży w bardzo ważnym interesie praworządności w Polsce (jeżeli wiadomo, że prawo jest 'nielegalne', to trzeba zrobić wszystko, aby nie były z niego wyciągane konsekwencje) - moim zdaniem Jarkowi Kaczuszce należał się będzie trybunał stanu.
A Lechowi też by się przydał - za pogwałcenie konstytucji. Wydał decyzję (zakazującą Parady Równości), która była niezgodna z konstytucją. Czyli tę konstytucję złamał. Ale niestety - złamał ją jako prezydent Warszawy, a nie Polski - w związku z tym nie podlega za ten czyn Trybunałowi Stanu. Jedyne, co się mogło stać, po tej decyzji , to to, że Sejm - na wniosek premiera mógł 'rozwiązać organ stanowiący samorządu terytorialnego'. Ale można go ugryźć z innej strony - wystarczy udowodnić mu, że jako prezydent RP chciał zmienić prawo tak, aby było niezgodne z konstytucją. I nie będzie się mógł tłumaczyć, że wydawało mu się, że z konstytucją jest zgodne - w końcu prawnik jest ;)
Ja to bym postawił przed trybunałem wszystkich posłów (niestety, nie jest to możliwe - posłowie za głosowanie przed TS nie odpowiadają), którzy głosowali za ustawami niezgodnymi z konstytucją - chyba, że udowodnią, że nie wiedzieli, że taka niezgodność zachodzi. Niech udowodnią, że nie znają konstytucji, a jeżeli ją znają, to nie potrafią ocenić (niekoniecznie sami - niech sobie prawników opłacą do wytłumaczenia im pewnych rzeczy), czy to, za czym głosują jest zgodne z najwyższym aktem prawnym, czy nie. Ciekawe, kto broniłby się w ten sposób.
Co to jest naruszenie konstytucji ? Czy wprowadzenie przepisu niezgodnego z nią - i to w sprawach zasadniczych - wolności obywateli - jest jej naruszeniem ? Pozbawienie kogoś prawa do obrony ? Zmuszanie do świadczenia przeciwko sobie pod groźbą sankcji ? ech... Wszyscy co tak głosowali - pod sąd (tylko jaki?) - nawet PO, która walcząc o elektorat PiS'u podlizuje się mu, i zaczyna stosować pisowskie metody propagandy.
Bardzo smutne jest to, że gdyby wywalić z Sejmu wszystkich posłów głosujących za niekonstytucyjnymi przepisami, to mało kto by pozostał. Garstka posłów SLD może - bo jednego im nie można odmówić - niektórzy z nich potrafią myśleć logicznie, i znają prawo, albo znają kogoś, kto je zna.
Tak naprawdę, to nasuwa się tu zasadnicze dla naszego 'ustroju' pytanie - czy mamy prawo wymagać od posłów znajomości Konstytucji oraz zdolności do oceny, czy to, za czym głosują jest z nią zgodne, czy nie ? Można bronić posłów mówiąc -' nie wymagajmy od nich tego, żeby byli prawnikami'. Ale - nie mają znać całego prawa, tylko PODSTAWOWY AKT PRAWNY - konstytucję, oraz pewne zasady wnioskowania. Można też stworzyć mechanizm, który nie działa - tak, jak w tej chwili - po fakcie (TK wypowiada się o ustawach już działających), tylko zapewnia, że nawet, jak poseł nie znający się na tym, co robi (na ustanawianiu prawa) stworzy bubla, to PRZED wejściem w życie ocenią to eksperci, i będą męczyć ustawę dopóki będzie OK. Jeżeli jednak nie jest tak - jedyny prawniczy organ kontrolny działa po wejściu ustawy w życie - mamy chyba prawo wymagać od tych, którzy tworzą prawo, aby robili to porządnie. Jeżeli sami bronimy posłów mówiąc 'przecież nie muszą być prawnikami', to strasznie źle o nas świadczy. Jeżeli potem jeszcze raz ich wybieramy - to jest to tragedia.


Komentarze
Pokaż komentarze