Tak sobie postanowiłem przypomnieć konstytucję:
Art. 53.
7. "Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania."
i mam takie pytania:
- czy szkoła (uczelnia wyższa) to organ władzy publicznej ?
- czy wprowadzając religię do szkół nie powodujemy, że katolicy - zgodnie z zasadami swojej religii muszący wysyłać dzieci na religię - są zmuszani do informowania szkoły i ministerstwa oświaty o tym, że są katolikami ? (mogą 'oszukać' władze nie wysyłając dzieci na religię, mimo, że są katolikami - ale wtedy postępują niezgodnie z nakazem religii)
- czy umieszczając religię na świadectwie (w tym maturalnym) nie zapisujemy informacji o wyznaniu, która będzie dostępna władzom, pracodawcom ?
Oczywiście - obrońcy ocen z religii na świadectwach mówią, że przecież nikogo się nie zmusza do ujawniania religii, katolik może przecież nie chodzić na religię. Ale jeżeli nie chodzi - to grzeszy. Pozbawia się (albo znacznie utrudnia ich dostąpienia) sakramentów - pierwszej komunii, bierzmowania - bo do nich przygotowania są na religii.
Informacja w postaci 'uczestniczył na religię/etykę' pozwala na stwierdzenie, że:
- jeżeli wybrał 'etykę' - to albo ktoś nie jest katolikiem, albo jest grzesznikiem
- jeżeli wybrał religię - jest katolikiem. Bo uczestniczy w obrzędach katolickich. Identyfikuje się z kościołem.
Kiedyś jeden ksiądz próbował mi wmówić, że to, że ktoś chodzi na religię, to nie oznacza, że jest katolikiem. Ale potem w dyskusji doszliśmy do tego, że zgodnie z tym tokiem rozumowania bycie księdzem też nie musi oznaczać, że się jest katolikiem. W związku z tym przyjęliśmy definicję, że ten, kto 'uczestniczy we wspólnocie kościoła' jest w tym momencie katolikiem. Chyba, że wszystkich oszukuje, i chodzi na religię po to, żeby oszukać państwo. Ale równie dobrze może oszukać w zdaniu 'jestem katolikiem' będącym odpowiedzią na pytanie, czy nim jest.
Decydując, czy dziecko chodzi na religię, czy nie odpowiadamy na pytanie 'czy jesteś/czy dziecko jest katolikiem'. Argument mający odeprzeć fakt, że musimy ujawniać światopogląd brzmi w uproszczeniu 'przecież zawsze można skłamać'.
W każdym razie - państwo od wielu lat nie szanuje konstytucji. Wprowadziło religię do szkół, wprowadziło oceny z religii na świadectwie, teraz wliczać się mają do średniej. Artykuł konstytucji:
"Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób."
pozwala na wprowadzenie religii do szkół. Niestety. Może być sprzeczny z poprzednio cytowanym artykułem. Ale nie musi. Zależy to od definicji 'organów władzy publicznej' oraz od ustaw dodatkowych dotykających tego tematu. Jeżeli informacje imienne o tym, kto chodzi na religię, a kto nie - nie są zapisywane w dokumentach, które są dostępne w MEN (w dziennikach na przykład) - to władza publiczna o niczym nie wie (jeżeli szkoła nie jest organem władzy, a tylko MEN jest). Jest luz. Ale - jeżeli te informacje są dostępne, jeżeli na dokumentach państwowych (świadectwach) jest ta informacja - to wtedy jest wtopa. Czyli jest jak jest. Tylko czekam na to, aż TK się zajmie tym kwiatkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)