Przeczytałem sobie o kolejnym 'psie-bestii' który nie wiadomo dlaczego atakuje. I nie można sobie z tym poradzić. Pies to 'amstaf'. Piszę w cudzysłowie, bo w większości takich przypadków okazuje się, że był to pies 'rasowy, ale bez rodowodu'.
W czym jest problem ? Ano w tym, że pies bez rodowodu nie jest psem rasowym. Wszystko, co wiemy o danej rasie możemy sobie wyrzucić tak naprawdę na śmietnik. Bo może to się sprawdzić, a może się nie sprawdzić. Dlaczego szczeniaki nie dostają rodowodu ? Bo na przykład rodzice byli rodowodowi, ale żaden z nich nie miał statusu reproduktora. Status reproduktora dostaje pies, który nie tylko ma rodowód, ale też nie ma cech dyskwalifikujących go do rozmnażania. W większości przypadków taką cechą jest nadmierna agresja (albo tchórzliwość - która też może się przerodzić w agresję). Nie można pozwolić, by pies który ma warunki fizyczne do robienia krzywdy (a psy mają taki refleks i szybkość, że nie muszą mieć 90 kilo by wygrać z człowiekiem) miały dziedziczoną agresję. Dlatego pies rodowodowy musi być na paru wystawach, na których sędziowie go oceniają - bez tego nie będzie reproduktorem. A sędziowie widząc psa agresywnego nie mogą dopuścić go do rozmnażania. Bo takie cechy mogą być dziedziczne. Żeby było śmieszniej ostatnie doświadczenia hodowców ON'ków w Niemczech wykazały, że psy potrafią dziedziczyć nawet wyuczone komendy - niezła rewolucja, czekam na potwierdzenie tego faktu przez innych badaczy. To oznaczałoby, że nawet, jeżeli agresja jest wyuczona - to potomstwo też będzie ją miało.
Druga sprawa - chów wsobny. Hodowcy, którzy sprzedają psy 'bez rodowodu' to margines (nie ilościowy) hodowców psów. Taki ktoś nie ma żadnej etyki, nie myśli jak hodowca - myśli jak biznesmen. Liczy się ilość i kasa. Stosując chów wsobny oszczędza się na kosztach. I tu niestety może być problem - częste choroby psychiczne u psów są tego efektem. Nadmierna agresja również - jeżeli psy są z tego samego miotu (do tego 'nierodowodowego'), i zostaną skrzyżowane, to pewne cechy się wzmocnią. Nie będą to raczej dobre cechy - z jakiegoś powodu tego rodowodu nie ma.
I trzecia sprawa - chowanie 'w stadzie'. Pseudohodowcy trzymają psy razem. Psy paromiesięczne śpią razem. Wytwarza się stado, w którym komunikacja odbywa się za pomocą agresji i dominacji. Nie można tak robić - psy wtedy uczą się agresji, której w innych warunkach by się nie nauczyły. Tak przy okazji - jak ktoś chce mieć trzy psy 'groźne', żeby pilnowały podwórka - to muszą przynajmniej na noc i na czas karmienia być trzymane oddzielnie.
Tak podsumowując - każdy, kto kupuje psa 'rasowego, ale bez rodowodu' kupuje bombę. Może ona nie wybuchnąć przez wiele lat, może nie wybuchnąć wcale. Ale pozostaje prawdopodobieństwo. Kupując psa od kogoś, kto sprzedaje 'bez rodowodu' mamy pewność, że kupujemy od kogoś, kto interesuje się pieniędzmi, a nie tym, żeby dbać o rasę. Na pewno ten pies ma cechy, z powodu których nie może mieć rodowodu. Trzeba przejrzeć listę cech dyskwalifikujących u danej rasy i zastanowić się, którą z tych cech będzie miał 'nasz szczeniak'. Jeżeli tych cech jest na przykład 6 - to mamy 1/6 szansy na to, że będzie agresywny - tylko z powodu 'pochodzenia'. Jeżeli kupujemy psa od pseudohodowcy, to jest też bardzo duże prawdopodobieństwo, że pochodzi on z chowu wsobnego (zwiększone ryzyko agresji), oraz w wypadku 'starszych' psów, że żyły w dzikim stadzie (razem spały/jadły z dużą ilością psów). Jeżeli te wszystkie rzeczy wystąpią razem - to mamy pięknego pieska, który wygląda jak rasowy, ale mamy też 100% pewności, że w końcu mu odbije. Będzie dobrze na przykład przez rok-dwa, zanim pies nie osiągnie dojrzałości. Ale w końcu będzie bieda.
Dlatego tak sobie pomoralizuję, i zaapeluję do wszystkich - ludzie, jak chcecie mieć psa którego warunki fizyczne pozwalają mu na zrobienie krzywdy człowiekowi - nie kupujcie psów bez rodowodu. Pseudohodowcy robią kasę, bo sprzedają wybrakowany towar ludziom, którzy nie mają pojęcia, co robią. Zastanówcie się, czy dla oszczędności kilkuset złotych warto ryzykować życie/zdrowie wasze, waszych dzieci, waszych sąsiadów.
A piszę to sam mając wspaniałego doga niemieckiego z 'dobrej hodowli'. Ma on około 90 kilo, jest niesamowicie szybki (chociaż nie wygląda) i ma świetny refleks. Człowiek nie miałby z nim żadnych szans. Ale - piesek ma rodowód, i wiem, że nie odziedziczył agresji. A wychowany został tak, że jej się nie nauczył. To jest rasa, której nie można szkolić do obrony i potem trzymać go w domu. Ma instynkt, który mu wystarczy, a przy jego warunkach fizycznych lepiej, żeby nie wiedział, że gryzienie to fajna zabawa. Podobno ten instynkt mu wystarczy w sytuacjach zagrożenia. Podobno rasa kiedyś służyła do obrony przed lwami. A jest on niesamowicie cierpliwy, niesamowicie trudny do rozdrażnienia (fachowo mówiąc bardzo wysoko postawiony próg agresji). Inne psy olewa - dwa razy próbowały go jakieś 15kilówki pogryźć, a on nie tylko sprawę zakończył na 'upomnieniu ich' (przyciśnięciu do ziemii i unieruchomieniu) - ale też dużo lżejsza od niego moja żona zatrzymała go bez żadnych problemów (była bliżej). Chociaż jeszcze wtedy nie był specjalnie uczony posłuszeństwa. Po co to piszę ? Żeby pokazać, że można mieć psa dużego, groźnego, i nie mieć z nim problemów. Podstawą jest rodowód + dobre wychowanie. Mówiąc o dobrym wychowaniu chciałem też przestrzec przed siłowymi metodami tresury. Działają one bardzo szybko (i dlatego są preferowane przez niektórych treserów - szybki efekt to więcej kasy), ale po jakimś czasie się mszczą. Pies, który jest zdominowany siłą w końcu się zorientuje, że właściciel jest od niego słabszy. Może to być nawet parę lat po tresurze, której podstawą była siła fizyczna. Może się to nie zdarzyć wcale. Ale wtedy znajdzie sobie kogoś słabszego w otoczeniu. I będzie chciał udowodnić, że jest silniejszy. I udowodni.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)