trubro trubro
50
BLOG

Jak oszczędzić państwu parę miliardów, i dlaczego tego nie robim

trubro trubro Polityka Obserwuj notkę 3

Jako, że w polityce nuda... ;)

Mamy tanie państwo. Rząd szuka oszczędności, i tam gdzie się da - robi je. A ziemia jest płaska.

Jako, że dobrze znam pewną branżę postanowiłem (po raz kolejny - tym razem skuteczniej) zwrócić rządowi naszemu kochanemu uwagę na prosty sposób na oszczędności, które w skali kraju mogą sięgać kilka miliardów w ciągu paru lat. Mimo, że 'wszyscy o tym wiedzą', to jednak nikt z tym nic nie robił - to pomyślałem, a co mi - zaryzykuję. I do komitetu rady ministrów napisałem list, w którym pokazałem, jak można oszczędzić. W ciągu kilku miesięcy - w zależności od tych miesięcy - kilkaset milionów spokojnie. Branża to informatyka, a sposoby oszczędności - korzystanie większe z wolnego oraz darmowego oprogramowania. I nie chodzi tu koniecznie o korzystanie z Linux'a, który stał się symbolem OpenSource - zwróciłem też uwagę na system operacyjny, który już jest używany w wielu 'agencjach' rządowych i nie tylko, który przez wiele lat był systemem komercyjnym (i to drogim ale dobrym), ale który został - po tych wielu latach - dany za darmo. Firma SUN już jakiś czas temu stwierdziła, że zarobiła na Solarisie wystarczająco dużo, i że teraz - w związku z darmowością Linuxów nie ma sensu kasować pieniędzy za system operacyjny. Można u nich wykupić płatny support - ale sam system można sobie ściągnąć za darmo. Jest on też w tej chwili rozwijany i aktualizowany na podobnych zasadach, co Linux - czyli OpenSource. Można do SUN'a wysłać meila/wypełnić formularz z prośbą o przysłanie płytki - a oni przysyłają za darmo, nie biorąc nic nawet za przesyłkę. Fajnie - co ? A system cieszy się zaufaniem większym niż Linux - bo skoro przez tyle lat ludzie płacili za niego, to znaczy, że jest to dobry produkt. W każdym razie - każda maszyna, na której jest Windows+Office może się bez tego obejść. To jest od 1500 złotych oszczędności na jednej stacji roboczej. Kolejna rzecz - darmowe systemy WorkFlow. Są takie. Nie trzeba płacić milionów - można wziąć sobie darmowy i zatrudnić dwóch programistów do dostosowania go do jakiejkolwiek firmy. I tak dalej. Oszczędności jest dużo.
W każdym razie - 'zainteresowałem' tym nasz rząd. Przekierowali mnie do rzecznika prasowego MSWiA, poprosił o mój telefon, zadzwonił. Parę minut sobie ładnie porozmawialiśmy, pan Rachoń wykazał się znajomością problemu oraz okazał chęć skorzystania z pomocy. Bo wskazałem też dwie organizacje, które promują Linuxa oraz Solaris'a, które były chętne do darmowej pomocy rządu we wdrażaniu oszczędności. Wskazałem, jakie rzeczy trzeba umieszczać w warunkach przetargów, aby można było potem redukować koszty do minimum, aby system erpopodobny działał niezależnie od systemu operacyjnego. Ale jakoś w trakcie rozmowy czułem, że chodzi o uspokojenie mnie, że 'wiemy, rozumiemy, działamy '. Żadnych konkretów. I do tej pory - z pomocy (tych organizacji oraz mojej) rząd nie chciał skorzystać. I nic nie wskazuje na to, że skorzysta. Bo po co nam oszczędności. Sądząc po warunkach nowych przetargów nikt na to nie zwrócił uwagi.

Powiem jedno - dla pewnej komórki rządowej oprogramowanie, które pięciu programistów robi przez pół roku, sprzedaje się za 2.300.000 złotych. Koszty wytworzenia - jakieś 300.000. Dla takiego jednego ministerstwa - nie powiem którego, ale wspomnę, że ostatnio poleciał minister ;) - sprzedaje się system (można to zrobić praktycznie bez przetargu) WorkFlow który ma całą masę tragicznych błędów za... ech - lepiej nie mówić. Za bardzo dużo pieniędzy. Doprowadzenie do lepszego stanu (wraz z dopasowaniem do klienta) produktu darmowego zajęłoby dwóm programistom jakieś 3 miesiące. Ale wtedy co - tak bez przetargu, bez płacenia ? I bez płatnych upgrade'ów potem ? Bez płacenia firmie zewnętrznej za support ?

Ech... pieniądze są wyrzucane w błoto. Nowoczesne systemy tworzy się z interfejsem 'przeglądarkowym'. Nieważny system, na jakim się coś obsługuje - ważne, żeby była przeglądarka. Każdą maszynę Windowsową można zastąpić jakąś z innym systemem. Kupę softu, za który płaci się grube miliony można zastąpić dostosowując darmowe systemy. W większości firm, które kupują drogie systemy IT za wiele milionów wystarczy zatrudnić dwóch-trzech programistów, którzy będą robili/przerabiali soft na potrzeby firmy (oczywiście nie każdy, bo np. system FK lepiej kupić za 200 złotych taki, który lubi księgowa niż pisać od nowa).
Ale z drugiej strony - po co to wszystko. Lepiej dać zarobić komuś. Fakt, że firma mająca pięciu programistów nie ma szans w przetargu z firmą, która obsadziła wszystkie rządowe 'oddziały' w danym sektorze (jest taki podział porobiony - jedni drugim się nie wpychają, bo nie ma sensu) nie ma żadnego znaczenia. Fakt, że ta mniejsza firma zrobi system szybciej i lepiej też znaczenia większego nie ma. Za wysokie progi. Przetarg dostanie 'duża i sprawdzona'.

Tak się zastanawiam nad jednym - po co jest to CBA ? Zamiast sprawdzać lekarzy wzięliby kilkanaście kontraktów na zrobienie systemów IT dla rządu - mieliby co pokazywać w telewizji. Ale niestety - wtedy wydałoby się, że za panowania Kaczyńskich nic się na dobre tutaj nie zmieniło. Pamiętam panikę w pewnej firmie, gdy ministrem MSWiA został Dorn. Bali się, że teraz, to ich na pewno stamtąd wykopią. Ale był to strach przedwczesny. Ministrowie się zmieniają, a ludzie, którzy 'się znają', a więc podejmują decyzje są ci sami. Informole mają swoje sposoby na zakręcenie szefa nieznającego tematu tak, żeby włączył mu się dummy mode i żeby zgodził się na wszystko. I potrafią wmówić takie głupoty, że aż strach. Najlepszym przykładem jest wypowiedź Łybackiej po wizycie Billa Gates'a parę lat temu. Ówczesna minister edukacji wprowadziła we wszystkich szkołach nakaz stosowania tylko oprogramowania nakazanego przez ministerstwo. I miało to być oprogramowanie Microsoftu. Żadne ołpensursy.

Argument Łybackiej przeciwko otwartym źródłom (a więc takim oprogramowaniu, w którego kod każdy może zajrzeć, poprawić itp.) był taki, że otwarte źródła powodują wycieki danych. To przecież jasne - jak coś jest otwarte, to wycieka ;) Dla nieznających tematu powiem, że w kryptografii stosuje się zasadę, że system zabezpieczeń jest dobry wtedy, gdy wszyscy wiedzą, na jakich zasadach działa, a mimo to go nie złamią. Jeżeli wiedza o sposobie funkcjonowania wystarczy do złamania - to system jest zły.

W każdym razie - tanie państwo to bzdura. Chciałem 'pomóc wrogowi' i mimo, że nie lubię PiS pomóc oszczędzić kupę kasy. Bo wszyscy 'w środowisku' mówią o tym od lat, ale nikt nie zaczyna robić nic poza 'promowaniem na łamach publicznych'. Znając od środka robienie systemów 'dla rządu' pokazałem jak oszczędzić kupę kasy. I co ? I nic.

Nad jednym tylko się zastanawiam - to, co napisałem to nie jest żadna wiedza tajemna. Każdy, kto popracował parę lat w branży wie o tym dokładnie. Wystarczyłoby, żeby ktoś z podobną wiedzą pracował w rządzie w 'tej dziedzinie', i żeby nie miał związanych rąk. Ale widocznie - nikogo takiego tam nie ma. Taką mamy fachową administrację.

Tanie państwo, kacza ich mać...

trubro
O mnie trubro

jestem z białka Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą, I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą. Ręce za lud walczące sam lud poobcina. Imion miłych ludowi lud pozapomina. Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie. a to nasz wieszcz narodowy, jakże przewidujący nasze czasy - a tak dawno temu te słowa pisał

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka