Najpierw zbicie argumentu Kaczyńskiego - twierdzi on, że skoro 'minister' przysięga, to jest ministrem już przed przysięgą. No to weźmy sobie konstytucję, i popatrzmy na artykuł 130:
Art. 130.
Prezydent Rzeczypospolitej obejmuje urząd po złożeniu wobec Zgromadzenia Narodowego następującej przysięgi:
"Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem".
Jasno tu napisane 'prezydent obejmuje urząd'. Czyli - jest już prezydentem - według logiki Kaczuszki. Ale jeszcze nie objął urzędu, nie przysięgał, i nie ma prawa nie tylko nosić znaczka ;), ale też mówić o sobie 'prezydent'. Co najwyżej 'prezydent elekt', czy 'prezydent, który jeszcze nie objął urzędu, a więc nie mogący prezydentować'. Żaden Kaczyński mi nie wmówi, że prezydent przed zaprzysiężeniem jest prezydentem (fajnie brzmi to zdanie - ale dobrze pokazuje, czemu napisane 'prezydent przysięga', 'minister przysięga'). Obejmuje urząd - staje się nim po zaprzysiężeniu, a zdanie 'prezydent przysięga' jest zdaniem, które jest nieprecyzyjne (a przez to mogące wprowadzić w usprawiedliwiony błąd, gdy poza tym zdaniem nic innego się nie widzi), ale zrozumiałe (gdy popatrzy się nie tylko na te zdanie, ale też na resztę konstytucji).
To teraz ministry na warsztat:
Art. 151.
Prezes Rady Ministrów, wiceprezesi Rady Ministrów i ministrowie składają wobec Prezydenta Rzeczypospolitej następującą przysięgę:
"Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów (wiceprezesa Rady Ministrów, ministra), uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem."
Sprawa by była prosta, gdyby podobnie jak przy prezydencie było wstawione 'obejmuje urząd składając przysięgę'. Ale byłoby to stylistycznie nieładne (chociaż moim zdaniem precyzja ważniejsza jest od stylu - ale w końcu Konstytucja jest dla ludzi, nie dla prawników ;) ), bo przecież czytamy 'Obejmując urząd ... uroczyście przysięgam'. Czyli - z treści przysięgi wynika, że urząd obejmuje się w trakcie przysięgi. Bo przysięga nie brzmi 'objąłem urząd parę dni temu, teraz przysięgam'. Czas teraźniejszy tutaj chyba jest ;)
Gdyby premier był mniejszym cynikiem, albo znał lepiej konstytucję nie tłumaczyłby w tak głupi sposób, że minister jest ministrem przed przysięgą, bo napisane w konstytucji jest 'minister przysięga'. Bo - jak wykazałem wyżej, i co powtarzam - wtedy oznaczałoby, że prezydent jest prezydentem przed przysięgą. Ale można tu się trochę rzeczywiście zakręcić, i przez chwilę nie wiedzieć, jak jest naprawdę. Wystarczy jednak poczytać konstytucję, pomyśleć, uznać fakt, że ze względów stylistycznych stosuje się sformułowania 'prezydent przysięga', 'minister przysięga'. Bo ktoś staje się ministrem, czy też prezydentem nie w momencie nazwania go takowym, tylko w momencie objęcia urzędu. A moment objęcia urzędu jest dobrze w konstytucji sprecyzowany.
Zastanawiam się nad jednym - czy premier cynicznie wie, że nie ma racji, ale uważa, że 'ciemny lud to kupi', czy też naprawdę myśli tak jak mówi. W każdym z tych dwóch przypadków widać jedno - czepia się bezsensownie wątpliwego logicznie - to fakt - 'nazewnictwa', podczas gdy zdanie niżej jest bardzo precyzyjnie opisany moment objęcia urzędu. Mądry cynik, czy też zacietrzewiony dyletant ? A może zacietrzewiony cynik ?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)