Stary, odgrzewany kotlet. "Legalna pożyczka". Dobre sobie...
Jaro Kaczuszka w imieniu Fundacji Prasowej Solidarność pożyczył kasę PC. Legalna, opodatkowana pożyczka to była. Opodatkowana może tak. Ale czy legalna ?
Pierwsza sprawa - konflikt interesów. Fundacja ma osobowość prawną, i żaden prezesunio, dyrektorunio czy inny unio nie może tak sobie zadecydować, że pożycza swoim znajomym jej kasę. Ani tym bardziej, że pożycza tę kasę swojej nowej partii, która bez tych pieniędzy, bez takiego 'układu' znaczyłaby bardzo mało. Pożyczył sam sobie cudze pieniądze, wykorzystując swoją pozycję w fundacji. To jest raz. Dwa - statut fundacji. Czy na pewno pożyczanie pieniędzy powstającym partiom jest zgodne ze statutem FPS ? Tego niestety ciężko się dowiedzieć tylko przez sieć - fundacja nie ma żadnej strony internetowej - a przynajmniej nie jest ona na kilku pierwszych stronach wyników wyszukiwania góglowych. Taka tajemnicza fundacja ;) Ale nic to - za jakiś czas się dowiemy, jaki był wtedy jej statut, i czy pożyczanie pieniędzy było z nim zgodne. Ważniejsze jest to, że 'legalna pożyczka' zobowiązała PC do oddania łącznie z odsetkami około 18mld starych złotych, a oddano tylko około dziewięciu (tak przynajmniej wyczytałem przeglądając stare artykuły na ten temat). Sąd zajmował się tą sprawą, i została umorzona. Pozycje polityczne 'oskarżonych' na pewno nie miały żadnego wpływu, to, że byli w kancelarii prezydenta, czy też w innych miejscach rządzenia trzecią RP nie wpłynęły na decyzję na pewno. Skoro sąd zajmował się sprawą i umorzył, to dopóki nie będzie nowych dowodów, albo ktoś nie dopatrzy się proceduralnych uchybień - nie można tego od nowa rozpatrywać. Dlatego SLD za swoich rządów tego nie robiło, poza tym woleli pewnie nie deptać po odciskach. Bo sami też przy okazji by wpadli. Tak tak - nasz kochany Kaczuszek Jaruszek brał kasę od biznesmenów z dawnej PZPR (poprzez spółkę Telegraf, w której miał udziały, a FPS dostawała kasę od BPH, w którym troszkę komuszków było...) ;) Na przykład od pana Tuderka (Budimex) . A jak ktoś rzucił hasło, że nie można mówić o dekomunizacji biorąc kasę od układowych komunistów - Jaro odpowiedział:
"A dlaczego nie? Zrozum, że w przeciwnym razie nikt by w Polsce nie mógł powiedzieć o dekomunizacji. Zrozum, nam postawiono alternatywę: albo stójcie z tubą na rogu ulicy, jeśli was będzie stać na tubę, i sobie krzyczcie, co chcecie; albo jeśli chcecie stworzyć tu jakąś realną siłę społeczną, do której potrzebne są pieniądze, to weźcie wodę w usta, mówcie, że wszystko jest OK (...). Otóż my taki wybór odrzucamy. To jest szantaż, to jest uniemożliwienie prowadzenia działalności politycznej, poważnej działalności politycznej".
Tak więc w imię wyższych celów Kaczusek brał kasę od komunistów. Po to, by z nimi walczyć - w sumie chwalebna postawa ;) Dopóki to była kasa tylko od komunistów, to jest jeszcze luz (tylko jakie prawo do krytykowania układu ma ktoś, kto z niego korzystał?), ale kasa od państwa polskiego przekazana w postaci zaniżonych cen najmu nieruchomości, które z zyskiem odnajmowano (np. Al. Jerozolimskie 125/127) to już jest przekręt białych rękawiczkach. Bo ta kasa, zarobiona na 'błędnej wycenie' trafiła potem do PC. Pal sześć legalność całego interesu - fakt jest taki, że jest sobie fundacja bez kasy, dostaje do dyspozycji za grosze pomieszczenia od państwa, które wynajmuje z prawie podwójnym zyskiem, a zysk ten jest potem 'pożyczany' do partii, którą kieruje szefo fundacji. Jeżeli to nie jest skurwysyństwo w oczach wyborców PiS, to niech raz na zawsze przestaną mówić o korupcji, układach i innych takich. Bo trzeba wyjąć belkę ze swojego oka, a dopiero potem patrzeć na drzazgi w oczach innych.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)